Pierwszą moją reakcją na wiadomość o wojnie na Ukrainie było niedowierzanie. No bo jak to? W XXI wieku wojna? Babcia mojego męża przeżyła wojnę. I moją pierwszą myślą po usłyszeniu  tej wiadomości była – oby nie musiała przeżyć jeszcze kolejnej. Informacje ostatnich dni chyba w każdym z nas zasiały pewien niepokój. Strach pomieszany z bezradnością, obawa przed nieznaną przyszłością i spanikowani ludzie. Gdy zastanawiam się nad minionym ostatnio czasem, dochodzę do wniosku, że toczy się wojna na wszystkich frontach.

 

Najczęściej wojny toczymy na naszym terytorium – we własnym domu, z własnymi dziećmi. Toczy się wojna o to, kto ostatnio opróżnił zmywarkę i czyja kolej teraz? Wojna o to, kto wyniesie śmieci i o to, kto chce co oglądać, a kto już i tak za długo oglądał, i o to ile można grać na konsoli. Ciągłe przepychanki dnia codziennego.

Poza tym toczymy też wojnę na froncie z naszymi politykami.

We własnym kraju toczymy wojnę o prawo do decydowania samemu o swoim ciele. Czy aborcja powinna być legalna? Każda z nas musi żyć z konsekwencjami swoich wyborów, bo przecież Bóg dał nam wolną wolę i każda z nas zostanie kiedyś osądzona. Ale tu na ziemi Państwo postanowiło być Bogiem i uznało, że to ono będzie decydować, co jest dla nas dobre, a co nie. Zabrano nam prawo wyboru, a wiecie co by się stało, gdyby jakaś żona polityka została zgwałcona i zaszła w ciążę? Zapewne to samo, co z wypadem Kurskiego z pozytywnym wynikiem testu na Covid na Eurowizję. Można oszukiwać? Można. Ale to prawo nie dla nas ludzi na samym dole hierarchii.

Wojna na Ukrainie.

Ta, która wstrząsnęła nami wszystkimi. Z punktu widzenia zwykłego szarego człowieka, wojna w domu przynosi jakieś korzyści, bo uczymy się rozwiązywać konflikty poprzez negocjacje. Ale ta wojna tuż obok nas? Uczy nas, że nie dla wszystkich dobro bliźniego jest najważniejsze. Czy czeka nas wojna we własnym kraju? Wydaje mi się, że nie, bo przecież zawsze można się jakoś dogadać. Ale chyba tylko mi się wydaje, bo wydawało mi się też, że wojna w czasach mocno zaawansowanej cywilizacji i postępu technicznego nie jest możliwa. Jak pokazały ostatnie dni, tylko mi się wydawało.

Co dalej z naszym krajem? Z naszą przyszłością?

Tego nikt nie wie. Jeszcze niedawno starsze pokolenie opowiadało nam przy rodzinnym stole, jak zakopywali zasolone mięso w ziemi, po to, by nie umrzeć na wojnie z głodu, jak jedli to już nieświeże mięso po roku czasu, i mimo, że czuli stęchliznę jedli, bo nie mieli innego wyboru. Sól była ważna, bo wtedy nawet obierki z ziemniaków dało się zjeść ze smakiem. Czy mieli wybór? Nie, jedli to co było. Oni też nie chcieli wojny, ale ich o zdanie też nikt nie pytał. Dla nas były to opowieści z odległej historii i miejmy nadzieję, że nie staną się częścią naszej teraźniejszości.

Chyba wszyscy zadajemy sobie te pytanie, po co ta wojna?

Komu ona jest potrzebna? Bo chyba nie przeciętnemu, zwykłemu człowiekowi. Prawda jest taka, że wszystkie kraje zobowiązały się do pomocy uchodźcom z Ukrainy, wszystkie głowy Państw wyrażają swoją opinię – potępiają Rosję za jej czyny, i wyrażają chęć wsparcia dla uchodźców z Ukrainy. Ale nadal stoją z boku i jak dla mnie nic nie robią. Czy to nie my uczymy nasze dzieci, by zawsze stawać w obronie krzywdzonych? Oczywiście przyjmiemy uchodźców i pozbieramy środki czystości, pierwszej pomocy, niezbędne minimum do przetrwania. Ale to jak podanie gwałconej obok nas kobiecie, chusteczki na otarcie łez. Niestety dla wielu Państw liczą się układy i własna wygoda, bo inaczej tego nazwać nie można. Sankcje niby są, ale mimo wszystko to stanie z boku nadal mnie przeraża, bo to obrazuje, jaki zakłamany jest dzisiejszy świat. Z drugiej strony wiem, że jakikolwiek atak rozpęta wojnę. To, że zbieramy dary dla Ukraińców na pewno jest dobre i w jakimś minimalnym stopniu pomaga, ale oni nadal tkwią w tym kraju, w kraju w którym spadają bomby, w kraju w którym muszą codziennie walczyć o swoje życie i konfrontować się ze strachem, z niewiadomą, z jednym wielkim znakiem zapytania – co jest, jak będzie i co dalej?

Jest jeszcze jedna wojna.

W tym całym zamieszaniu trwa jeszcze wojna informacyjna. Która polega na sianiu dezinformacji. I jak widać po stacjach paliw – bardzo skuteczna. A pamiętacie II wojnę światową? A uczyliście się z książek historii o propagandzie? Wiem, że każdy się boi, ale człowiek przestraszony przestaje racjonalnie oceniać sytuację i zaczyna panikować. Mieliśmy to przy Covidzie, teraz przy Putinie. Na obecną sytuację my zwykli śmiertelnicy nie mamy wpływu, bo to władze Państw będą decydować o tym, co jest dobre, a co nie. Tak naprawdę nitka łącząca Państwa to układy i uważam, że nie ma idealnego rozwiązania, a jakiekolwiek zostanie wybrane, nas o zdanie nikt nie będzie pytał. Nikogo, kto zasiada u władzy nie obchodzi Twój los, jesteśmy dla nich zwykłymi marionetkami. Pytanie tylko, na ile pozwalamy pociągać za swoje sznurki?

A na samą informację o wojnie od razu przypomniała mi się ta piosenka z Eurowizji 2015, Węgry, zespół Boggie “Wars For Nothing” (Wojny na nic)

2 komentarze

    1. Tak! To naprawdę w całej tej sytuacji pocieszające, że w tym dzisiejszym świecie jest jeszcze ta najcenniejsza forma relacji – człowiek dla człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *