W dzisiejszym świecie liczy się wiele wartości, tylko jakoś nie człowiek. My dorośli gonimy za złudnym szczęściem, nie mając tym samym czasu na zwykły kontakt międzyludzki, a co za tym idzie – na bycie wrażliwym na drugiego człowieka. Prędkość z jaką pędzi nasze życie jest przerażająca. W tym świecie żyją także nasze dzieci, a te – jak wiecie – kopiują nasze zachowania. I tak – empatii dzieci w głównej mierze uczą się także od nas. Wiecie czego jako matka bym nie zniosła? Gdyby moje dziecko gardziło drugim człowiekiem, tylko dlatego, że ten człowiek jest inny. Zatem jak uczyć dziecko wrażliwości? I czym właściwie jest empatia?

Empatia to zdolność do współodczuwania stanów emocjonalnych drugiego człowieka. Oznacza to tyle, że dana osoba potrafi spojrzeć na sytuację czyimiś oczami i wyobrazić sobie, co druga osoba czuje. Tylko tyle i aż tyle. Bo w dzisiejszym świecie dążymy raczej do przeciwieństwa tego pojęcia – egocentryzmu, większość młodych ludzi stawia siebie w centrum świata i uważa się za kogoś lepszego. Na każdym kroku nawołują nas, że mamy dbać sami o siebie i nie zaprzeczam temu, ale jak zawszę twierdzę, że najważniejsza pomiędzy tymi pojęciami jest równowaga.

 

Wrażliwość na drugiego człowieka..

To nie jest tak, że ten temat stał się dla mnie waży teraz w dobie protestów, gdy zabrano nam prawa i traktuje się jak niewolników narodu. Dla mnie zawsze istotne było, by drugiego człowieka szanować. Może to wartości, które sama wyniosłam z domu, ale zawsze gdzieś miałam w sobie dar niesienia pomocy. Dla mnie dostrzegania potrzeb drugiego człowieka świadczy o człowieczeństwie.

Tylko dlatego, że czlowiek ma inne poglądy, inny kolor skóry, inne preferencje seksualne, niższe wykształcenie niż ja, nie pracuje na stanowisku managera, ale na kasie w sklepie, jest alkoholikiem  – nie znaczy się, że jest gorszym człowiekiem. Mowa tu bardziej o tolerancji, ale ta nieodłącznie wiąże się z empatią. Prawda jest taka, że każdy z nas może się w życiu znaleźć w różnych sytuacjach. Pokazuje to choćby obecna sytuacja pandemii.

Dzieci można nauczyć empatii zapewne na wiele sposobów, ja dzielę się z Wami tylko moimi osobistymi doświadczeniami.

 

1. Bieda

Mogę śmiało powiedzieć, że to coś, czego nasze dzieci (myślę, że większości czytelników również) nie znają. Na co dzień mają do dyspozycji soki, owoce, słodycze. Gdy dziecko jest głodne otwiera lodówkę, a ta zazwyczaj zawsze jest pełna. Co więcej, nasze dzieci nie jedzą tego i tamtego. Bo nie. Głodu nie cierpią. Ubrania – no cóż – szafa też biedą nie piszczy – ale połowy z tych rzeczy nie chcą ubrać, bo się nie podoba. A co gdyby tego wybory nie miały? No właśnie. Nie każdy ma się tak dobrze, jak nasze dzieci. I ja jestem przekonana, że dzieci powinny być konfrontowane z inną rzeczywistością niż ta, w której one się obracają.

Święta Bożego Narodzenia…

W tym okresie aż roi się od akcji charytatywnych, rzekłabym, aż do przesady. Dla wielu osób jest to zaspokojenie swojego własnego EGO – “tak,  ja pomagam, podarowałam coś, więc mam czyste sumienie. Jestem dobrym człowiekiem, ale niech biorą te rzeczy i nie zawracają mi głowy”. Niestety kiedy kończy się wypasiony okres Bożego Narodzenia, nagle przestajemy dostrzegać, że może ktoś jednak tej pomocy nadal potrzebuje.

Dlatego w domu mamy tradycję, że co najmniej raz na kwartał gotujemy ciepły posiłek i razem z dziećmi zawozimy do osób, którym nie wiedzie się tak dobrze jak nam. Może niektóre z nich i mają za co kupić piwo, ale to że te osoby są uzależnione od alkoholu, nie znaczy się, że mamy nimi gardzić. One też z jakiegoś powodu znalazły się w takiej sytuacji życiowej. Sporadycznie dołączamy jakiś czysty ręcznik, pościel, pączki albo ciasto.

Czasami proszę, żeby pokazali nam jak mieszkają.

Po to, żeby moje dziecko widziało na własne oczy, że nie u wszystkich wygląda w domu tak samo. Zapytałam ostatnio mojego syna, czy nie zechciałby wyłożyć kilku swoich drobniaków ze skarbonki dla biedniejszego pana. Zrobił to. Nie dlatego, że mu kazałam. Dałam mu wybór. Wybrał dobro, bo “nie pieniądze są najważniejsze” – jak sam potem stwierdził. Kupił za swoje pieniążki karmę dla psa, “bo to jedyny prawdziwy przyjaciel tego biedaka”.

 

 

2. Marzenia

Najmłodsze pokolenie ma się dobrze, bo raczej spełniane są każde ich zachcianki. A jeżeli nie przez rodziców, to przez dziadków, ciocie lub wujków. Nasze dzieci pływają w zabawkach. Taki fakt, chyba nie zaprzeczycie? Jeżeli jest tu jakaś mama albo tata, którego dziecko ma mniej niż 3 lalki albo mniej niż 5 samochodzików – niech się do mnie zgłosi osobiście. Taki mamy świat. Pływamy w przepychu.

Ale nie wszystkie dzieci tak mają!

Nie wszystkie mają wszystko na wyciągnięcie ręki, a przede wszystkim nie wszystkie dzieci mają na co dzień mamę i tatę. Niektóre dzieci żyją w Domach Dziecka – z rożnych powodów. Dlatego raz w w roku dołączamy się do oficjalnej zbiórki dla pobliskiego Domu Dziecka i niejednokrotnie pomagamy zawozić tam te rzeczy, a sporadycznie w ciągu roku zawozimy tam też jakieś rzeczy prywatnie. Dom Dziecka w Skorogoszczy można zwiedzić – poznać przebywające tam dzieci, zobaczyć jak wyglądają ich pokoje, dowiedzieć się, jakie mają obowiązki. Nie ma to, jak przekonać się na własne oczy. To daje więcej, niż tysiąc opowiadanych historii.

Wiem, że dajemy używane rzeczy, ale…

te dzieci, jak same kiedyś zdradziły, marzą jednak najczęściej o NOWEJ zabawce. Takiej, którą mogą same rozpakować, której są pierwszym właścicielem. Więc może w tym roku kupimy coś zupełnie nowego. A swoją drogą, czy wiecie, że są takie strony, gdzie Domy Dziecka zgłaszają swoje potrzeby?

https://www.domydziecka.org/potrzebujemy_pomocy.html

lub my sami możemy wystawić pewne rzeczy, które chcemy przekazać Domom Dziecka:

https://www.domydziecka.org/chce_pomoc.html

 

3. Analiza

To w jaki sposób rozmawiam z dzieckiem. Jeżeli przychodzi do mnie i mówi, że jeden kolega popchnął drugiego, to nie oceniam z góry, który z tych chłopaków jest zły. Bo przecież ten drugi może go nie popchnął, tylko się przewrócił lub tamten mógł mu zrobić coś jako pierwszy. Nie widziałeś całej sytuacji, nie oceniaj pochopnie.

Często też zadaję pytanie – a co Ty zrobiłbyś w tej sytuacji? Albo: jak Ty czułbyś się na miejscu tego kolegi? Zazwyczaj dostaję te same pytania potem od mojego dziecka i przedstawiam mu swój punkt widzenia. Wiecie, to takie uczenie dziecka krytycznego patrzenia na świat, bo świat nie jest czarno-biały, ale pełen kolorów. Dziecko uczy się w ten sposób analizowania sytuacji z różnych perspektyw, a nie krytykowania z góry, bo coś mu się wydaje.

Jeżeli przychodzi do mnie moje dziecko i narzeka, że jego kolega sapie przy bieganiu, bo jest za gruby, to tłumaczę mu z czego to może wynikać i proszę go, żeby zachęcił tego kolegę do gry w piłkę nożną i pokazał mu, że sport to fajna zabawa. Bo być może to korzystnie wpłynie na postawę tego kolegi.

Jako dorośli musimy ukierunkowywać myślenie naszych dzieci na pozytywne analizowanie, a nie negatywną krytykę.

 

4. Lustro

Stań teraz  przez lustrem  i osobie, którą w nim widzisz zadaj pytanie: “czy jesteś  empatyczna/-y”. Czy oceniasz postępowania ludzi tylko ze swojej perspektywy? Nie próbując ich nawet zrozumieć? Niestety wielu z nas tak robi. Czy nie nauczono nas krytycznego patrzenia na świat? Nie wiem, ale w krytykowaniu jesteśmy my Polacy mistrzami. Czy pomagasz innym w potrzebie? A może pomagasz ale narzekasz, bo musiałaś zmarnować swój drogocenny czas? Dziecko obserwuje i wie, kiedy pomagasz bo chcesz, a kiedy bo musisz.

 

5. Bezinteresowność

To jedna z rzeczy, której uczę mojego syna na cmentarzu. Tak – na cmentarzu. Może to i brzmi dziwnie, ale tak właśnie jest. Tutaj bowiem też pojawiamy się co najmniej raz na kwartał. Większość zmarłych mojej rodziny pochowana jest na pobliskim cmentarzu, ale o nagrobki i ich obejście stara się cała rodzina, te więc zazwyczaj są uprzątnięte.

Zapalamy na rodzinnych grobach znicze i się modlimy, ale pewnego dnia doszłam do wniosku, że skoro nasze rodzinne groby są wysprzątane, to zajmiemy się jakimś zapomnianym grobem na cmentarzu dziecięcym. Tak – dzieci też umierają. Z rożnych powodów. I nie jest to temat, który mam zamiar ukrywać przed moimi dziećmi. Życie nie zawsze jest usłane różami.

Mamy więc jeden zapomniany, malutki grobek o który regularnie dbamy, a czasami ogarniamy nawet inne pobliskie groby małych aniołków. Kolejny rok z rzędu zakupiliśmy nawet malutkiego aniołka i znicze, by grobek w Dzień Wszystkich Świętych nie był taki spustoszały. Tu się też  modlimy.

Nie wiemy jakie dziecko tam leży. Może ktoś jest schorowany i nie może sam dbać o ten grób, może rodziców tego dziecka nie ma już na świecie. Nikt nam za to nigdy nie podziękuje. Nawet tego nie oczekujemy. Robimy coś dobrego po prostu tak bezinteresownie. To taki dobry nawyk, bo dziecko automatycznie samo czasami zacznie proponować, by znowu wybrać się na cmentarz.

 

Mamy trudny czas…

Teraz w dobie pandemii też można pomóc na swój sposób. Można zrobić komuś zakupy. Można zadzwonić do samotnej babci. Zrobić dla niej laurkę. Wszystkim nam jest teraz ciężko, jednym bardziej, innym mniej – najważniejsze jednak, to byśmy traktowali się z szacunkiem i okazali drugiemu człowiekowi empatię.

 

A jeżeli chodzi o drugiego człowieka…

to miej na uwadze, że inni nie są gorsi, tylko dlatego, że są inni. Każdy z nas jest inny i zdaję sobie sprawę, że można kogoś nie lubić, ale na szacunek zasługuje każdy. A ostatnio znalazłam bardzo piękny cytat, który idealnie podsumowuje dzisiejszy wpis:

 

“Jednym z kłamstw tego świata jest to, że jeśli będziesz dobry dla ludzi, oni odwdzięczą się tym samym. To bzdura. Są tacy, którzy czerpią przyjemność z rujnowania innych. Jednak niezależnie od tego, jak zgniłe serca spotykasz, warto być miłym nie po to, aby ktoś ci się odwdzięczał, ale po to by pokazać światu, że człowieczeństwo jednak istnieje.”
[Anna Dymna]

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *