Boże Ciało. Wyjątkowy dzień – drogi usypane cudownymi kwiatami, dzieci sypiące płatki, ubrane w białe sukienki, ołtarze czekające na parafian. To uroczystość pełna piękna i podniosłości. Mnie jednak Boże Ciało zawsze będzie kojarzyć się z czymś jeszcze. Ze śmiercią mojego taty. To właśnie ten dzień wybrał mój tata, by odejść z tego świata.
Dzień Taty był wczoraj i to właśnie wczoraj siedząc z kubkiem kawy na balkonie, myślałam o tym, jak wiele się zmieniło. Zastanawiałam się też, czy to odpowiedni moment, by pisać tutaj o takich mało radosnych sprawach. W końcu mamy lato, jest gorąco, a wraz z nim przychodzi poczucie beztroski. Wakacje są już tuż-tuż, wszystko wokół zachęca do radości i cieszenia się chwilą. Ale ostatni rok pokazał mi, że nie ma czegoś takiego, jak odpowiedni moment. Śmierć nie pyta o dogodny czas. Po prostu przychodzi i zabiera człowieka. A jedyne, co po nim pozostaje, to wspomnienia i tęsknota.
Pamiętam dokładnie ten telefon z wiadomością o śmierci. Przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie. W momencie, kiedy wychodziliśmy z domu na wieczorny koncert uwielbienia. Do dziś nie potrafię opisać słowami tego, co wtedy czułam. Bo kiedy dostajesz taki telefon, wali się kawałek Twojego dotychczasowego świata. Osuwa Ci się grunt pod nogami.
Często myślimy, że najtrudniejszy jest pogrzeb i czas tuż po nim.
Prawda jest jednak taka, że życie i żałoba przez długie miesiące, a być może i lata przeplatają się ze sobą. To, że umarł bliski człowiek, nie oznacza, że przestajesz funkcjonować i być szczęśliwy. Wychodzisz do ludzi, robisz zakupy, chodzisz do pracy, żartujesz, śmiejesz się z innymi. Żyjesz. Zajmujesz się domem, dziećmi i codziennymi obowiązkami, bo życie toczy się dalej. Ono się nie zatrzymuje, tylko dlatego, że ktoś, kogo kochałeś, umarł.
Żałoba nie trwa nieprzerwanie, ona przypomina czasem o sobie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy.
Czasem wystarczy jeden obraz, jedna piosenka albo kilka słów usłyszanych z ambony i wszystko wraca. Wraca do tamtego dnia. Do dnia pożegnania. Wtedy do oczu cisną się łzy, bo mimo, że jestem już dorosłą kobietą, gdzieś głęboko w środku wciąż pozostaję dzieckiem, któremu brakuje taty. Tęsknię za kimś, kto przez lata był obok, a którego obecności nie da się już odzyskać. Bo tęsknota nie znika wraz z upływem czasu. Po prostu uczymy się z nią żyć.
Jeśli ta strata czegoś mnie nauczyła, to tego, że życie mija po cichu, dzień po dniu. Dlatego warto nauczyć się dostrzegać i doceniać te zwyczajne, całkiem przyjemne chwile.
Bo właśnie z nich składa się nasze życie.