Bóg się rodzi, moc truchleje – znacie tę kolędę? Tak wiem, to nie te święta i nie – nie pomyliło mi się. Świadomie wybrałam tę kolędę ponieważ jej zwroty są pełne zaprzeczenia. “…ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice nieskończone…”. Jak wiecie ogień płonie, blask jaśnieje, a granice mają to do siebie, że są skończone. Kolęda ta jest pełna przeciwstawności niczym zalecenia i rozporządzenia dotyczące koronawirusa. Zalecenia, zakazy i nakazy  – owszem, są potrzebne, ale zdrowy rozsądek również.

 

Większość influencerów i osób w mediach społecznościowych nawoływała do akcji #zostańwdomu i ja to rozumiem. Ale już tydzień później te same osoby przekonywały, by nie zostawiać bez pomocy starszych i schorowanych osób, które znajdują się  w grupie wysokiego ryzyka. Czyli zostać w domu, ale pomagać. Jest tylko jeden mały problem – żadna z moich starszych sąsiadek nie ma konta na facebooku, nie ma też adresu mailowego, ani nie ma najmniejszego pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak internet. Mój zdrowy rozsadek podpowiadał mi tylko jedno – zignorować akcję #zostańwdomu i wybrać się do sąsiadki jak cywilizowany czlowiek do człowieka. Tak też zrobiłam.

 

Dom – dotąd oaza spokoju, a teraz?

Dom był oazą spokoju do momentu w którym w nasze życie wielkimi, brudnymi buciorami wkroczył koronawirus. Chyba nie muszę nikomu mówić, ze przebywanie kilku osób 24h na dobę w tym samym budynku lub mieszkaniu rodzi euforię i dobre samopoczucie…dobra taki żarcik, raczej moc konfliktów i stres, a odstresować można się… no zgadnijcie gdzie? Dokładnie – w domu. Logiczne co nie? Generalnie obowiązuje zakaz poruszania się, można jedynie wyjść do sklepu, do kościoła i do apteki. Na szczęście mieszkam na wsi, więc mój zdrowy rozsądek po raz kolejny kazał mi zignorować zakaz i zrobić coś dobrego dla mojej zmiażdżonej psychiki. Wrzuciłam adidaski, dresik, słuchawki i poszłam biegać. To było najlepsze, co mogłam zrobić w tym momencie dla samej siebie. Spotkałam aż 5 innych osobników. Odstęp między nami wynosił ponad 100 metrów. Były to 2 łabędzie  i 3 sarny.

 

Latex na codzień!

Tak wiem, latex kojarzy się jednoznacznie z pewnymi rzeczami, ale tm razem w innej kwestii – gumowe rękawiczki. Obowiązkowe wyposażenie podczas robienia zakupów. Jak wzorowy obywatel już 1 dnia po ogłoszeniu nakazu wybrałam się do pobliskiego lokalnego sklepu, aby zakupić od razu całe pudełko. Sama nie wiem, czego ja się spodziewałam. Oczywiście, że rękawiczek w sklepie nie było. Jak poinformował mnie sprzedawca – nie było, nie ma i nie będzie. Dostawcy nie dostarczają towaru ponieważ jest on zarezerwowany dla placówek medycznych. I ja to rozumiem. Tylko ciężko stosować się do zakazów i nosić coś, czego nie ma.

 

Szkoła dla matoła!

Szkoły. Zamknięto je bardzo szybko. Cel? Zapobieganie rozprzestrzenianiu się wirusa i to też rozumiem. Wszyscy wiemy, jakie są dzieci, jednym obiadem potrafi najeść się czasami pół klasy, jak się domyślacie jednym widelcem. Do szkoły w mojej miejscowości uczęszcza ok. 160 dzieci (8 klas średnio po 20 uczniów) i około 15 osób z kadry. W sumie ok. 175 osób. Natomiast w tej samej szkole mają się odbyć wybory, gdzie przez placówkę ma się przewinąć co najmniej tysiąc, jak nie więcej obywateli, czyli 5-krotnie więcej. Można dezynfekować ręce, można przyjść z własnym długopisem, ale na taki przemiał ludzi ryzyko i tak jest spore. Wychodzę z założenia, że członkowie komisji będą siedzieć przy otwartych oknach w przeciągu, bo wietrzenie pomieszczeń w dużym stopniu może zminimalizować ryzyko zagrożenia. Moja logika znów się odzywa – podpowiada mi tym razem całkiem co innego, że nie mam robić tego, na co mi pozwalają.

 

Czy te nakazy są dobre?

Ja wiem, że te nakazy są dla naszego dobra i zdaję sobie sprawę, ze inaczej wygląda to w mieście, gdzie mamy duże skupiska ludzi, a inaczej na wsi, gdzie zagęszczenie ludzi jest mniejsze. Uważam, że jako społeczeństwo stosujemy się bardzo solidnie do wszystkich nakazów, ale uważam, że powinniśmy również zachować zdrowy rozsądek, bo epidemia jeszcze trochę potrwa, więc stan naszego zdrowia psychicznego też jest bardzo istotny. Nadal będę wychodzić i pomagać innym, gdy będzie taka potrzeba, czasami pójdę pobiegać by nie zwariować i nie pójdę na wybory  – bo tak podpowiada mi mój zdrowy rozsądek.

 

Czy nasze społeczeństwo rozumie zagrożenie?

Jeżeli chcemy się uchronić przed koronawirusem to musimy sami dawać dobry przykład. Nie odwiedzamy rodzin, nie spotykamy się z przyjaciółmi, rozważnie robimy zakupy w lokalnych sklepach, nie spacerujemy tłumnie po ulicach – naprawdę staramy się stosować do nakazów i zakazów. A potem dowiadujemy się, że minister Szumowski, który zaleca nam nie wybierania się na święta do rodziny, sam bierze udział w tłumnych – jak na czas epidemii – obchodach 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej. To się nazywa brak wiarygodności. Mój zdrowy rozsądek podpowiada mi, że jeżeli jakaś społeczność naszego narodu nie zrozumiała dotychczasowego zagrożenia, to z całą pewnością są to nasi politycy. Na głupotę innych niestety nie mamy wpływu, więc bądźmy w tym zakresie chociaż dobrym przykładem dla naszych dzieci.

Kontynuując przeciwstawności tego wpisu, chciałabym
Wam życzyć SPOKOJNYCH i RODZINNYCH Świąt
Wielkanocnych. Sanepid, ani teściowa być może nie
wpadną, ale dzieci będą takie jak zawsze.
Kochane, słodkie i uśmiechnięte 😉

Niech te święta mimo wielu przeciwności będą dla Was
czasem refleksji i zadumy nad własnym życiem,
przemyśleń nad tym, dlaczego jesteś tu na Ziemi
i dokąd zmierzasz.

Trzymajcie się ciepło!
Ania

 

 

2 komentarze

  1. Zgadzam się . Wyjść pobiegać.jak w Twoim przypadku jaknajbardziej za…. Spacer w odosobnieniu dla.zdrowia psychicznego być musi ,mimo że w domu jest nam najlepiej. czasem trzeba wyjść z tej naszej strefy komfortu
    Zycze dużo siły. Dobry wpis. ❣️❣️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *