Razem z moją rodziną zamieszkujemy zacne królestwo, które składa się z (AŻ) kilku pokoi ulokowanych na poddaszu. Teren tego królestwa został zaaranżowany już dobre ponad 20 lat temu i w pewnych kwestiach styl i trendy uległy znacznej zmianie. Jak się domyślacie – z dzisiejszego punktu widzenia zrobiłabym może nie wszystko, ale sporo rzeczy inaczej – inaczej jeżeli chodzi o rozmieszczenie pokoi, kwestię ulokowania balkonu, jego wielkości, kwestie klatki schodowej, która zajmuje sporo niepotrzebnego, bezużytecznego miejsca…

 

O ile spory efekt można uzyskać poprzez drobne zmiany, jak zmianę koloru ściany, obrazy i dekoracje, to samej ściny już tak łatwo przestawić się nie da. A szkoda! Jakiś  czas temu zaczęła mi w naszym mieszkaniu przeszkadzać bardzo jedna rzecz. Nie wiem kto z Was pamięta te zamierzchłe czasy, gdy wszedł trend na imitację drewnianych belek ze styropianu? Taką belkę mieliśmy także my na poddaszu i… nadal ją mamy! A wynika to z naszego lenistwa. No bo ta drewniana imitacja belki była brązowa niczym drewno i strasznie mnie już drażniła, bo swoim kolorem rzeczywiście przytłaczała pomieszczenie. Stwierdziłam więc pewnego dnia, że chcę się jej pozbyć, to oczywiście średnio spodobało się to mojemu mężowi, bo drobna zmiana oznaczała mnóstwo roboty – w ścianie pozostałyby na pewno jakieś ubytki i tak cała ściana byłaby do remontu – kładzenia gładzi, szlifowania, malowania i niestety, ale także sporej ilości syfu w domu.

 

Poszliśmy więc na łatwiznę.

Pomalowaliśmy belkę na biało i o dziwo – przestała nam przeszkadzać. Zaoszczędziliśmy sobie mnóstwa pracy, a pokój nabrał świeżości i innego wyglądu. Ale jak to kobieta, zrobisz jedno, za chwilę zacznie przeszkadzać jej drugie. Tym kolejnym drażniącym mnie elementem naszego poddasza były drzwi. Drewniane, solidne drzwi ze złotymi klamkami (no mówiłam Wam, że mieszkam w pałacu, więc i złotych klamek nie mogło zabraknąć!). A że jestem w ostatnim czasie wielbicielem przestrzennych i jasnych pomieszczeń, więc zarzuciłam mojemu mężowi hasło , a on NIE PROTESTOWAŁ. Przynajmniej co do tego byliśmy zgodni, że pora te drzwi wymienić.

 

Nowe drzwi nie są wcale takie drogie…

Na rynku są tanie drzwi, tylko, że tanie drzwi mają to do siebie, że jak są tanie, to są też tandetne – no nie oszukujmy się. Więc po głębszym zastanowieniu się, doszliśmy do wniosku, że nasze drzwi są naprawdę solidne i śmiem miewać, że dziś na rynku coraz trudniej o taki towar – jedynie u stolarza i to z długim terminem oczekiwania. Uznaliśmy więc, że zamiast wymieniać solidne drewniane drzwi na białe tandetne drzwi, zostawimy solidne drewniane drzwi i damy im drugie życie.

Po prostu je pomalujemy!

“Po prostu” tylko łatwo się stwierdziło, bo z robotą już tak prosto nie było 😉 Jest trochę pracy, ale tym zajął się mój ukochany mąż, a ja zadbałam o to (na tyle na ile mogłam), by dzieci nie plątały się miedzy robotą, a puszkami z farbą. Malowanie drzwi… zajmuje trochę czasu, bo same drzwi trzeba zdemontować, by je pomalować, a potem trzeba jeszcze pomalować same ościeżnice (ramy drzwi). Bardziej skomplikowane robi się malowanie, gdy mamy szybki w drzwiach, ale i z tym sobie poradziliśmy. No i trzeba mieć na uwadze, że farba musi przeschnąć, więc kiedy zapraszasz gości to nie bierz się za malowanie drzwi łazienki, bo mogą czuć się nieco skrepowani przy załatwianiu swoich fizjologicznych potrzeb w łazience bez drzwi 🙂

NAJLEPSZY PRACOWNIK EVER:

 

DRZWI W SALONIE PRZED:

DRZWI W SALONIE PO:

DRZWI ŁAZIENKI PRZED:

DRZWI ŁAZIENKI PO:

DRZWI POKOJU DZIECIĘCEGO PRZED:

DRZWI POKOJU DZIECIĘCEGO PO:

Przy okazji wymieniliśmy także klamki, KLAMKI PRZED:

KLAMKI PO:

Dlaczego ten wpis?

Bo może ktoś z Was zastanawia się dokładnie nad tym samym, a ja mam farbę godną polecenia. Farba z firmy Śnieżka, którą mieliśmy na początku była trochę mniej skuteczna pod względem krycia i w efekcie drzwi trzeba było malować 2-4 razy. Z kolejną farbą  było już znacznie lepiej, malowaliśmy tylko 2 razy.

 

FARBA: CAPACRYL PU-SATIN 2,4L

 

Oczywiście, że było kilka wpadek…

Bo nasz mały wulkan energii musiał koniecznie sprawdzić swoimi nieskazitelnymi paluszkami, czy farba już wyschła i oczywiście, że jak przy każdym remoncie nie obeszło się bez szkód – poplamiona podłoga, pęknięta ramka na zdjecia, ściana do malowania. Oczywiście, że tu i tam mam jeszcze w planach zapełnić gołe teraz ściany, by przeciąć tę wszechogarniającą biel, ale to jest właśnie efekt, który lubię. Jest dużo jaśniej, a tym samym jakoś pozytywniej.

 

KORYTARZ PRZED:

KORYTARZ PO:

 

Mamy białe, a zarazem solidne drzwi! A wiecie jak to z remontami – zrobisz jeden i masz już pomysł na kolejny! Więc może w tym roku w zakładce DOM pojawi się jeszcze niejeden wpis tego typu! Zobaczymy na co pozwoli nam czas…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *