Nie wiem jak Wy, ale ja należę do grona osób, które uwielbiają obdarowywać innych. I choć wydawać by się mogło, że mogę się w tym absolutnie spełnić w okresie Świąt Bożego Narodzenia, to tak do końca nie jest. Dlaczego?
Udając się do jakiegokolwiek Centrum Handlowego, z każdego kąta nawołują nas świąteczne slogany, zachęcając do wspólnego radowania i oczywiście obdarowywania! Do zakupu wyjątkowych prezentów! Ekskluzywne zestawy dla Twoich najbliższych! Limitowane edycje, dostępne tylko i wyłącznie w okresie przedświątecznym! Zabawki rozwijające motorykę, mowę i koncentrację dziecka! Nie ważne, że narzucono 40% wyższą cenę niż zazwyczaj, ale jest w PROMOCJI! A gdy jeszcze firma napomknie, że kupując u nich wspierasz jakąś fundację – no to mają Cie w kieszeni! Hulaj dusza! Nawet nie wiesz, kiedy przepadło kilka stówek!
I wiecie co? Nie dziwię się, że każda firma na swój sposób próbuje atrakcyjnie sprzedać swoje produkty, bo dobrze wiedzą, że święta to wyjątkowy czas, w którym jesteśmy bardziej niż kiedykolwiek indziej, skłonić się do zakupu, a tym bardziej jeżeli chodzi o obdarowywanie naszych dzieci.
Prezenty są fajne, chyba wszyscy lubimy je dostawać, albo?
Wracając do moich dziecinnych lat, to pamiętam super mięciutki i cieplusi szlafrok, który znalazłam pod choinką. Pamiętam też wypasioną mini-wieżę – radio, kasety i CD player w jednym, wtedy to był full wypas! Nieważne, że skrzynka ta miała wymiary 50 na 20! Dziś nie do pomyślenia, ale w tamtych czasach to było cool! To było coś!
Pamiętam, że zawsze kiedy mama stała jeszcze w kuchni doprawiając potrawy, my dzieciaki lataliśmy z tatą od okna do okna wypatrując pierwszej gwiazdki…
Pamiętam dzielenie się opłatkiem i to, że zawsze wszyscy wygłodniali pałaszowali barszcz i zjadali o wiele za dużo uszek, a potem kolejne pyszności: karp, dla dzieci filety rybne, kapusta z grzybami, ziemniaczki…
Pamiętam, że po uroczystej kolacji wszyscy wspólnie ogarnialiśmy po-wigilijny chaos w kuchni – jeden zmywał, drugi wycierał, trzeci odkładał naczynia na miejsce. Do dziś rytuały te mają miejsce, tylko że pewną część pracy przejęła zmywarka. Kto wymyślił to cacko – chwała mu za to!
Pamiętam, że potem tata wychodził rozglądać się za Dzieciątkiem. Słyszeliśmy tylko dzwonek, potem tata wbiegał pędem twierdząc, że chyba już gdzieś tam jest i kiedy udało mu się nas wyciągnąć z pokoju, mama wstawiała prezenty pod choinkę, które później rozpakowywaliśmy…
Pamiętam, że obowiązkowo na stole musiały znaleźć się mandarynki, domowej roboty pierniki i marcepan. Dla dorosłych kawka. No i makówka, palce lizać! Wspólnie zasiadaliśmy do stołu i wspólnie śpiewaliśmy kolędy. Te tradycyjne i te bardziej skoczne Arki Noego…
Pamiętam, że często graliśmy w karty. Oj ile śmiechu przy tym było, bo zawsze ktoś próbował oszukiwać, a to kładąc dwie karty zamiast jednej, a to chowając karty pod pupę – z wiadomych powodów, nikt nie lubi przegrywać, a już w ogóle nie w święta…
Pamiętam, że wszystkim potem nieziemsko chciało się spać! I gdybaliśmy, czy wytrwać do pasterki, czy może jednak walnąć się w poduchy, a po pasterce wszyscy pędziliśmy do wielkiej michy i zajadaliśmy jeszcze makówkę…
Pamiętam…
Pamiętam te wspólne rytuały i wspólne obowiązki, wspólny czas. Takie właśnie zapamiętałam święta mojego dzieciństwa. Radosne. Rodzinne. Wspólne.
Wiec obojętnie, czy kupisz swojemu dziecku prezent za 40, czy za 500 zł, najcenniejszą rzeczą, jaką możesz mu podarować w te święta, będzie niewątpliwie Twój czas.
Najbardziej ekskluzywny prezent dzisiejszych czasów.
Dokładnie słowo w słowo moje wspomnienia z dzieciństwa …..