Znacie bajkę Braci Grimm pod tytułem Kopciuszek? To bajka o szczęśliwym zakończeniu. Jest wróżka, która daje Kopciuszkowi niezwykle podarki, ale stawia też pewne warunki. Jest książę, który zakochuje się w skromnym i pracowitym Kopciuszku. Jest też umęczony Kopciuszek, który musi wykonać żmudną pracę – posortować ziarenka. I opływając ostatnio w stosie ciuchów, które usilnie sortowałam, pomyślałam, że mam z Kopciuszkiem wiele wspólnego. Tylko, że moja bajka kończy się nieco inaczej. Ale zacznijmy od początku…

 

Gdy rodzi się maleńkie dziecko, rodzi się także potrzeba ubrania tej maleńkiej istoty. Dzieci rosną niestety w zaskakującym tempie i w równie zaskakującym tempie trzeba zmieniać kompletną garderobę swojego dziecka. Spodnie. Swetry. Koszule. Podkoszulki. Skarpetki. Bielizna. Kurtki. Bluzy przejściowe. Buty sportowe. Buty wyjściowe. Kapcie do domu. Kapcie do żłobka/przedszkola/szkoły. Kurtki przeciwdeszczowe. Kalosze. Czapki. Nie będę dalej wymieniać – bo chyba doskonale orientujecie się w tym temacie 🙂 no jest tego mega dużo!

 

Urocze ubranka!

Wiecie jakie słodziutkie są te małe ciuszki dla niemowlaków? Różowe delikatne śpiochy ze słodkim słonikiem, sweterek z Myszką Minnie, bluzeczka z Daisy, potulny mini szlafroczek. No sama słodycz, gdy widzisz to na wieszaku. Ale słodko przestaje być w momencie, gdy patrzysz na ceny tych ciuszków. Tak – ceny potrafią być naprawdę kosmiczne. W sklepie pięknie skompletowane ciuchy, nawet te dla starszych dzieci i nastolatków, wyglądają po prostu mega cool. Ale mega cool szarpią też po portfelu. Przeciętny koszt spodni i sweterka dla mojego starszaka w przeciętnej sieciówce bez promocji to lekko wydana stówka.

 

Jak zaczęła się moja bajka?

Ponieważ świat stał się teraz mega ekologiczny i propagowane jest dawanie rzeczom drugiego życia, zjawiła się pewnego dnia u mnie wróżka i rzekła:

Dam Ci całe mnóstwo ciuchów zupełnie za darmo…

Ale wiecie jak to bywa z wróżkami? Za każdym machnięciem różdżki kryje się taka magiczna gwiazdeczka, jaką stosuje się przy akcjach promocyjnych, tzw. mały haczyk. Więc wróżka powtórzyła:

Dam Ci całe mnóstwo ciuchów zupełnie za darmo! Jest tylko 1 warunek! Musisz je sobie sama posegregować!.

Ale moje słowo OK rzekło się nim wróżka zdążyła dokończyć. I tak zostałam hojnie obdarowana.

 

Co dostałam za friko?

3 wory pełne odzieży, 3 wory dla każdego dziecka i nie były to woreczki 35 litrowe, ale 60 i 120 litrowe wory pełne odzieży. No i ten jeden mały haczyk, bo w 3 worach dla każdego dziecka były:

1. Ciuchu podomki
2. Ciuchy wyjściowe
3. Ciuchy eleganckie
4. Buty
5. Kapcie
6. Czapki
7. ….
99. …. 😉

 

W tych kategoriach były zmieszane ciuchy mnie i bardziej znoszone oraz ciuchy w dwóch rozmiarach, a ja to wszystko musiałam jakoś ogarnąć!

 

Jak toczy się dalej bajka o Kopciuszku?

No cóż – żadne gołąbki mi nie pomogły, ale siedziałam kila dobrych godzin próbując jakoś to ogarnąć. Gdy wybiła północ, ja kończyłam segregowanie odzieżowych ziarenek. Mozolna praca i ja – umęczony Kopciuszek. Czy wybrałam się na bal? Niestety nie, bo złota karoca stoi na placu u mechanika, a książę, który się we mnie zakochał zalega na kanapie z pilotem w ręku romantycznie pochrapując. Zastanawiam się, co zrobiłam nie tak?

 

A jak naprawdę wygląda rzeczywistość?

Dostaję używane ciuchu od szwagierki i siostry i jestem im za to mega wdzięczna. Ale często moje sortowanie okazywało się mało efektowne. Dlaczego? Bo gdy już posortowałam, poprałam i poprasowałam to przychodziła kolej na ubranie dziecka, a wraz z nim wielkie rozczarowanie. Bo połowa wysortowanych ciuchów była jednak za duża i w ogóle za dużo tego wszystkiego w szafie i byłam tym przytłoczona, kiedy miałam ubrać moje dziecko.

 

Gdzie popełniałam błąd?

Nigdy nie zastanawiałam się, ile ubrań potrzebuje moje dziecko, tak żeby zawsze mieć się w co ubrać i dobrze wyglądać. Dopiero niedawno zrozumiałam, że niewiele, ale potrzebowałam czasu, żeby dojść do tego stwierdzenia. Od pewnego czasu wykonuję bowiem sortowanie odzieży nieco inaczej – stosuję metodę szafy kapsułowej.

 

Czym dokładnie jest szafa kapsułowa?

To przemyślana kompozycja ubrań, które do siebie pasują. W metodzie tej chodzi głównie oto, że lepiej mieć 20 ładnych kompletów i pasujących do siebie ubrań, niż 50 nieskompletowanych ciuchów o zróżnicowanej kolorystyce. A dla mnie efekty tej metody to wielki komfort każdego ranka. Ale zacznę od początku.

 

Jak tworzę garderobę kapsułową dla dzieci?

Z całej tej sterty darmowych ciuchów robię sortowanie wstępne. Odkładam ciuchy, które uznaję za OK, znaczy się jakościowo, rozmiarowo i sezonowo. Resztę pakuję, aby nie zawracać sobie nimi głowy.

Następnie tę wstępnie wysortowaną odzież dzielę na funkcjonalne grupy: górę (sweterki, bluzeczki. itp.) i dół osobno (spodnie, spódniczki), bieliznę (skarpetki, rajstopy, podkoszulki, itp.), dodatki(opaski, czapki), kurtki i buty.

Jeżeli chodzi o bieliznę, buty i kurtki to szybko można zredukować ilość. Wiadomo, że latem Twoje dziecko nie będzie potrzebowało 10 podkoszulków, a 20 rajstop to też lekka przesada. Bieliznę typu skarpetki oraz majtki ze względów higienicznych kupuję najczęściej nowe. Kurtek i butów zawsze dobrze mieć więcej.

Potem próbuję skompletować górę i dół. Tutaj chodzi głównie o dobór pasujących do siebie kolorystycznie rzeczy. Wybieram około 15-20 kompletów. Ustalam, które spodnie pasują do którego sweterka lub czy pasują do większej ilości bluzeczek. Wiadomo, że różowy sweterek nie będzie dobrze wyglądał w zestawieniu z zielonymi spodniami w czerwone kropki. Pewne rzeczy po prostu się ze sobą „gryzą” lub tworzą zbyt krzykliwą całość. Oto kilka moich reguł, którymi oprócz doboru kolorystyki kieruję się podczas segregowania:

  • Niektóre rzeczy, które są naprawdę specyficzne i wiem, że będą zakładane bardzo rzadko, po prostu odrzucam. To ma być garderoba funkcjonalna.

 

  • Odrzucam też ciuchy, które być może są ładne, ale są niekorzystne dla mojego dziecka. Wiem, że pasują mu pewne kolory, a inne nie, wiem też w których fasonach wygląda dobrze, a w których nie i wiem też, co lubi moje dziecko, więc nie próbuję zostawiać ubrań których moje dziecko i tak nie będzie chciało nosić. Sami też nie chodzimy w ubraniach, w których nie czujemy się dobrze.

 

  • Jeżeli chodzi o rozmiar, bo wiadomo że rozmiar rozmiarowi nie równy to preferuję tę metodę:  biorę z szafy jedne dobrze leżące spodnie i sweterek lub t-shirt i to jest moje idealna miara, dzięki której stwierdzam, co będzie pasowało, a co będzie o wiele za duże lub zbyt małe.

 

  • Jeżeli znajduję jakiś naprawdę słodziutki czerwony sweterek, ale nie potrafię go z niczym skompletować, to odkładam sam sweterek, a czarne pasujące do niego spodnie wpisuję na listę zakupów.

 

  • Jeżeli wśród tych ciuchów są naprawdę fajne unikaty, ale zbyt duże rozmiarowo to wkładam je do mniejszego kartonu i umieszczam w dolnej części szafy, tam też odkładam czasami ciuchy, które po wypraniu jednak okazują się jeszcze zbyt duże, szerokie itp. W ten sposób fajne rzeczy mam zawsze pod ręką, natomiast całą resztę wynoszę na strych i nie zawracam sobie nimi głowy.

 

Co zyskuję dzięki garderobie kapsułowej?

  • Mam naprawdę mniej dylematów rano – im mniej ubrań w szafie, tym łatwiej podjąć mi decyzję, o tym, w co ubrać dziecko.
  • Więcej czasu – kiedy garderoba jest przemyślana, więcej rzeczy do siebie pasuje, a ja wiem, który dół połączyć z którą górą.
  • Więcej miejsca – tłumaczenie chyba zbędne.
  • Pozwalam dziecku ubierać się samemu – większość ubrań do siebie pasuje, więc nawet gdy ubierze się samo, nie będzie przypominać pajaca z cyrku.
  • Mniej obaw – gdy ojciec ubiera dziecko nie mam żadnych obaw 🙂 większość matek zrozumie ten punkt bez tłumaczenia.
  • Mniej pracy– mam mniej ubrań do prania, składania, prasowania. Mniej ubrań, mniej pracy.
  • Więcej pieniędzy – kupuję mniej ubrań, a na zakupy idę z listą rzeczy, które rzeczywiście są mi potrzebne.
  • Mniej nietrafionych zakupów – kiedy wiem, że ilość ubrań w szafie jest ograniczona moje wybory są bardziej przemyślane. Kupuję tylko rzeczy, które faktycznie będą pasowały kolorystycznie do reszty garderoby.

 

Jak wiecie natłok rzeczy naprawdę mnie przytłacza i taki minimalizm w szafie mojego dziecka to dla mnie wielki ułatwienie. A dzięki kilku prostym zasadom moje dziecko jest zawsze dobrze ubrane! No prawie zawsze 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *