Będąc w minionych dniach na delegacji, naszło mnie takie przemyślenie, że dobrze wychowuję swoje dzieci.
Bo kiedy wyjeżdżałam, miałam w sobie takie poczucie, że doskonale sobie beze mnie poradzą. I chyba właśnie to było dla mnie bardzo przyjemnym odczuciem i największym powodem do dumy.
Choć mam w sobie ten nawyk wyręczania dzieci, bo ma go chyba większość kobiet z mojego pokolenia, którym często wpajano, że matka powinna zajmować się wszystkim i poświęcać dla rodziny, to jednak staram się z tym walczyć. Chcę, żeby moje dzieci wyrosły na ludzi zaradnych. Takich, którzy potrafią zadbać o siebie, podjąć decyzję, rozwiązać problem i nie czekają zawsze na kogoś, kto zrobi coś za nich.
Potrafią się ubrać, zrobić śniadanie, przygotować obiad, nakarmić kota. Same się ogarną, spakują i wiedzą, co do nich należy. Nie prasuję starszemu synowi – czasem musi zrobić to sam. Nie dlatego, że nie chcę mu pomóc. Ale dlatego, że to uczy pewnej dyscypliny, szacunku do pracy i dlatego, że kiedyś będzie musiał umieć zrobić to bez mojej pomocy.
Muszą wiele rzeczy robić samodzielnie.
Oczywiście często mam wrażenie, że ja mogłabym zrobić coś za nich szybciej i lepiej. I pewnie mogłabym. Tylko że nie o to przecież chodzi. Wychowanie nie polega na tym, żeby dziecku zawsze było łatwiej.
Czasem trzeba pozwolić mu zrobić coś po swojemu. Popełnić błąd. Spróbować jeszcze raz. Zrobić coś, co zajmie więcej czasu i będzie wymagało wysiłku. Bo to właśnie te małe trudności uczą cierpliwości, pokory i dyscypliny, a jednocześnie uczą zaradności i wiary w swoje możliwości.
Nie chcę, żeby moje dzieci miały w życiu zawsze łatwo. Chcę, żeby miały w sobie siłę, odwagę i wiarę, że poradzą sobie także wtedy, gdy życie postawi przed nimi coś trudniejszego. Żeby pewnego dnia, kiedy pójdą już swoją drogą, nie potrzebowały mojej ręki na każdym kroku, ale niosły w sobie to, co najważniejsze: wiarę, że sobie poradzą.
Może więc warto czasem odpuścić wyręczanie i pozwolić im przejść kawałek własnej drogi. Nawet jeśli prowadzi pod górę. Bo jak inaczej nauczą się na niej chodzić?