Dorastałam w zupełnie innym świecie niż ten, w którym dziś dorastają moje dzieci. Pamiętam czasy bez ciągłego dostępu do internetu, bez życia pokazywanego w mediach społecznościowych i bez tego nieustannego poczucia, że trzeba za czymś nadążać.

Po drodze, kiedy dorosłam, wydarzyło się tak wiele. Zmienił się świat, zmieniło się moje podejście do pracy, relacji, pieniędzy i… przede wszystkim do samej siebie. I tak naprawdę dopiero z czasem zaczęłam rozumieć, że nie wszystko, za czym kiedyś tak bardzo chciałam gonić, naprawdę było tego warte. Kiedyś wydawało mi się, że trzeba ciągle coś osiągać, udowadniać, mieć więcej i być „jeszcze lepszą”. Dziś patrzę na to inaczej.

 

7 rzeczy, na które zaczęłam z wiekiem patrzeć zupełnie inaczej:

 

1. Nie imponuje mi już człowiek, który pracuje od rana do nocy.

Dużo bardziej podziwiam tego, kto potrafi powiedzieć: „koniec na dziś”, wrócić do domu i mieć czas dla swoich ludzi. Bo praca zawsze będzie. Zawsze znajdzie się coś do zrobienia, kolejny telefon, wiadomość, mail czy zadanie, które może poczekać do jutra. Ale czasu nie da się odłożyć na później. Nikt nie zwróci Ci godzin spędzonych z dala od rodziny, dzieciństwa dzieci, wspólnych chwil i zwykłych rozmów przy stole. W pewnym momencie człowiek zaczyna rozumieć, że nie chodzi o to, żeby przepracować życie, ale żeby mieć życie, do którego chce się wracać.

 

2. Coraz mniej wierzę w „kiedyś”.

Kiedyś będę odpoczywać. Kiedyś będzie spokojniej. Kiedyś będzie więcej czasu. Tylko że to „kiedyś” potrafi minąć szybciej, niż nam się wydaje. Coraz bardziej chcę żyć tym, co jest teraz. Znajdować czas na kawkę i pogaduchy, na spokojny wieczór, rower, spacer czy zwykłe nicnierobienie. Na spotkania z ludźmi, których lubię. Na chwilę bez telefonu, bez pośpiechu i bez poczucia, że zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia. Bo przecież życie nie zacznie się wtedy, gdy skończą się obowiązki. One prawdopodobnie nigdy się nie skończą 😉

 

3. Sukces przestał mieć dla mnie konkretny adres i metraż.

Nie chodzi już o większy dom, droższy samochód czy kolejne rzeczy. Coraz częściej myślę, że nie chcę mieć więcej rzeczy, tylko więcej spokoju. Nie potrzebuję kolejnych gadżetów, nowych zakupów i wszystkiego, czym na co dzień próbujemy się otaczać. Dla mnie prawdziwym sukcesem staje się coś zupełnie innego – obudzić się rano i mieć spokojną głowę. Nie żyć w ciągłym pośpiechu, nie porównywać się z innymi i nie czuć, że ciągle czegoś mi brakuje. Chcę być wdzięczna za to, co już mam. Za dom, bliskich, zdrowie, zwykłe codzienne chwile i możliwość wypicia spokojnie kawy.

 

4. Nie zazdroszczę już ludziom sukcesu.

Nie zazdroszczę ludziom sukcesu, bo coraz częściej widzę, że każdy sukces ma swoją cenę. Czasem jest nią czas, czasem zdrowie, spokój, relacje albo zwykła możliwość zatrzymania się.

Dużo bardziej zazdroszczę tym, którzy potrafią naprawdę odpocząć. Którzy dobrze śpią, nie żyją w ciągłym napięciu i nie czują wyrzutów sumienia, kiedy niczego akurat nie robią. Tym, którzy potrafią usiąść z kawą, pogadać bez patrzenia na zegarek, wyjść na rower, spacer albo po prostu spędzić leniwe popołudnie bez poczucia, że powinni robić coś bardziej produktywnego.

 

5. Nie każda dyskusja musi być wygrana.

Z wiekiem chyba coraz bardziej doceniam ludzi, przy których nie trzeba niczego udowadniać, tłumaczyć swoich wyborów ani walczyć o to, żeby ktoś za wszelką cenę przyznał mi rację.

Nie chce mi się już marnować czasu i energii na relacje, które niczego dobrego nie wnoszą. Na ludzi, przy których zamiast spokoju jest ciągłe napięcie, ocenianie, udowadnianie swoich racji czy zastanawianie się, co ktoś miał na myśli. Dziś wolę kilka prawdziwych relacji niż dziesiątki przypadkowych. Wolę ludzi, przy których mogę być sobą, pośmiać się, pogadać, pomilczeć i po prostu dobrze się czuć.

 

6. Zaczęłam inaczej patrzeć na własną energię.

Dlatego coraz częściej mówię „nie”. Coraz częściej myślę o tym, czego ja potrzebuję. I chyba właśnie tego uczę się najbardziej – że kiedy mówię „nie” komuś lub czemuś, co zabiera mi czas, spokój i energię, tak naprawdę mówię „tak” samej sobie. ❤️ TAK – dla tego, co naprawdę jest dla mnie ważne.

Wierzę, że przyciągamy ludzi podobnych do siebie. I wiecie co? Lubię tę energię, która do mnie wraca. Lubię ludzi, których mam wokół siebie. Naprawdę ich lubię.

Może właśnie na tym polega dorosłość – coraz mniej chcieć od świata, a coraz bardziej wybierać to, co daje nam spokój i ludzi, przy których życie po prostu smakuje lepiej.

 

7. I chyba właśnie to najbardziej się we mnie zmieniło.

Nie przestałam mieć ambicji. Po prostu coraz częściej zadaję sobie pytanie: czy naprawdę chcę takiego życia, czy tylko nauczyłam się, że właśnie tak powinno ono wyglądać?

Kiedyś wydawało mi się, że trzeba ciągle do czegoś dążyć – więcej pracować, więcej osiągać, więcej mieć. Kolejny cel, kolejny zakup, kolejny poziom. I dopiero z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy to wszystko naprawdę jest moje, czy po prostu tak zostałam nauczona.

Dziś nadal mam marzenia i rzeczy, które chcę robić. Nadal jestem ambitna. Ale nie chcę już osiągać wszystkiego kosztem swojego spokoju, czasu i życia, które dzieje się po drodze.

Bo może sukces nie zawsze oznacza „mieć więcej”. Czasem oznacza mieć dokładnie tyle, ile potrzebujesz, i czuć, że to jest Twoje życie, a nie życie, które ktoś Ci powiedział, że powinnaś prowadzić. ❤️

 

Może właśnie na tym polega moja zmiana.

Ale też zmiana całego mojego pokolenia. Nie na tym, że przestaliśmy marzyć, tylko na tym, że zaczęliśmy uważniej wybierać, za czym naprawdę warto biec.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *