Nie jestem pewna, czy osoby, które obserwują mnie na Instagramie, zaglądają też na mojego bloga, bo właśnie tu jest miejsce na dłuższe historie i szerszy kontekst. Dzisiaj chciałabym jednak skupić się na Instagramie. Dlatego, że to medium, w którym przewijamy kolejne zdjęcia w kilka sekund. Zatrzymujemy się na chwilę, patrzymy na jeden kadr i bardzo często – zupełnie nieświadomie – wyciągamy wnioski o czyimś życiu.

 

Większość osób, które mnie obserwują, zobaczyła moje zdjęcie z Danii i na jego podstawie uznała, że mam fajną pracę. Bo przecież nie każdy może sobie pozwolić na taki wyjazd służbowy. Wielu z Was pewnie pomyślało: „Ale ma dobrze”, może nawet z odrobiną żalu, porównując to do własnego życia.

 

Ale czego nie widać?

Nie widać tego, że dzień przed wyjazdem, kiedy temperatura sięgała 38 stopni w cieniu, dopadła mnie tak silna migrena, że cały dzień przeleżałam w łóżku. Zastanawiałam się, jak mam się spakować i czy w ogóle dam radę pojechać. Ostatecznie jakoś udało mi się przygotować walizkę, ale jeszcze o 20:00 nie byłam pewna, czy zdołam wstać o 3:00 nad ranem, żeby o 4:30 wyruszyć z Opola w całodniową podróż i czy to nie będzie dla mnie do zniesienia.

 

Nie widzieliście też problemów z dojazdem.

Nie było ich na zdjęciu – tłumu ludzi na peronach, przepełnionych wagonów, ogromnych walizek, ścisku na przejściach ani głośnych rozmów całych wycieczek, które wypełniały wagony. Nie było zdenerwowanych pasażerów ani zmęczenia, które narastało z każdą kolejną godziną podróży.

Jechaliśmy ponad dwudziestoosobową grupą. I choć dziś wspominamy to z uśmiechem, były też chwile zwątpienia. Zwłaszcza wtedy, gdy konduktor poinformował, że z powodu przepełnionych wagonów oraz obowiązujących zasad bezpieczeństwa wszystkie osoby bez wykupionych miejsc siedzących muszą opuścić pociąg. Przez moment naprawdę nie byliśmy pewni, czy cała nasza grupa dotrze do celu.

 

Nie widzieliście też problemów z odjazdem.

Nie widzieliście tłumu ludzi przepychającego się na peronie ani tego, że zaledwie pięć minut przed odjazdem pociągu do domu zmieniono nam peron. W jednej chwili setki osób ruszyły biegiem w stronę schodów. Schodów, które – oczywiście – nie były ruchome. Każdy dźwigał ciężki bagaż, ostatkiem sił wnosząc go na górę, a potem biegł w popłochu do swojego wagonu z nadzieją, że zdąży przed odjazdem.

 

Tego wszystkiego nie było na zdjęciu.

Był tylko jeden kadr. Jeden uśmiech. Jedna chwila.

A jednak właśnie na podstawie tego jednego obrazka łatwo uznać, że ktoś ma idealne życie. Nie zrozumcie mnie źle. Lubię swoje życie i jestem za nie wdzięczna. Chcę tylko powiedzieć, że nawet fajne życie w rzeczywistości nie wygląda tak, jak na Instagramie. Bo w każdym życiu – nawet tym szczęśliwym – są zmęczenie, ból, stres, niepewność i momenty, których nikt nie fotografuje.

 

Dlatego, zanim porównamy swoje życie do czyjegoś jednego zdjęcia, warto pamiętać, że za każdym kadrem kryje się historia, której po prostu nie widać.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *