Kreatywność matek jest naprawdę zaskakująca. Tak się składa, że są one często zmuszone ukrywać przed dziećmi różne rzeczy – począwszy od słodyczy, a skończywszy na gadżetach elektronicznych. Jeśli jeszcze nigdy nie zdarzyło Ci się schować przed dziećmi telefonu, padów czy joysticków do grania – spokojnie, wszystko jeszcze przed Tobą.
Jeżeli chodzi o granie na PlayStation – to w sytuacji kiedy jestem na skraju bezsilności, a bardziej precyzyjnie to ujmując, kiedy mam znaczące i niepodważalne argumenty, które absolutnie nie docierają do uszu mojego dziecka, to jestem zwyczajnie zmuszona do ukrycia elementów będących tematem naszej kłótni – padów.
Jak się zapewne domyślacie, robię to pod wpływem emocji – wtedy też wymyślam najlepsze kryjówki na terenie naszego mieszkania, ale ostatnio przeszłam samą siebie. Nie muszę Wam chyba zdradzać, że niektóre tajne skrytki zostały już zlokalizowane przez moje dziecko – w końcu to inteligentna bestia. Nic więc dziwnego, że i moje kryjówki stają się coraz bardziej przemyślane. Kiedy ostatnio moje dziecko po konfiskacji padów wróciło do rozsądku i o całej tej sytuacji spokojnie sobie porozmawialiśmy, padła prośba o ich zwrot.
Udałam się więc do mojej tajnej skrytki…
Otwieram… Nie ma! Nie bardzo rozumiem, bo przecież muszą tam być! Znów ogarnęło mnie to dziwne uczucie – być czegoś absolutnie pewnym i jednocześnie tak rozczarowanym. Oczywiście, wszystko działo się w najmniej odpowiednim momencie, gdy nie miałam absolutnie czasu.
Styki mojego pokładu nerwowego zaczęły pracować na pełnej wydajności. Zaczęłam analizować, do którego pokoju udałam się po naszej ostrej wymianie zdań. Poszłam do kuchni. Tak – kuchnia to szerokie spektrum tajnych skrytek – pady da się schować w różnych szufladach z przeróżnymi produktami. Ale nie będę podawać szczegółów, bo kto wie, czy ten tekst nie wpadnie przypadkiem w ręce mojego dziecka, więc sami rozumiecie, że muszę przemilczeć ten temat. Powoli na mojej twarzy zaczęła malować się bezradność, bo tu również nic nie znalazłam.
Zdarzało mi się już chować różne rzeczy w miejscach, gdzie nikt nie zagląda – pod szafą lub kanapą. Często można tam odnaleźć nie tylko schowane sprzęty, ale też rzeczy, których poszukujemy od dawna. O tonach kurzu nie wspominając. Niestety, ale i tu jedyną rzeczą jaką odnajduję, jest moja własna frustracja.
Oznajmiam dziecku, że na ten moment nie mogę znaleźć padów i poszukam ich później, jak wrócę ze spotkania.
Wracam, ale poszukiwania nadal nie przynoszą efektów.
Zaczynam realnie zastanawiać się, czy to pierwsze objawy Alzheimera. Co gorsza, każdego kolejnego dnia pytam samą siebie: Gdzie ja mogłam je do chole** schować? Przecież nie mogę być aż tak dobra w te klocki!!!
Najciemniej zawsze pod latarnią – może schowałam pady w pokoju mojego dziecka? Może w jakimś oczywistym miejscu, którego nawet ja sama nie biorę pod uwagę? Niestety, ale i tu ich też nie ma.
Idąc z duchem czasu, siadam przed komputerem i wpisuję w Google: Gdzie matka mogła schować pady? Choć niektóre sugestie internetu wydają się absurdalne, zaczynam sprawdzać nawet zmywarkę, pralkę i kosz na pranie. Już nie jestem pewna niczego.
W końcu, po 2 tygodniach, przyszło mi zmierzyć się z samą sobą i przyznać przed własnym dzieckiem, że schowałam pady tak dobrze, że sama nie mogę ich znaleźć i – ponosząc odpowiedzialność za swoje czyny – będę musiała kupić mu nowe pady 😕
Wieczorem musiałam wyciągnąć krem z kosmetyczki, w której trzymamy zazwyczaj tylko specyficzne kremy, a tam…
no nie zgadniecie…. 😆
i nie uwierzycie… 😁
TADAAAAAM – PADY!
Szkoda, że nie widzieliście wtedy mojej twarzy, na której malowało się tak ogromne szczęście, jakbym co najmniej wygrała milion w totolotka!
Jak już mówiłam, kreatywność matek jest bardzo zaskakująca – tak schować pady, żeby samemu nie można ich było znaleźć przez dwa tygodnie – to jest dopiero talent =)
_____________________________________
Źródło zdjęcia: https://www.pexels.com/photo/white-gaming-console-on-wooden-surface-275033/