Na widok tej pary trudno było nie poczuć drobnego ukłucia. Patrzyłam na nich z lekką zazdrością. Na sposób, w jaki on na nią patrzył. Na tę uwagę, skupienie i błysk w oczach, którego tak często dziś brakuje ludziom wobec siebie nawzajem.
Była dla niego ważna.
Fascynowała go.
Przyciągała go do siebie nawet wtedy, gdy obok działo się całe życie.
Pomyślałam nawet przez chwilę, że każda kobieta chciałaby być tak widziana przez mężczyznę.
Jak on na nią patrzył?
Siedział wpatrzony w nią niczym w obrazek. Po wielu wspólnych latach wciąż patrzył na nią tym samym wzrokiem. Nie znudziła mu się. Nie czuł wobec niej obojętności. Nadal wzbudzała w nim zainteresowanie. Nadal skrywała w sobie tyle tajemnic i mimo upływu czasu, wciąż potrafiła go zaskakiwać. Spędzali razem mnóstwo czasu. Czasem ich chwile przerywały dzieci i ich krzyki, ale on nadal patrzył na nią z tym samym zachwytem. Patrzył na nią częściej niż na własną żonę.
Patrzył tak na swoją komórkę.
Dziś najpiękniejsze spojrzenia i największą uwagę coraz częściej dostają telefony.
Zarówno mężczyźni, jak i kobiety potrafią wpaść w ten świat po uszy – w scrollowanie, ekran, ciągłe bodźce i chwilową ucieczkę od rzeczywistości.
A przecież kiedyś patrzyliśmy tak na ludzi.
Na rozmowy.
Na wspólne chwile.
Na siebie nawzajem.
Dziś wielu z nas tęskni już nie za prezentami czy wielkimi gestami, ale właśnie za czyjąś prawdziwą uwagą.
Taką bez telefonu w dłoni.
Bez powiadomień.
Bez zerkania co chwilę w ekran.
Bo chyba największą miłością naszych czasów stał się ekran, który skutecznie nauczył nas patrzeć… wszędzie, tylko nie na siebie.