Jak obiecałam, dzisiaj dalsza część historii mojego ostatniego wpisu (jeśli nie czytaliście, zajrzyjcie tutaj ) – o tym, że odpuszczanie kontroli w rodzicielstwie nie jest łatwe, ale potrafi zmienić więcej, niż się wydaje.
Ostatnio naszła mnie taka refleksja: jako dorośli musimy umieć zarządzać swoim czasem, bo na co dzień mierzymy się z wieloma obowiązkami. Jednocześnie zupełnie nie uczymy tego naszych dzieci. Szkoła – owszem – przekazuje im dużo wiedzy, ale tej jednej, niezwykle ważnej umiejętności – planowania, wciąż próżno szukać w programie nauczania.
Z drugiej strony coraz bardziej irytował mnie fakt, że to ja muszę pamiętać o obowiązkach i terminach wszystkich członków rodziny. Bo przecież kto, jeśli nie matka 🙄
O rodzinnym planowaniu w duchu uważności usłyszałam już jakiś czas temu podczas jednych z warsztatów u Moniki Starosty, ale ta idea musiała nabrać dla mnie „mocy urzędowej”. W końcu zaczęłam wprowadzać ją w życie w naszym domu.
Na czym polega rodzinne planowanie?
- Regularnie zatrzymujecie się jako rodzina, na przykład raz w tygodniu, żeby porozmawiać i zaplanować nadchodzący tydzień.
- Każdy ma głos – dzieci również.
- Mówicie nie tylko o obowiązkach, ale też o emocjach, sukcesach i potrzebach.
- Wspólnie planujecie czas, który was łączy, a nie tylko ten „do odhaczenia”.
Jak to wygląda w praktyce?
U nas dniem rodzinnego planowania jest niedziela wieczorem.
Najlepiej wybrać jednego moderatora – na pierwszych spotkaniach warto, żeby był to jeden z rodziców. U nas tę rolę pełnię ja, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby z czasem moderatorem zostało jedno z dzieci.
Na początku spotkania każdy z uczestników dostaje „mikrofon” – może to być dowolny przedmiot, najlepiej coś nieoczywistego, co rozluźni atmosferę, na przykład marchewka. Sprawdzi się też zwykła łyżka czy długopis. Osoba, która trzyma mikrofon, mówi o tym, co dobrego spotkało ją w minionym tygodniu.
To też moment na wyrażenie uznania i pochwał wobec innych członków rodziny. I tutaj ważna rzecz – jako rodzice staramy się nie dodawać na końcu żadnego „ale”. W praktyce to trudniejsze, niż się wydaje, bo to słowo często samo ciśnie się na usta. Warto się jednak powstrzymać. Chodzi o to, żeby dzieci naprawdę poczuły się docenione za to, co robią. Po wypowiedzeniu swojej kwestii, przekazujemy „mikrofon” dalej, tak żeby każdy z rodziny miał przestrzeń, by się wypowiedzieć. Ważna zasada – nie przeszkadzamy, kiedy osoba mająca mikrofon coś mówi. Nad tym punktem jeszcze w naszej rodzinie pracujemy, bo średnio nam to wychodzi 🙄🤔
Przy stole rozmawiamy o tym, co było dobre, a co można jeszcze poprawić. Planujemy też wspólne aktywności i obowiązki na nadchodzący tydzień. Na początku tworzyliśmy plan tygodnia ręcznie i wpisywaliśmy w niego wszystkie działania, teraz częściej korzystamy z gotowych szablonów z internetu np. tutaj.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że rozpisując drobne czynności i obowiązki na wszystkich członków rodziny, zaczynamy widzieć, kto ma ich za dużo, a kto za mało. No i jak myślicie – kto u nas ma ich najwięcej? No wiadomix 🙄
Co planujemy?
Uwzględniamy przede wszystkim różne terminy – wizyty lekarskie, sprawdziany i kartkówki, zobowiązania rodziców – ale też codzienne obowiązki. Ustalamy, kto danego dnia odpowiada za zmywarkę, w wybrane dni za śmieci, odkurzanie, wycieranie kurzu czy zakupy. Moje dzieci są już w miarę duże, ale wiadomo, że przy podziale obowiązków zawsze trzeba brać pod uwagę wiek i możliwości.
Ważne jest też, żeby ten podział po prostu przedyskutować. Czasem okazuje się, że ktoś woli odkurzać, zamiast zajmować się zmywarką – i warto to uwzględnić. Albo zamienić się z mamą i gotować codziennie obiadki… – póki co w mojej rodziny nie ma chętnych 😂
Na co warto zwrócić uwagę? Przy planowaniu dbamy nie tylko o wpisywanie obowiązków, ale także o wpisywanie drobnych przyjemności i wspólnego czasu, na przykład gry planszowe ,wspólne gotowanie, przejażdżka na rowerach, wypad na lody.
Często zaleca się, żeby po takim spotkaniu zaplanować jeszcze wspólny rodzinny czas. U nas zazwyczaj się to nie sprawdza – w niedzielę zwykle i tak jesteśmy już razem, a wieczorem brakuje nam na to przestrzeni i zwyczajnie ochoty.
Jakie błędy popełniliśmy na starcie?
Na pierwszych spotkaniach dotyczących planowania nie wzięliśmy pod uwagę, że w ciągu dnia uruchamiamy zazwyczaj dwie zmywarki, a nie jedną. Druga kwestia była taka, że ja większości swoich obowiązków w ogóle nie wpisałam na listę. Efekt? Każdego dnia łapałam się na tym, że robię mnóstwo rzeczy, których… w planie w ogóle nie uwzględniono 🙈
Jakie lekcje wynoszą z tego nasze dzieci?
Planowanie przede wszystkim uczy zarządzania własnym czasem. Pokazuje też, że życie – a właściwie nasza codzienność – nie zawsze układa się tak, jak zaplanowaliśmy, i czasem trzeba zmieniać priorytety.
Uczy również współpracy – zdarza się, że moje dzieci w trakcie tygodnia zamieniają się obowiązkami.
Ale co równie ważne, pokazuje im, że w planach warto uwzględniać nie tylko obowiązki, lecz także przyjemności i wspólny czas, bo to ważny aspekt naszego życia.
Czy to znaczy, że mogę się już kompletnie nie interesować moimi dziećmi?
Absolutnie nie. Lista wisi u nas w centralnym miejscu – na lodówce – więc każdy w każdej chwili może na nią zerknąć i sprawdzić, co ma danego dnia do zrobienia (teraz to mi dzieci lubią przypominać, że mam dziś zmywarkę 😉)
Nie muszę już pamiętać o obowiązkach moich dzieci, bo to one uczą się za nie odpowiadać. Zazwyczaj tylko dopytuję, czy sprawdziły swoje zadania na dany dzień.
I, jak już pisałam w poprzednim wpisie, bardzo zmieniło się ich podejście do obowiązków. Widzę, że naprawdę czują się za nie odpowiedzialne – i to było dla mnie chyba najbardziej pozytywne zaskoczenie.
Jak to wpłynęło na mnie jako mamę?
Mam poczucie, że nie muszę już o wszystko się martwić i mam po prostu mniej na głowie – każdy pilnuje swoich zadań.
Nie upominam też dzieci w nieskończoność, o czym pisałam już wcześniej – bo efekt był często odwrotny od zamierzonego (szczególnie w przypadku nastolatka).
Bo w tym wszystkim nie chodzi tylko o idealny plan. Chodzi przede wszystkim o bycie razem – z uważnością i zrozumieniem – o szukanie kompromisów i docenianie się nawzajem.
PS
Żebyście nie wychodziły z założenia, że w mojej rodzinie wszystko zawsze pięknie funkcjonuje. Jak wyglądało nasze planowanie w ostatnią niedzielę? Jeszcze dobrze nie usiedliśmy do stołu, a już wszyscy się pokłócili. Wkurzone dzieci rozeszły się każde w swoją stronę, a ja poirytowana siedziałam przy stole i planowałam tydzień dla całej rodziny… sama.
Ale matki się nie poddają. Coś czuję, że dobrze wiecie, o czym mówię 😉