Dokładnie rok temu podzieliłam się tu z Wami pewnymi przemyśleniami. Od tamtej pory jedno się nie zmieniło – ten blog wciąż jest miejscem, w którym zbieram to, co mnie porusza, zastanawia i inspiruje. Każdy wpis to kawałek mojego serca… a dzisiaj znów mam coś, czym chcę się z Wami podzielić.
Zanim zaczniecie czytać dalej, wróćcie na chwilę do mojego wpisu sprzed roku – do przemyśleń, którymi wtedy chciałam się z Wami podzielić. To one nadają sens temu, co chcę powiedzieć dziś. To był wpis z 3 maja: Zerwałam się na równe nogi…
Dziś znów jechałam rowerem przez ten sam mostek. Ten sam, a jednak zupełnie inny. Tym razem nie było tam żadnych kaczek… a mojego taty nie ma już na tym świecie.
Pomyślałam wtedy, że on tak naprawdę nie odszedł do końca.
Zostawił po sobie coś więcej niż tylko wspomnienia – zostawił nas, swoje dzieci. Nie chodzi tylko o geny, ale o wszystko to, co w nas – we mnie i moich siostrach – zaszczepił: sposób patrzenia na świat, wartości, które nam przekazał, decyzje, których nas nauczył, i zwykłą uważność na otaczający nas świat. Zostawił cząstkę siebie w nas.
A co my zostawiamy po sobie?
Wiem, że codzienność – zwłaszcza ta z dziećmi – rzadko bywa łatwa. Żyjemy w pośpiechu, często pod presją czasu, próbując pogodzić wszystko naraz. A jednak właśnie w tym zabieganiu warto się na chwilę zatrzymać i zadać sobie pytanie: co tak naprawdę chcemy przekazać naszym dzieciom? Z jakimi wartościami wypuścić je w świat?
Bo ten świat tworzymy my. Najpierw jako ludzie, przez to, jacy jesteśmy na co dzień. A potem jako rodzice – wychowując tych, którzy przyjdą po nas i poniosą dalej to, co im zostawimy.
Jakiego świata chcę dla moich dzieci?
Życzyłabym sobie świata, w którym jest mniej zawistności, a więcej zwykłego, cichego człowieczeństwa. Takiego, które nie krzyczy, ale jest obecne w drobnych gestach, spojrzeniach, w tym, jacy jesteśmy dla siebie nawzajem.
Chciałabym, żeby moje dzieci potrafiły patrzeć sercem, nie tylko oczami.
Żeby nie oceniały zbyt szybko, ale próbowały zrozumieć.
Bo każdy z nas niesie swoją historię, swoje doświadczenia, swoje emocje.
I każdy ma prawo być dokładnie taki, jaki jest.
Chciałabym, żeby każde z nich umiało zadbać o siebie, ale jednocześnie potrafiło wyciągnąć rękę do drugiego człowieka.
Bo na tym właśnie polega ludzkość.
Jeśli zatracimy tę zdolność, ludzie nadal będą żyli… ale to już nie będzie ten sam świat.