Przychodzi w życiu taki moment, kiedy nie jesteś zadowolona.

Przedłużająca się zima, brak słońca, nadmiar obowiązków, przytłaczająca codzienność. Czasami wystarczy niewiele, by samopoczucie spadło na bardzo niski poziom. By z silnej kobiety, uciekła gdzieś cała moc.

Bywa i tak, że gubimy się w naszym własnym życiu. I to jest dla mnie całkiem okej. Mimo że jestem dorosła. Bo każdy ma chwile słabości, ale nie każdy potrafi się do nich przyznać. Jednak za każdym razem kiedy się gubimy, odkrywamy nieznane nam dotąd ścieżki naszego życia.

I wtedy będąc w kościele przeczytałam te słowa w Drodze do Nieba:

 

“Każdy z nas musi umrzeć i nie ma przed tym ucieczki.”

Niby oczywiste, a jednak o tym zapominamy. Może to nie był przypadek, że je wtedy przeczytałam? Może potrzebowałam tych słów, by uprzytomnić sobie, że jednak nie tak ma wyglądać moje życie. Może potrzebowałam tych słów, żeby się ocknąć. Bo nawet nie wiem kiedy, ale wpadłam w tę spiralę. Spiralę życiowych obowiązków.

Nawet nie wiem, kiedy przestałam żyć, a zaczęłam funkcjonować…. odhaczając swoje obowiązki z niekończącej się listy, a kiedy już ogarnęłam jedne, pojawiały się kolejne i brakowało chwili na złapanie oddechu. Nim się spostrzegłam, byłam wybuchającym wulkanem negatywnej energii, bo przecież nie tak miało wyglądać moje życie!

 

Bo przecież miało być zupełnie inaczej…

Bo chcę mieć czas. Czas na małe przyjemności, na swobodne popołudnie z dziećmi, na usmażenie dla nich przepysznych naleśników, po których będziemy leżeć na kanapie i gładzić brzuszki. Mieć czas na wspólny spacer przy zachodzącym słońcu, robienie gofrów, słuchanie śpiewu ptaków i pokazanie im tej pięknej części życia, której w mojej codzienności było bardzo mało, bo wypełniały ją głównie obowiązki…

Więc zaczęłam znów praktykować jedną, bardzo ważną rzecz. Kiedy człowiek przytłoczony jest codziennością, ale także mało pozytywnymi myślami, najbardziej pomaga mu wtedy “wietrzenie” głowy. Nie siedzenie w czterech ścianach, ale wyjście poza nie. Nie do ludzi, ale do natury, gdzie panuje cisza, spokój i swego rodzaju harmonia.

Człowiek wraca wtedy wypoczęty, z dystansem – nie tylko do życia, ale i do samego siebie. I postanawia, że już nic nie musi, bo będzie robił tylko to, co chce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *