Odchudzanie. Temat stary jak świat. Najpierw objadasz się kompulsywnie przez kilka tygodni, by potem stwierdzić: O nie! Tak więcej nie będzie! Od jutra dieta! No dobra – od poniedziałku, tak żeby było równo. W sklepie kupujesz wszystko co zielone, bio i eko. Układasz jadłospis i wdrażasz go w życie. Na śniadanie koktajl z jarmużu, listek sałaty i jajko. Na drugie śniadanie chudy twaróg i jabłko. Na obiad chudy twaróg i ryż. Na kolację liść sałaty i szklanka wody. Wedle Twojego misternego planu już po pierwszym tygodniu powinnaś zrzucić jakieś 10 kilogramów, ale waga ani drgnęła, a Tobie na samą myśl o porannym koktajlu z jarmużu zbiera się na wymioty. Czyż nie tak kończy się większość tych głodówek? Czy wytrzymasz? Wszystkie wiemy jak brzmi odpowiedź. A może nie powinnaś tak bardzo skupiać się na odchudzaniu, co skoncentrować swoją uwagę na zdrowym odżywianiu? W zdrowym odżywianiu wcale nie chodzi o to by jeść mniej, ale by jeść prawidłowo. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale mam kilka rad jak skutecznie pozbyć się kilku kilogramów bez głodówki. Uważam, że często nie doceniamy tych małych gestów, a to one mają istotne znaczenie w naszej diecie.
To kilka moich sprawdzonych sposobów na podkręcenie metabolizmu:
1. Woda z cytryną rano!
Powinniśmy wypijać 8-10 szklanek wody dziennie. Ja mam z tym niestety spory problem, więc wprowadziłam sobie nawyk porannego picia wody z cytryną. Napój zaleca się pić rano, najlepiej tuż po przebudzeniu, ok. pół godziny przed pierwszym posiłkiem.
Zalety? Doskonale nawadnia, wspomaga trawienie i oczyszczanie organizmu z toksyn. I naprawdę orzeźwia!
2. Kupuj jak najmniej śmieciowego jedzenia.
Proste co nie? To dlaczego mamy z tym taki problem? Jeżeli nie będziesz miała pod ręką chipsów albo słodyczy, to nie będziesz ich jadła. Kupuj te rzeczy bardzo sporadycznie i zastąp je innymi przekąskami – patrz punkt 3 oraz 4. Zapewne zadajesz sobie teraz pytanie – a co gdy wpadną niespodziewani goście? Bo musisz mieć jakieś ciasteczka! Prawda jest taka, że jakieś słodycze zawsze mam w domu, ale nigdy pod ręką – wynoszę je do spiżarki.
3. Popcorn zamiast chipsów.
Popcorn w przeciwieństwie do chipsów zapewnia nam dłuższe uczucie sytości i co bardzo istotne zmniejsza łaknienie.Więc chyba lepiej wsunąć paczkę popcornu, niż paczkę chipsów.
4. Własne wypieki ze zredukowaną ilością cukru.
Nie muszę Ci chyba mówić, że cukier jest zły i większości drożdżówek, pączków i w większości wypieków z cukierni jest go o wiele za dużo. Poza tym cukier uzależnia i przyczynia się do wielu chorób. Czy to znaczy, że ja w ogolę nie kupuję drożdżówek? Owszem kupuję od czasu do czasu, ale stawiam zdecydowanie na własne wypieki, do których dodaję tylko połowę cukru, którą sugeruje przepis. Pisałam o tym tutaj. Spróbujcie same, ciasta mimo mniejszej ilości cukru są przepyszne.
5. Przestań pić kalorie!
Jakkolwiek to brzmi, napoje i soki to też kalorie! A na dodatek takie, które nie dają uczucia sytości, ale dodają objętości Twojej oponce. Soki i napoje są nienaturalne, zawierają zbyt dużą ilość cukru i jeszcze są mega drogie. Najlepsza jest woda i jeżeli zaczniesz ją pić, prawdziwe pragnienie ugasisz tylko i wyłącznie wodą. Pamiętaj cukier uzależnia, również ten w napojach. Aby mieć zawsze wystarczająco wody pod ręką korzystam z filtra wody – piałam o tym tutaj.
6. Ogranicz przekąski.
Regularne posiłki to podstawa zdrowego odżywiania. Wieczorne ataki głodu biorą się najczęściej z braku stałych posiłków lub opuszczaniu jednego z nich. A kiedy nie jemy regularnie zaczynamy sięgać po przekąski, najczęściej po te mało zdrowe. Efekt jest taki, że zamiast zjadania pożywnego i sycącego obiadu podjadamy nieświadomie i dużo śmieciowego jedzenia.
7. Jogurty własne zamiast gotowych.
Ceny jogurtów w sklepach ciągle mnie zaskakują, bo jak na zdrową przekąskę są bardzo wygórowane. Dlatego preferuję jogurt naturalny, do którego dodaję wybrane owoce – najczęściej banany albo czekoladowe kulki musli albo płatki owsiane. Taki jogurt jest naprawdę sycący i działa korzystnie na nasz przewód pokarmowy.
8. Herbata z goździkami.
A dokładniej herbata z goździkami, cytryną i miodem. Goździki to aromatyczna przyprawa, która kojarzy nam się głównie ze świętami Bożego Narodzenia. Te wysuszone, nierozwinięte pąki kwiatowe drzewa goździkowego mają charakterystyczny zapach i piekąco słodki smak. Goździki zmniejszają m.in. ilość gazów – wiadomo nas kobiet to nie dotyczy 🙂 poprawiają pracę jelit i zapobiegają zaparciom. Podobno spożywanie sproszkowanych goździków to dobry sposób na pozbycie się problemów trawiennych. Ale ja najbardziej lubię te pływające w herbacie – wrzucam około 4 goździków na dzbanek herbaty.
9. Picie po obiedzie ziołowej herbaty.
Do picia herbaty ziołowej przekonał mnie mój kolega z pracy (dzięki Krzysiu!)! Potem zauważyłam, że w jadłospisach Ani Lewandowskiej (tak skusiłam się na jedną z jej książek!) przy każdej porcji obiadowej widnieje herbata ziołowa lub zielona. To ostatecznie przekonało mnie do częstszego sięgania po te napoje – dla mnie to również dobra alternatywa do kawy, której nadmiar szkodzi.
Najbardziej popularna herbata na trawienie to herbata zielona, posiada ona właściwości oczyszczające organizm z toksyn, wspomagające metabolizm oraz przyspieszające przemianę materii. O odpowiednie trawienie można zadbać, sięgając również po herbaty ziołowe, które pomogą poczuć się lepiej po dużym posiłku, przyczyniając się do lepszej pracy wątroby, jelit i trzustki. Odkąd przekonałam się do picia herbaty sięgam po nią często też wieczorem lub przed obiadem.
10. Len – zapomniana dobroć naszych babć.
O wyjątkowych zaletach lnu dla zdrowia i urody decydują jego nasiona, tzw. siemię lniane. Len nie tylko przeciwdziała zaparciom, ale wspomaga pozbycie się zbędnych kilogramów, ponieważ ułatwi przekształcanie pożywienia w energię zamiast w tłuszcz! A ponadto len pobudza produkcję żółci rozkładającej tłuszcze. Działa też korzystnie na włosy i cerę. Jest niczym naturalna apteka. A cena całkiem przystępna.Naprawdę nie doceniamy tych prostych przypraw, a to właśnie w nich tkwi cały sekret. Są proste i skuteczne.
Len kupuję w aptece, zaopatruję się w dwa rodzaje:
- len zmielony – dodaję do płatków owsianych (ok 1/2 łyżeczki)
- siemię lniane (ziarenka) – dodaję do koktajli
11. Własna kompozycja mieszanki do musli.
Te gotowe są bardzo drogie i małe. Ale wystarczy zerknąć na zawartość opakowania i skomponować to samemu. Ja jestem na tyle leniwa, że nawet tych składników nie drobię. Mieszam w jednym słoiku płatki migdałów, nasiona szałwi hiszpańskiej CHIA, orzeszki nerkowca, suszoną żurawinę, czasami także rodzynki. Gotowe. Płatki owsiane i mleko zawsze mam, jakiś banan też się zawsze znajdzie u mnie w domu, do tego dodaję łyżkę mieszanki i pyszne śniadanie gotowe. Często jadam też świeże białe pieczywo, ale ta alternatywa jest o wiele zdrowsza i wspomaga pracę jelit.
12. Migdały.
Kolacja zjedzona, ale mimo tego masz ochotę coś przekąsić? Moje motto to oszukać mózg. Długie żucie kilku migdałów to sprawdzony sposób radzenia sobie z napadami głodu. Dlaczego? Tak naprawdę nie jesteś głodna, a poprzez żucie dajesz Twojemu mózgowi do zrozumienia, “Hej, ja jem! Zaraz będę syta!”. Ale to działa naprawdę, bo migdały zawierają dużo błonnika, który szybko i na długo wypełnia żołądek, dając uczucie sytości. Ale uwaga! Nie radzę Ci tego robić co wieczór, ponieważ migdały zawierają sporo tłuszczu i są kaloryczne i spożywane w nadmiarze mogą przyczynić się jednak do tycia.
Wiesz dlaczego wybrałam taki tytuł wpisu?
Mimo tego, że wcale nie piszę tu o zrzucaniu zbędnych kilogramów? Bo wiedziałam, że w niego klikniesz. Ale to nie jedyny powód – chciałam Ci uświadomić, że kilka dobrych nawyków to klucz do zdrowia i lepszego samopoczucia i to, że kiedy przestaniesz skupiać się na odchudzaniu, a zaczniesz dbać o swoje zdrowie, utrata wagi stanie się przyjemnym dodatkiem. Tylko tyle i może aż tyle.
To moje sprawdzone sposoby na podkręcenie metabolizmu i dobre samopoczucie. A może Wy macie coś godnego polecenia?
Wszystko zaczyna się w głowie. Zmiana nawyków, edukacja w produkty prozdrowotne, unikanie przetworzonych posiłków. Selekcja w sklepie: często droższe nie znaczy lepsze…
Dokładnie. Niestety przykre jest to, jak konsumpcjonizm pokierował tak światem, że automatyczni często i nieświadomie kupujemy żywność, która nic nie wnosi dla naszego zdrowia, a raczej szkodzi. Ciekawy wątek – często droższe nie znaczy lepsze… – bo często wychodzimy z takiego założenia.
Pozdrawiam
Ania