W dobie cyfryzacji nieuniknione jest, że nasze dziecko prędzej, czy później stanie się posiadaczem smartfona. I my jako rodzice bardzo długo wzbranialiśmy się przed tym faktem, ale w końcu postanowiliśmy naszemu 10-latkowi takowy sprezentować. Dlaczego długo byliśmy przeciwni? Bo niestety ale wśród dzieci znajomych dało się zauważyć, że pewne ich zainteresowania znikają, a telefon nie odrywa się od ręki. Da się temu oczywiście w łatwy sposób zaradzić – instalując aplikację, która pozwala kontrolować czas.

 

Jedną z kwestii zakupienia smartfona był fakt, że nie jesteśmy w stanie dziecku zabraniać czegoś, z czym sami obcujemy na co dzień – no bo nie ukrywajmy wszyscy spędzamy sporo czasu ze smartfonem w ręku. Poza tym, nie mogę zabraniać dziecku w nieskończoność czegoś, co będzie częścią jego przyszłego życia – on też powinien nauczyć się obchodzić z telefonem i poznać setki możliwości z nim związanych. Bo telefon to nie tylko narzędzie do gier.

Gdzie jest moje dziecko?

Inną kwestią był fakt, że wiele razy nie wiedziałam, gdzie jest moje dziecko. Wynikało to z tego, że udając się do kolegi bawił się tam jakiś czas, a później przy dobrej pogodzie zbierali ekipę i szli grać na boisko – oczywiście, że nie miał możliwości mnie o tym poinformować. Dlatego wieczorem z niewiedzy wydzwaniałam po mamach z pytaniem, czy moje dziecko przypadkiem jest u nich w domu. Po zakupie smartfona to było wielkim udogodnieniem, bo syn informował mnie, gdzie będzie lub jest. Choć nie ukrywajmy – teraz też zdarza mu się zapomnieć komórki. Ale to chyba na plus.

 

Aplikacje, czy rozmowa?

Już w ramach lekcji online założyliśmy synowi jego własne konto na Google, które  podlega nadzorowi rodzicielskiemu – oznacza to tylko tyle, że ja widzę, co na smartfonie instaluje mój syn i to jest bardzo fajne, bo od razu mogę na to zareagować. Zapewne można zarządzać takim kontem o wiele bardziej intensywniej, ale póki co nie było takiej potrzeby. Mamy też aplikację monitorującą – ale nie ukrywajmy, że takie aplikacje wymagają naszego czasu i interwencji, bo ustawisz czas grania na komórce na godzinę dziennie, a Twoje dziecko prosi by pograć jeszcze chwile z kolegą, bo chce dokończyć rundę, no iw ogóle jest weekend i zaczynasz się wkurzać… bo to TY musisz tego szukać w ustawieniach. Osobiście uważam, że aplikacje kontrolujące czas i dostęp do smartfona to jedno, ale nie powinno zabraknąć też rozmowy z dzieckiem.

Dlaczego?

Bo dziecko powinno wiedzieć, jak korzystać z tego narzędzia. Powinno wiedzieć o tym, że hasła do aplikacji powinny być zapisywane. Powinno wiedzieć, że osobom, których nie znają w sieci nie powinny podawać swojego miejsca zamieszkania, ani chwalić się pewnymi rzeczami. Powinno wiedzieć, że nie wysyła się zdjęć obcych osób dalej, jeżeli te zdjęcia są kompromitujące. Powinno wiedzieć, że nigdy nie ma pewności, czy po drugiej stronie sieci siedzi osoba, za którą ona się podaje. Powinno też wiedzieć, że wszystko, co napisze i nawet wykasuje, może zostać odtworzone. Powinno wiedzieć, że pisząc do kogoś w sieci, powinno zastanowić się nad tym, czy twarzą w twarz powiedziałoby to samo. Powinno też wiedzieć, że naruszenie prywatności jest karalne.

 

A teraz pytanie do Ciebie rodzicu?

Czy Ty zdajesz sobie z tego wszystkiego sprawę? Pewnie przytakniesz głową, bo jesteś tego bardzo pewny. To coś Ci teraz opowiem. Jeżeli przypadkowo słyszymy, że nasze dziecko niestosownie się odzywa i obraża, bądź poniża drugą osobę – reagujemy. Jeżeli dziecko nabroiło w szkole, to my rodzice czujemy się za niego odpowiedzialni i zazwyczaj ponosi ono konsekwencje swojego działania. Nadzorujemy jego wychowanie pozwalając na oczywistą swobodę i reagując, kiedy zachodzi taka potrzeba. Natomiast nasze podejście do telefonów w większości przypadków jest takie, że absolutnie nie ingerujemy w to, co robi na nim dziecko. No bo jak to? Przeglądać telefon własnego dziecka?

 

Przecież to naruszanie prywatności, co nie?

A co powiesz… kiedy przed drzwiami Twojego domu stanie pewnego dnia policja? Jakie będzie Twoje wytłumaczenie? Że szanowałeś prywatność swojego dziecka? Nieletniego dziecka? Bo dopóki ono jest nieletnie, to Ty ponosisz za niego odpowiedzialność, chyba o tym wiesz? Ośmieszycie sami siebie, bo to naprawdę żałośnie brzmi, wiecie? Twoje dziecko jest niepełnoletnie i powinno Cię jak najbardziej obchodzić, co robi w sieci i co tam wypisuje.

 

Ty masz do tego pełne prawo.

Masz prawo kontrolować telefon Twojego dziecka i o tym właśnie poinformowałam mojego syna. Mam prawo spontanicznie w jego obecności wziąć telefon do ręki i przejrzeć jego czaty. Wiecie, co czasami dzieci wypisują na takich czatach? Tak, to co mamy w tytule “Ty szmato nie będziesz moją przyjaciółką”, “Jesteś niczego warta”, a także te piękne wyrazy typu KU..WA i C..UJ. Tak się do siebie zwracają: debilu, ciemna maso, głupku, idiotko Dla mnie nie ma znaczenia, czy takie słowa mówimy komuś w twarz (ale na to zazwyczaj dziecko, ani żaden dorosły nie ma odwagi), czy piszemy to za pośrednictwem telefonu – biorę dziecko za fraki i twarzą w twarz powinno daną osobę przeprosić. Bo to dla mnie bardzo istotna reguła życiowa – można kogoś nie lubić i mamy do tego pełne prawo, ale poszanowanie należy okazać każdemu, nie ważne, czy na żywo czy w sieci. Smartfon to potężne narzędzie, także te, które niszczy psychikę i samoocenę wielu dzieci, bo łatwiej coś napisać niż powiedzieć komuś w twarz. I nie uważam, że na każdym kroku mamy monitorować smartfony naszych dzieci, ale tak samo, jak kontrolujesz sporadycznie jego postępy w nauce, tak samo masz prawo monitorować jego poczynania w sieci. Wasze dzieci, choć wydają się być już nadzwyczaj dojrzałe, wciąż są dziećmi, a nie dorosłymi i w pełni świadomymi ludźmi.

 

Więc kiedy słyszę, że rodzic chce uszanować prywatność swojego dziecka i nie będzie kontrolować jego telefonu, to życzę mu tylko, by jak najprędzej zjawiła się u niego policja, by uświadomić mu, że z takim podejściem może się nieźle przejechać.

 

2 komentarze

  1. to problem wielu rodzicow, ktorzy nie maja czasu dla swoich dzieci; kupujac im smartfona czy tablet, w jakis sposob zajmuja je i zyskuje sie wtedy odrobine czasu dla siebie; w naszym zwariowanym swiecie, gdzie obydwoje rodzicow musi pracowac i to czesto na pelny etat i do tego dorabiajac gdzies przy okazji, czasu dla dzieci nie ma, dlatego elektroniczny przyrzad pozwala na “zabawienie” dziecka… niestety, bardzo czesto dochodzi wtedy do uzaleznienia dziecka od internetu i gier elektronicznych; trudno pozniej takiego dzieciaka przestawic na to, zeby czytal ksiazki albo zeby potrafil sie skupic na odrabianiu lekcji… zatem mamy problem, nad ktorym bardzo mocno trzeba popracowac i to w calym spoleczenstwie, nie tylko w domach, gdzie rodzice widza uzaleznienie swoich pociech od elektronicznych gadzetow… pozdrawiam, jak zawsze, swietny wpis na swietnym blogu

    1. Hej Michał,
      dzięki wielkie! Miło, że mnie czytasz! No i całkowita racja, niestety, taką mamy rzeczywistość, wielu rodziców zapomina właśnie o tej najprostszej zasadzie wychowania – poświęcaniu dziecku czasu!
      Pozdrawiam
      Ania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *