Pamiętacie jak to jest być tak świeżo zakochanym? Z różowymi okularami na nosie i motylami w brzuchu – tak, to był naprawdę cudowny stan, co nie? A dziś? Po wielu latach motylki machają swoimi skrzydełkami jakby coraz słabiej, a różowe okulary dawno już spadły z nosa ukazując prawdziwe oblicze Twojego księcia. Twój partner już nie wywiera na Tobie takiego oszałamiającego wpływu jak kiedyś, jego zachowanie raczej Cię drażni – bo nie sprząta po sobie, bo nie wynosi śmieci, bo nie przytula Cię wtedy, kiedy ma, bo nie poświęca czasu dzieciom, bo… – każda z nas ma tu swojemu partnerowi zapewne niejedno do zarzucenia.
Takie sytuacje są też powodem do eskalacji w związkach. Dlaczego? Przytoczę Ci fragment dialogu, jak to prawdopodobnie wygląda w większości domów, kiedy mąż oznajmia żonie w piątek wieczorem, że zaprosił sąsiadów na sobotę (tak! tę sobotę jutro):
Żona: No czyś Ty zwariował?!!! Jutro? A kiedy ja to niby mam wszystko przygotować? Ty zawsze mnie wkopiesz!
Mąż: No ale przecież mówiłaś, że chcesz częściej spotykać się ze znajomymi…
Żona: No tak, ale nie jutro! Taaaa, Ty jak zawsze nie widzisz problemu, bo nie Ty musisz stać w kuchni tylko JA!
Mąż: No dobra, to zadzwonię i odwołam…
Żona: No nie no przestań, jak to będzie wyglądało! Co ja z Tobą mam!
Konflikty w związku są nieuniknione, w końcu kobiety są z wenus, a mężczyźni z marsa i tak bywa, że piękne, kolorowe motyle, które towarzyszyły związkowi na początku wraz z biegiem czasu przeistaczają się w mroczne ćmy. Jak zatem zamiast ciągle się spierać, zacząć się ze swoim partnerem w końcu dogadywać? Jest kilka kwestii, które mogą korzystnie wpłynąć na nasze relacje z partnerem.
1. Po pierwsze częściej otwieraj buzię!
Nie po to, żeby wpadła Ci tam mucha, ale po to, by powiedzieć mężowi, co Ci leży na sercu i czego od niego oczekujesz. Większość konfliktów mających miejsce w związkach powodowana jest tym, że najpierw my kobiety milczymy – no bo chyba się domyśli, że musi opróżnić zmywarkę, że musi posprzątać po obiedzie, no i że jutro spodziewasz się od niego kwiatów…. no cóż… może istnieje taka grupa mężczyzn, którzy są bardzo domyślni, ale (nie obrażając tu męskiej części moich czytelników) cała reszta raczej się nie domyśli. Nie licz na to, tylko powiedz otwarcie czego oczekujesz. Zapewniam Was, że znaczna część facetów będzie Wam wdzięczna, jeżeli zamiast taktyki “domyśl się” zastosujecie jednak taktykę “kawa na ławę”.
2. Po drugie – nie bądź oskarżycielem.
Niestety podczas małżeńskich sprzeczek bardzo często stosujemy komunikaty typu „Ty” i stawiamy się w roli oskarżyciela:
- “Ty znowu nie opróżniłeś zmywarki”
- “Ty znowu zapomniałeś kupić mi kwiatów”
- “Ty znowu zostawiłeś skarpetki na kanapie”
- “Ty znowu leżysz na kanapie”
Wyrażając się w ten sposób atakujemy naszego partnera – mówimy mu, co nam się nie podoba w jego zachowaniu, a nie o tym, w czym tak naprawdę tkwi problem – czyli jak to zachowanie działa na nas i jakie wywołuje w nas emocje. A wyrzuty oskarżeń przybierają na mocy, gdy dorzucamy do nich takie magiczne słowa jak “znowu”, “zawsze” czy “nie liczę się” :
- “zawsze o mnie zapominasz”
- “zawsze jest coś ważniejszego niż ja”
- “znowu o mnie zapomniałeś”
- “ja się dla Ciebie w ogolę nie liczę”
Takie oskarżycielskie wypowiedzi z naszej strony wręcz prowokują negatywną reakcję ze strony naszego partnera, bo on prawdopodobnie na atak zareaguje atakiem. Uniknąć możemy tego w bardzo prosty sposób, zmieniając taktykę z oskarżyciela na negocjatora i zamieniając wyrażenie “TY” na “JA” – celem tej taktyki jest przedstawienie partnerowi, co nam przeszkadza, a nie co on zrobił źle. Możesz odnieść się do konkretnej sytuacji (unikamy ogólników) i powiedzieć, dlaczego to zachowanie Cię drażni, a także jasno określić, jakie są Twoje oczekiwania. Odnosząc się do dialogu przytoczonego powyżej odpowiedź żony mogłaby być następująca:
Żona: Ja nie mam nic przeciwko temu, żebyś zapraszał naszych sąsiadów Skarbie, ale czy mógłbyś w przyszłości wcześniej mnie też spytać o zdanie lub bynajmniej wcześniej o tym poinformować? Ciasto kupię jutro w sklepie, a co robimy z kolacją? Pizza?
3. Po trzecie – nie porównuj.
Zdanie, które też często pada w związkach to”ja muszę tysiąc rzeczy ogarnąć i się wyrabiam, a Ty nawet śmieci nie potrafisz wynieść”. Stawiasz Twojego partnera w świetle nieudacznika. Albo co jeszcze gorsza, porównywanie do innych mężów” – “bo mąż Anety to przyniósł jej wielki bukiet czerwonych róż, a ty nawet jednej mi nie potrafisz kupić.” Same też nie lubimy być porównywane do żadnej innej kobiety, bo każda z nas jest inna i wyjątkowa. Twój mąż to Twój mąż i jest innym człowiekiem niż mąż Anety. Może mąż Anety i przyniósł żonie bukiet czerwonych róż, ale to tylko wycinek rzeczywistości, który Ty widzisz, a jak mąż Anety zachowuje się na co dzień w domu, tego nie wiesz. Albo opcja no-go: “jesteś dokładnie taki sam jak Twój ojciec!” Czasami lepiej ugryź się w język.
4. Po czwarte – doceń
Dzieci, codzienność i rutyna – to sprawia, że pewne rzeczy i sytuacje przestają być wyjątkowe, a stają się oczywiste. Gdyby to był nowy partner zapewne doceniałbyś to, że poszedł po świeże bułeczki z samego rana i podał Ci kawę do łóżka, ale gdy robi to Twój mąż – to już jest oczywistość. Zapewniam Cię, że Twój mąż stara się tak samo jak Ty, tylko że jego priorytety różnią się nieco od Twoich, bo on ma swój punkt widzenia świata – typowo męski. A wystarczy, że czasami go docenisz i podziękujesz za te najzwyklejsze rzeczy, jak zrobienie zakupów, opróżnienie zmywarki, czy podanie kawy do łóżka. Zwyczajnie czasami go doceń, bo sama też lubisz czuć się doceniona. Na ten temat powstał już nawet kiedyś jeden wpis: Też zapomniałaś o tym słowie?
5. Po piąte – nic na siłę.
Zapewne znacie to powiedzenie, że czasami doceniamy to co mamy dopiero wtedy, gdy to stracimy. Wiesz, czasami rożnymi sposobami możesz prosić i błagać i postępować jak powyżej, a mimo tego trafiasz na mur. Zawsze musisz być świadoma tego, że Ty nic nie musisz – to że wyszłaś za niego za mąż nie znaczy się, że jesteś jego służącą. Mieszkacie razem w tym domu, a skoro książę myśli, że wszystko w domu robi się samo, czas by obudził się z bajowego snu. Nie wyrzuca skarpetek do kosza, nie zbieraj ich, nie sobie leżą. Nie będą w koszu na pranie, to nie będą wyprane. Proste, co nie? Jak się nazbiera 10 leżących skarpeteczek porozkładanych dekoracyjnie po całym domu, to w końcu i mu to zacznie przeszkadzać. Jak jego brudne ciuchy same do pralki nie wejdą (zapewniam Cie, że to się nie stanie), a koszula sama się nie wyprasuje – to książę będzie musiał też ruszyć szanowne 4 litery! Człowiek musi czasami zrobić coś samemu, by docenić ile wysiłku to kosztuje i fakt, że ktoś wykonywał to do tej pory za niego, a on nawet za to nie podziękował. No ale jeżeli królowa podaje królowi wiecznie wszystko pod nos, cóż – to chyba nie należy oczekiwać, że król kiwnie choćby palcem.
6. Po szóste – bądź szczęśliwa!
My kobiety mam to do siebie, ze czujemy się odpowiedzialne za porządek w domu, no bo jak nie my, to niby kto? Krasnoludki? Ale zamiast wiecznie ogarniać dom, warto czasami zrobić coś dla siebie – weź książkę, włącz Kołakowską i poćwicz, włącz swój ulubiony serial, weź rower i pędź przed siebie. Często nasza frustracja wobec partnera ma swoje podłoże w tym, że usilnie dążymy do tego, by wszystko w naszym domu było idealne i nie mamy czasu dla nas samych, a to NIE JEST WINA PARTNERA. Jeżeli chcesz mieć przylepioną na czole etykietę SPRZĄTACZKA – spoko, ale dla własnego zdrowia lepiej Ci wyjdzie, jeżeli poświęcisz czasami trochę czasu samej sobie. Bo kiedy Ty będziesz dbała o siebie i swoje potrzeby, będziesz szczęśliwa. Twoje poczucie wartości nie będzie bazowało tylko na relacji w Twoim związku.
Jeżeli Twój mąż nie chce wyskoczyć z Tobą na drinka, zaproś koleżankę i baw się w najlepsze. Jeżeli nie chce kupić Ci kwiatów, kup je sobie sama. Jeżeli zamiast spaceru z Tobą woli leżenie na kanapie z pilotem w ręce, wybierz się na ten spacer sama. W pewnym momencie i on zauważy, że życie tylko pracą albo leżenie na kanapie z pilotem w ręce jest trochę żadne i zżera mnóstwo energii. Nie możesz nikogo zmusić do szczęścia, czasami musisz drugiemu człowiekowi pozwolić dojść do ściany – momentu w którym on sam zrozumie i będzie chciał coś zmienić. Jedyne co możesz zrobić, to pokazać partnerowi, że spędzasz miłe chwile także bez niego i jesteś szczęśliwa.
Czy istnieją idealne związki?
Na koniec chciałabym dodać tylko tyle, że Ty i Twój mąż zasadniczo się różnicie i to, że stworzyliście związek nie oznacza, że musicie we wszystkich kwestiach się zgadzać. Konflikty w związkach są nieuniknione – nie ma małżeństw bez sprzeczek, bo gdybyś nigdy nie kłóciła się ze swoim mężem, oznaczałoby to, że kompletnie nie masz swojego zdania.
Czy istnieją zatem idealne związki? Tak, bo idealny związek to dla mnie nie ten, gdzie mąż i żona nigdy się nie kłócą i zawsze są tego samego zdania, ale taki, w którym mimo problemów, sprzeczek i różnicy zdań, nadal ze sobą są i nieustannie nad związkiem pracują.
Bardzo mądry teks. Naprawdę świetnie się czyta takie wpisy
Dzięki Daria! Miło to słyszeć! Ja jestem wobec siebie bardzo krytyczna i zawsze mi się wydaje, że mogło to być jeszcze lepiej napisane! Także doceniam takie informacje zwrotne bardzo:) Pozdrawiam
Ania