Urlop. Jakie są Twoje pierwsze skojarzenia? Wymarzona pogoda? Basen? Bikini? Okularki? Leżak? Ty z drineczkiem z palemką w ręce? Na tacy kelner podaje świeże owoce? Oczywiście, że jest przystojny! I prażące słońce! Leżysz i prażysz się w słońcu, gdy nagle kelner woła “Mamo! Maaaaaaaamo!”. Prawdziwe w tej historii jest tylko prażące słońce, w wyniku którego miewasz właśnie takie fatamorgany!
Kelnera brak. Są za to Twoje dzieci, a kto ma dzieci, ten doskonale zdaje sobie sprawę, że urlop z dziećmi z prawdziwym urlopem niewiele ma wspólnego. Leżenie na leżaku wchodzi w rachubę tylko wtedy, gdy dzielicie się na dwa obozy: Twój mąż zabiera dzieci, a Ty zostajesz sama ze sobą! Musisz tylko przekonać męża 😉 Ale, czy da się odpocząć z dziećmi? Oczywiście. Fantastyczne w całym urlopie z dziećmi jest to, że zupełnie nie muszę martwić się o śniadania, ani co ugotuję na obiad. To pozostaje zmartwieniem stołówki. A w związku z tym odpadają większe zakupy oraz sprzątanie po obiedzie. Dla matki to wystarczająco! I właśnie gdy byliśmy w tym roku na kilkudniowym wypadzie z dziećmi w górach, naszła mnie pewna refleksja.
Bo wiecie jak to wygląda?
Wybierając się na te gotowe posiłki na stołówkę z dwójką dzieci i troszcząc się, aby w pierwszej kolejności one cokolwiek zjadły, spoglądałam na inne bezdzietne pary i trochę im zazdrościłam. Bo ja moje menu na talerzu komponowałam żwawo! Kawę dopijałam czasami w expresowym tempie! Kanapkę podgryzałam chodząc za naszą 1,5- roczną córeczką, dla której jadalnia wydawała się być miejscem pełnym tajemnic i przygód. Nie muszę Wam chyba wspominać, że przy stole nie obeszło się bez wylanego soku, rozrzuconej jajecznicy, włosach usmarowanych masłem i upaćkanym ubrankiem. Norma. Czy tak wygląda wizja urlopu? No nie zupełnie. Ale inni rodzice borykali się z dokładnie takimi samymi problemami. Bynajmniej człowiek nie czuje się taki osamotniony w tej sytuacji.
Ale i tak zazdrościłam innym!
Innym parom bez dzieci, które mogły spokojnie zjeść bułeczkę, miały czas na zastanowienie się, co w ogolę nałożą sobie na talerz, miały czas na delektowanie się aromatyczną kawą i zwyczajne pogadanie ze sobą, bez zerkania jednym okiem na dzieci. Ale po dłuższej obserwacji zauważyłam, że te pary wcale tyle ze sobą nie rozmawiają. Bo wiecie – im NIGDY NIKT NIE PRZESZKADZA, nikt obok nich nie ma tysiąca słów do powiedzenia, nikt nie przerywa w połowie zdania, nikt nie zadaje co drugie słowo pytania. Oni mogą pogadać zawsze i wszędzie. Kiedy tylko mają na to ochotę. I właśnie wtedy mnie oświeciło!
Czy nie jestem jednak w lepszej sytuacji?
Bo właśnie dlatego, że oni mogą zawsze to co chcą, a ja nie, to jednak ja bardziej cenię sobie wiele rzeczy.
Myślę, że ja bardziej doceniam aromatyczną kawę z rana serwowaną prosto z automatu.
Myślę, że ja bardziej doceniam to, że ktoś przygotował stół pełen zdrowej żywności.
Myślę, że ja bardziej doceniam każdą wolną chwilę, w której mogę złapać oddech.
Myślę, że ja bardziej doceniam ciszę, bo moje uszy rzadko mogą jej doświadczać.
Myślę, że ja bardziej znam moje granice wytrzymałości, bo jestem ciągle wystawiana na próbę.
Myślę, że mimo dzieciaków potrafię być bardziej zorganizowana, bo mam mniej czasu.
Myślę, że mam wielkie szczęście być dla moich dzieci najlepszą mamą na świecie.
Myślę, że mam wielkie szczęście przytulać się do moich dzieci.
Myślę, że mam wielkie szczęście móc wieczorami patrzeć na ich słodkie twarzyczki, gdy zasypiają.
Myślę, że mam wielkie szczęście być dla moich dzieci całym ich światem.
Myślę, że nie można mieć wszystkiego.
Myślę, że dostajemy od dzieci bardzo dużo, ale też dużo musimy dać z siebie.
Myślę, że jeszcze kiedyś nadejdzie urlop, gdy zjem spokojnie śniadanie.
Bez pośpiechu. Bez płaczu. Bez wylanego soku.
Bez masła we włosach. Bez biegania za kimś.
I myślę, że jeszcze kiedyś za tym zatęsknię.
Kiedyś myślałam że wakacje z dzieciakami będą uciążliwe, teraz nie wyjeżdżamy nigdzie bez nich.
Wiem, że niektórzy rodzice tak robią, ale mi osobiście ciężko wyobrazić sobie urlop bez moich dzieci! I zapewne mój 8-latek nie wyraziłby na to zgody! Mimo, że urlop z dzieciakami bywa czasami stresujący, to jednak jest to szansa na pokazanie dziecku, jak taki czas może wyglądać. Pozdrawiam, Ania