Zaskakujący jest rozwój niemowlaków. Nie znają mocy słów, nie potrafią interpretować wypowiedzianych przez osoby dorosłe zdań, a jednak ich postęp rozwoju jest niezwykle zdumiewający. Dlaczego? Widzą zachowanie dorosłych i zwyczajnie naśladują to, co zaobserwują. Tylko tyle. A może aż tyle?
Pranie zdążyło się wyprać. Szkoda, że samo się nie wywiesi. Taki pech, że windy brak, w końcu to nie blok tylko dom, a dokładniej nasze poddasze. Wywieszę pranie w piwnicy. Postanawiam, że zgarnę ze sobą starszaka i jak już będziemy na dole, to wybierzemy się bezpośrednio po wywieszeniu tej sterty ciuchów na spacer. Zabieram kosz pełen prania, który jest równie ciężki jak kobieca logika, dorzucam sobie jeszcze moją torebkę, w której mam tylko i wyłącznie najniezbędniejsze rzeczy…. i zastanawiam się, czy moje dziecko nie włożyło mi tam przypadkiem jakiegoś kawałka głazu…
Dziecko widzi, chłonie i …kopiuje.
Tak się złożyło, że na klatce schodowej mój syn wyprzedził mnie niczym struś pędziwiatr, tylko i wyłącznie po to, żeby na schodach zwolnić do tempa żółwiego. Już w połowie drogi moje wypasione mięśnie przy tym tempie zaczęły dygotać, więc nieco głośniejszym i trochę poddenerwowanym tonem, zakomunikowałam mu:
– Nosz kurde! Mógłbyś proszę iść trochę szybciej!
W tym momencie mój syn przystanął, obrócił się w moim kierunku, wysunął palec wskazujący i patrząc mi w oczy, z pełnym powagi wyrazem twarzy powiedział:
– Mamo!!!!! Powiedziałaś baaaardzo brzydkie słowo. Jak jeszcze raz to usłyszę, to pójdziesz do swojego pokoju i zastanowisz się nad swoim zachowaniem!
Mało nie parsknęłam śmiechem. Nie dlatego, że nie mam swojego pokoju, ale powiedział to tak poważnie, że dla odmiany to ja poczułam się jak malutkie dziecko. Ba! Miał całkowitą rację, ale co lepsze – moja własna broń została wycelowana przeciwko mnie. Ponieważ to zdanie – z taką samą powagą i palcem wskazującym – dokładnie w tej samej formie, bardzo często w tym okresie wypowiadałam ja w jego kierunku.
I wiecie co? Często instruujemy nasze pociechy, jak mają się zachowywać, zapominając, że dzieci tego wcale nie potrzebują. One nas niekoniecznie słuchają, one nas naśladują. Uczą się zachowania w głównej mierze od nas. To od nas uczą się jak radzić sobie z problemami, jak zachowywać się w stosunku do innych, jak reagować na odmienne zdanie, jak radzić sobie z emocjami. Jak żyć. To my jesteśmy dla nich autorytetami.
Złościmy się łatwo i często!
I niestety, ale nie zawsze jako rodzice zachowujemy się rozsądnie. Ja również nie. Szczególnie my matki, gdy jesteśmy obciążone zbyt wieloma obowiązkami, reagujemy niewłaściwie. Więc zanim następnym razem rzucisz w kierunku Twojego dziecka jakieś raniące słowa, zanim Twoja złość sięgnie zenitu i wpadniesz w wściekłość dzikiej krowy szalejącej bez namysłu, weź się w garść! Policz chociażby do 10 i zastanów się, jakim przykładem chcesz być dla swojego dziecka.
Bo macierzyństwo to również praca nad samym sobą.
Taka prawda ?