Całe nasze życie sprowadza się do kwestii wyborów. Czy idziemy do zawodówki, czy na studia? Czy wychodzimy za mąż, czy żyjemy w związku nieformalnym? Czy pracujemy w wielkiej korporacji, czy mamy swoją działalność? Czy pracujemy uczciwie, czy ponad swoje siły? Czy mamy dzieci, czy kota i psa? Czy poświęcamy naszym dzieciom zbyt mało czasu, czy nie zależy nam na zabawach z dziećmi? Czy robimy coś, bo wypada, czy żyjemy tak, jak uważamy za słuszne? Czy idziemy do lekarza, bo nasze zdrowie jest dla nas ważne, czy ignorujemy objawy. Czy uprawiamy sport, czy zajadamy się chipsami. Czy żyjemy tak jak dotąd, czy chcemy coś zmienić? Czy mamy dosyć pieniędzy, czy chcemy mieć ich więcej. Czy chcemy być szczęśliwi, czy nie.

Opowiem Wam pewną historię. Magda. 34 lata. Mężatka. Dwójka dzieci – Dawid 3 latka i Mia 5. Cudowne dzieciaki. Żyjące niestety na co dzień bez taty. Tata pracuje za granicą, widują go tylko co 2 weekend. Można by pomyśleć, że brakuje im taty. Niekoniecznie. Do każdej sytuacji się z czasem przywyka. Tata jest w domu gościem, nie ma go na co dzień i to jest normalne. Jest za to mama.

 

Magda kochała swoje dzieci ponad wszystko i uwielbiała z nimi spędzać czas, ale życie z dziećmi w domu stało się odrobinę monotonne. Jej rodzina mieszkała daleko, więc odwiedzała ją czasami tylko jedna przyjaciółka, która mieszkała na drugim końcu miasta i która sama miała dwójkę dzieciaków. Rozumiecie chyba same, że wybranie się z dwójką dzieciaków na drugi koniec miasta bez prawa jazdy to jak wyprawa sójki za morze. Widywały się zbyt rzadko. Poza tym tylko przelotne dzień dobry i co słychać z sąsiadami, którzy zajęci byli pracą i swoimi sprawami.

 

Kiedy Dawid zaczął edukację w przedszkolu wróciła do pracy.

Nie bardzo miała wybór, bo zaciągnięte kredyty nie pozwalały jej dłużej siedzieć na wychowawczym, a poza tym bardzo lubiła swoją pracę w korporacji. Zajmowała się marketingiem. Ach jak bardzo brakowało jej tego zwykłego czynnika ludzkiego – pogadanek o aktualnych trendach, taktykach rozwoju, nowych formach werbowania ludzi, dyskusji o strategiach… nie zrozumcie jej źle –  gadanie z dzieciakami  i edukacja samej siebie w zakresie rodzicielstwa też była fajna, ale to nie to samo. A dyskusje prowadzone z kilkulatkami bywają mega meczące. I ciągle to “dlaczego”? “a po co?” i “na co”. Kochała swoje dzieci, ale mimo wszystko brakowało jej normalności. Rozmowy z dorosłymi ludźmi na poważniejsze tematy.

Nie było łatwo. Praca dawała jej wiele satysfakcji, ale także ogrom zmęczenia. Szczególnie w momencie, kiedy przełożony dostrzegł jej potencjał i zaangażowanie. Nawet się nie zastanawiała, gdy po roku czasu padła propozycja zostania kierownikiem działu. Przyjęła ją bez większego namysłu. Czuła się szczęśliwa i doceniona.

 

Niestety, jak się domyślacie, lepsza posada to także większa odpowiedzialność i więcej pracy.

Czasu jednak zawsze za mało. Magda dawała z siebie wszystko. Nie chciała zawieść przełożonego, ani swojego zespołu. Ale przede wszystkim nie chciała zawieść samej siebie. Wierzyła, że da radę. Jeżeli nie ona, to kto? Jednak nawał obowiązków, które coraz częściej zabierała także do domu, dawał jej się solidnie we znaki. Coraz ciężej było jej znaleźć czas dla dzieci. Często wybuchała gniewem. Była rozdrażniona. Nie dlatego, że nie kochała swoich dzieci – z bezsilności i niemocy. Z braku czasu i presji.

Dom, zakupy, dzieci i praca. Bywała często zmęczona. Wieczorami potrafiła posadzić dzieci przez ekranem i włączyć im na 4h bajki, bo sama musiała nadrobić sprawy biurowe. Pomocy nie miała. Jak wiecie, mąż pracował za granicą. Zresztą z nim też ostatnio coraz trudniej się dogadywała. Tak, miała do niego pretensje i żal, a to odbijało się na ich relacji partnerskiej. Prosiła go, by wrócił do kraju i znalazł pracę na miejscu, ale do niego nie przemawiały żadne argumenty. Do spłacenia był kredyt, a wypłata zza granicy nie mogła się równać z wynagrodzeniami na polskim rynku.

 

Zresztą życie kosztuje.

Prywatne lekcje tenisa córki, zajęcia ruchowe syna. Ona nawet nie pamięta, kiedy była ostatnio w salonie kosmetycznym, czy na jakimś zabiegu spa. Ona, matka bez ojca, gdzie niby miała zostawić dzieci popołudniu? Bo chyba nie u koleżanki, która sama ledwie dawała radę z dwójką swoich dzieci. Nie miała czasu na przyjemności. Na lekarza owszem, ale tylko dziecięcego. Nie będzie chyba zaskoczeniem, że cała sytuacja zaczęła się odbijać negatywnie na dzieciach. Były coraz bardziej nieznośne. Brak poświęconego czasu dawał się także im we znaki. Coraz więcej krzyków. Coraz bardziej agresywny ton matki do dzieci. Potem kiedy spały, ona siadała na brzegu łóżka i wtulona do poduszki łkała, a gorzkie łzy spływały po jej delikatnym policzku. Ona i pustka. Wewnętrzna pustka. I brak kogokolwiek, kto by ją przytulił.

 

Cóż ona biedna miała począć?

Przecież nie robiła tego dla siebie. Pracują ciężko z mężem dla dzieci. By miały lepszą przyszłość. By wiodło im się nieco lepiej, by miały możliwość rozwijania swoich talentów, by miały dobre wykształcenie, bezproblemowe studia, może nawet jakieś swoje cztery kąty. Czy chciałaby żyć inaczej? A co to miało za zaznaczenie? Czy miała jakiś wybór? Przecież muszą za coś żyć, spłacać kredyt za dom, w którym mieszkają i kawalerkę w mieście, którą kupili dla dzieci. Skąd niby mieliby wziąć na to kasę? Zresztą nie mogła zostawić zespołu na lodzie, przed nimi kontrakt na kilka milionów, jeżeli powie teraz, że potrzebuje przerwy, straci cały szacunek, na który pracowała latami. Czy miała inny wybór?

 

Następnego ranka z głębokiego snu wyrwał ją budzik.

Nie potrafiła zwlec się z łóżka. Nie czuła się dziś najlepiej. Od wczoraj  dziwnie bolała ją głowa. Dziwnie bolała ją też lewa strona żuchwy. Nic, to pewnie od zęba. Weźmie paracetamol i jakoś da radę. Zawsze daje. Musi zjeść śniadanie i na pewno przejdzie. Próbując wstać z łóżka omal nie runęła na ziemię. Coraz  świadomiej zdawała sobie sprawę z tego, że nie daje już rady i jej organizm właśnie jej to komunikuje. Ale była skrupulatnym pracownikiem i jak przystało na takowego, pozbierała się w sobie i poszła do pracy, obiecując sobie w duchu, że zwolni tempo i oddeleguje część swoich obowiązków. Jednak w pracy miała ogromne trudności ze skupieniem swojej uwagi. Na porannym zebraniu zespołu jej rozkojarzenie nie uszło uwagi szefa. Szybko go jednak zbyła, zwalając winę na nadmiar obowiązków w domu i zbyt mało snu.

Kolo godz. 10 zadzwoniła do niej Pani przedszkolanka z pytaniem, czy pamięta o foremkach na dzisiejsze spotkanie? Dzisiejsze spotkanie? Na język cisnęło jej się tylko jedno niezbyt cenzuralne słowo na K…  jak mogła zapomnieć? Na zebraniu rodziców zapewniła wszystkich, że ona się tym zajmie. Dlaczego o tym zapomniała? Zapominać zdarzało jej się coraz częściej. Ale jak mogla zapomnieć o wspólnym pieczeniu pierników z dziećmi w przedszkolu? Czy miała wybór? Przeprosiła swojego szefa, przełożyła większość terminów na kolejny dzień i postanowiła, że spędzi ten czas z dziećmi i resztę popołudnia poświęci dla odmiany także im. W przedszkolu nadal nie czuła się najlepiej. Cholerny ząb. Była słaba. Wszystko przez ten ząb. A do tego ten cholerny ból głowy. Siadając na krzesło o mal nie spadła. Boże, co się z nią dzieje? Wiedziała, że dla jej organizmu to naprawdę za dużo. Czuła się okropnie. Jedyne co podtrzymywało ją w tym momencie na duchu to dzieci, które tak bardzo cieszyły się, że mama jest z nimi.

 

Kiedy pieczenie pierników w przedszkolu dobiegło końca zabrała dzieci na plac zabaw.

Dawno nie czuła się tak zmęczona. Zmęczona życiem. Chciała odpocząć. Czy miała wybór? Powoli to do niej docierało. Siedziała na brzegu piaskownicy i pełna zwątpienia przyglądała się słodkim buźkom swych dzieci. Po co ona tyle pracuje? Dlaczego zgodziła się na posadę kierownika działu? Jakie wiedzie życie? Po co im ta kawalerka? Przecież dzieciństwo jej własnych dzieci mija jej koło nosa. Nawet nie zauważyła, jak bardzo ostatnio się rozwinęły. Mia była już taka wygadana, a Dawid  samodzielnie robił babki z piasku. I kiedy tak siedziała na brzegu piaskownicy dumając nad swoich życiem, zaczynała dostrzegać, jak beznadziejna jest ta gonitwa za pieniędzmi, za lepszą przyszłością, za złudnym szczęściem. Jak bardzo bardzo brakuje jej męża, zwykłej bliskości drugiej osoby, z którą mogłaby się napić kawy i do której mogłaby się przytulić.

 

A potem zerwał się silny wiatr. I zgasło światło jej życia.

 

Ten tekst powstał z myślą o tym, by uświadomić Wam, że ZAWSZE mamy wybór, a jednocześnie by uświadomić Wam, że pewnych objawów naszego organizmu nie możemy ignorować.

 

Najczęstsze objawy udaru:

  • ostry, kłujący ból głowy
  • zaburzenia równowagi i koordynacji ruchów
  • osłabienie mięśni twarzy (np. kącik ust opadający po jednej stronie)
  • jednostronne osłabienie albo drętwienie kończyn
  • zaburzenia w rozumieniu mowy lub niemożność wypowiadania słów
  • bardzo niewyraźne mówienie (bełkotanie)
  • zaburzenia widzenia, zwłaszcza w jednym oku

Przy udarze najczęściej zaburzona zostaje jedna strona ciała! W razie podejrzenia wystąpienia udaru istotne jest jak najszybsze wezwanie karetki!

Zapamiętaj sobie te objawy – dla siebie samej, dla mamy, teściowej lub bliskiej Ci sąsiadki. Może kiedyś uratujesz komuś tym życie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *