Empatia i zrozumienie. Znasz? Na pewno, ale czy okazujesz empatię i zrozumienie swojemu dziecku? Co do empatii nie mam zbytnio zastrzeżeń, bo myślę, że wielu rodziców ją po prostu ma, o tyle uważam, że zrozumienie to coś, czego często nam dorosłym brakuje. Traktujemy dzieci z wyższością, choć one przychodzą do nas, jak do równego sobie partnera. Brakuje nam zrozumienia, bo jesteśmy w ciągłym biegu, a brak czasu i nadmiar obowiązków sprawia, że ton jakim odnosimy się do dzieci, jest tonem rozkazującym. Ale może zacznę od początku, żebyście zrozumieli mój punkt widzenia.

 

Jak wiecie jakiś czas temu wylądowaliśmy z synem na SOR i siedzieliśmy tam z dobrych kilka godzin, więc przewinęło się też kilku innych małych pacjentów ze swoimi rodzicami. W moim mniemaniu, fajnymi rodzicami. W pewnym momencie jednak przyjechała dziewczyna, mająca na moje oko gdzieś 14 lat, na wózku inwalidzkim. Nie za bardzo byłam w stanie określić, co jej dolega. Trzeba dodać, że dziewczyna, siedząc na wózku inwalidzkim i będąc podłączoną do kroplówki, co chwilę się wierciła i źle układała rękę, co powodowało, że kroplówka nie leciała, a jej mama poddenerwowany tonem w kółko powtarzała mało empatyczne zdania.

Było mi tej dziewczyny zwyczajnie żal.

Bo przyjechała z nią mama, która powinna być dla niej w tym momencie wsparciem, ale ton jakim odnosiła się do swojego dziecka, był wszystko inne niż empatyczny. Zdania, które padały to:

  • Zostaw to!!!
  • Jak Ty mnie denerwujesz!!!
  • Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej!!!
  • I po co Ci to było?
  • Przestań! Wyprostuj ta rękę!!!
  • Gdzie ty jedziesz! Stój, bo kroplówką musi lecieć!!!
  • Mów głośno, nie jesteś małym dzieckiem!!!
  • Ręka prosto!!!
  • Rano do roboty, a ja przez Ciebie przez pół nocy będę tu siedzieć!!!
  • Chciałaś się truć i po co ci to było?!

Po tych urywkach dialogu i zachowaniu dziewczyny, której wzrok był nieco błędny, zdążyłam się domyślić, że chodzi o jakieś przedawkowanie. Mimo wszystko, ton matki był przerażający.

 

Agresywny. Pełen pretensji. Bez braku współczucia.

Wiecie, że rzadko osądzam ludzi i z jednej strony doskonale rozumiałam frustrację tej mamy, bo zapewne to nie pierwsze karygodne zachowanie jej córki, a frustracja narastająca w człowieku powoduje, że staje się on agresywny w stosunku do innych i to wynika z bezsilności, którą w tym momencie jako rodzic czuje. Wiem to, bo sama tkwię czasami w domu w takich schematach, wiadomo dzieci lubią wykorzystywać nasze zaufanie i przekraczać non-stop dozwoloną granicę doprowadzając nas do kresu naszej wytrzymałości.

 

Jednak mimo wszystko, to nie daje nam prawa do traktowania drugiego człowieka bez szacunku.

Doskonale rozumiałam tę wściekłość matki, ale zdaje mi się, że i doskonale rozumiałam postępowanie jej córki. Zapewne zachowanie tej dziewczyny spowodowane jest właśnie zachowaniem matki, brakiem okazywania z jej strony uczuć, brakiem szacunku, brakiem empatii i zrozumienia. Miałam wrażenie, że dialog i zrozumienie jest tej dziewczynie obcy i stąd wynikają też jej problemy. To zwyczajny bunt. Bunt przeciwko własnemu rodzicowi. Jako matka też bywam wściekła, jak każdy rodzic chyba. Ale zanim zaczniemy kogoś traktować w ten karygodny sposób, zawsze trzeba zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie:

 

Co ja chciałabym usłyszeć na miejscu dziecka?

Czy ja sama chciałabym w tym momencie usłyszeć takie krzywdzące słowa? Czy chciałabym, by druga osoba właśnie tak mnie traktowała? Chyba chciałabym w tym momencie na miejscu dziewczyny usłyszeć słowa, które dodadzą mi otuchy, które sprawią, że choć na moment poczuję się kochana i zrozumiana. I to pytanie zadaję sobie także bardzo często w stosunku do mojego syna i córki: CO JA SAMA CHCIAŁABYM USŁYSZEĆ NA MIEJSCU MOJEGO DZIECKA?

 

Bo to zmienia całkowicie perspektywę patrzenia na dziecko.

Choć podają tu przykład bardzo drastyczny, to niestety muszę Wam powiedzieć, ale w życiu nas dorosłych często też mają miejsce takie sytuacje. Często nie traktujemy naszych dzieci na równi, jak drugiego człowieka, ale z wyższością, bo żyjemy dłużej i wydaje nam się, że jesteśmy mądrzejsi. Być może jesteśmy, ale te małe dzieci też chcą być tylko zrozumiane i czuć się wysłuchane, czasami zachowują się karygodnie, bo nie radzą sobie ze swoimi emocjami, a ton jakim się do nich odnosimy, często jest tonem rozkazującym.

 

Zresztą, czy choć raz nie wypowiedziałaś słów w stylu:

  • Znowu rozlałaś/-eś ….!!!! Proszę posprzątaj to!
  • Wstawaj proszę! Ileż mam Cię budzić, znowu spóźnimy się do szkoły.
  • Ile razy muszę Ci mówić, że …!
  • Idź zrób proszę zadanie.
  • Opróżnij proszę naczynia ze zmywarki!
  • Mógłbyś się proszę wziąć za czytanie lektury?!
  • Posprzątaj proszę swój pokój!

Ja też bardzo często wypowiadam takie zdania. I wydawało mi się, że przecież nie można im nic zarzucić, bo w niektórych z nich pojawia się nawet zwrot grzecznościowy PROSZĘ.

 

Ale mimo słowa “proszę”, to nadal są rozkazy i podświadomie ja chcę, żeby one zostały spełnione.

I to jest właśnie nasz błąd myślowy. Bo skoro chcemy wychować dzieci na odpowiedzialnych i samodzielnych dorosłych, to musimy z nimi zacząć współpracować, a nie wydawać im rozkazy. Czasami wystarczy to samo zdanie tylko inaczej sformułować:

  • Zamiast “ZNOWU wylałeś sok” powiedz lepiej, “Wylany sok trzeba posprzątać, czy wiesz gdzie jest ściereczka?” i zachęć do samodzielności
  • Zamiast “Opróżnij proszę zmywarkę” skieruj lepiej uwagę na swoją osobę mówiąc oswoich potrzebach “Miałabym więcej czasu na zabawę z Tobą, gdybyś pomógł mi opróżnić zmywarkę.”
  • Zamiast “ZNOWU marudzisz, co Ci nie pasuje w tym sweterku?”  daj dziecku wybór “Chcesz ubrać TEN czy TEN?”
  • Zamiast traktować je jak małe dziecko, potraktuj go jak sama chciałabyś być potraktowana

 

Wymagamy wiele od dzieci, ale tonem rozkazującym.

A potem dziwimy się że one nie chcą nam pomagać i sprzeciwiają się naszej woli. Jednak im więcej presji w naszych “niby” prośbach, tym większy sprzeciw w środku naszych dzieci, nie uważacie tak?

My jako dorośli, musimy także zaakceptować to, co dziecko postanowi. I to jest często też nasz problem, bo my mamy względem nich oczekiwania, prosimy i oczekujemy posłuszeństwa. Nie lubimy sprzeciwu. Nie lubimy czekać. Prosimy, jednocześnie nie dając im prawa do własnych decyzji, do wolności wyboru, a przecież to bardzo ważny aspekt człowieczeństwa.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *