Wkurzona matka. Doskonale znacie ten stan, czyż nie? I ja miewam go dosyć często. A kiedy jestem wkurzona, jestem stanowcza, surowa i wymagająca. Niejednokrotnie upierdliwa do bólu. A potem śmieję się do łez. Dlaczego? Bo moje dzieci potrafią mnie naprawdę rozbawić, zaskakują mnie w sposób nietypowy i wciąż mi uświadamiają, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ale opowiem Wam tę historię od początku.
Mój syn podpadł mi pod koniec wakacji kilka razy, toteż oznajmiłam mu stanowczo, iż oczekuję z jego strony zaangażowania w domu, a brak zaangażowania z jego strony oznacza dla mnie brak dostępu do jakichkolwiek mediów. Logiczne, prawda? Jakby nie było, do niczego go nie zmuszałam, każda z jego decyzji miała swoje konsekwencje i co ważne – decyzja zawsze leżała po jego stronie (tu znowu potwierdza się moja okrutność… ale wiem, że nie jestem w tym osamotniona, bo Wy też tak robicie żmijki…)
Kiedy wychodziłam rano do pracy, włączyłam pralkę z czarnym praniem i grzecznie poprosiłam syna, by je później wywiesił. Dodając oczywiście na końcu groźnym tonem: “a jak wrócę do domu i to pranie nie będzie wisiało na wieszaku, to nie chcesz wiedzieć, co się będzie działo!!!” (tyle w temacie, że do niczego mojego dziecka nie zmuszałam 😉). Kiedy wróciłam z pracy pranie wisiało na wieszaku. Co więcej, nie zmieściło się na wieszaku, więc porozwieszał je na grzejnikach i krzesłach. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden fakt – w pralce nadal było mokre, czarne pranie!
I teraz zagadka dla Was: Jakie pranie wisiało na wieszaku?
Wisiało jasne. I nie pranie… Moje dziecko wzięło sobie moją prośbę bardzo do serca i zapewne tak pilnie chciało odhaczyć ten obowiązek, że rozwiesiło na wieszaku i gdzie się tylko dało… brudne rzeczy. Sam widok białych rzeczy na wieszaku lekko mnie zdziwił, ale większe zdziwienie wzbudził fakt, że w całym mieszkaniu unosiła się aromatyczna woń zużytych skarpetek.
Przyznaję, że to moje drobne niedopatrzenie, bo obok pralki zostawiłam rano na podłodze jasne rzeczy, które miałam w planach wyprać popołudniu. I owszem – na wierzch tego stosu rzuciłam dwie wilgotne szmaty, które też miały powędrować do pralki, ale reszta rzeczy była całkowicie sucha… Tak więc wyprane pranie nadal było w pralce, a fakt, że pralka piszczała po zakończeniu procesu prania pewnie przeszedł mojemu dziecku mimo uszu, podczas oglądania YouTuba. No a skoro wieszał brudne rzeczy i nawet nie zauważył, że są brudne, to akcja filmików, podczas których je wieszał musiała być naprawdę wciągająca.
I miałam wielki dylemat – czy w tej sytuacji, uznać to jako zadanie zaliczone, czy jednak nie? Ale mój poziom rozbawienia przyczynił się do docenienia trudu, jaki mój syn włożył w staranne rozwieszenie wszystkich brudnych ubrań 😉