Nie ważne, że to czwarty miesiąc roku. Nie ważne, że to koniec tygodnia. Nie ważne, że to żadna pamiętna data. Od dziś motywuję siebie, a także Was do większego dbania o siebie. A dbanie o siebie to nic innego jak systematyczność – czyli coś co przynosi efekty, a trudno nam się tego trzymać 🙂 Jak wiecie ja należę do tych bardziej leniwych i po prostu zaczęłam się zastanawiać, jak to zrobić, by mi się chciało tak z automatu. No i kilka sposobów znalazłam, ale to nie oznacza, że sprawdzi się w Waszym wypadku. Mimo tego zawsze warto próbować 🙂
1. Peeling
Pierwsze, co zauważyłam, to, że sporo rzeczy mam gdzieś w półce w łazience, no i sobie tak tam leżą, aż przy okazji sprzątania i robienia porządków mi się o nich przypomni. Stwierdziłam sama dla siebie, że jak mam coś na widoku, to tego używam, a czego moje oczy nie widzą, tego zwyczajnie nie praktykuję. Pierwszą czynnością było więc postawienie tego oto peelingu na widoku w łazience – po prysznicem, aczkolwiek ten peeling wykonuje się na suchym ciele. I oto pierwszy krok zrobiony.
2. Cellulit
Mam go 🙂 jak każda z nas! No i masażer antycellulitowy w domu oczywiście też mam! Ale podobnie jak peeling leżał i czekał sobie w jakieś szufladzie. Więc położyłam go obok łóżka na nocnej szafce i wieczorem kiedy leżę i słucham jakiegoś podcastu roluję sobie te pomarańczę! Jak mówiłam, to nie musi trwać długo, chodzi o systematyczność.
3. Masażer do twarzy
Ba! Nawet z kwarcu różowego! Bo przecież tak się do mnie uśmiechał w sklepie. Kiedyś kupiłam i… chyba Was to też nie zdziwi, że większość czasu leżał w szufladzie, a wyciągałam go bardzo sporadycznie. Teraz mam go w pojemniku, w którym trzymam pędzle i kredki, więc zanim zrobię makijaż wkładam na chwilę do zamrażarki i po ogarnięciu buzi i nałożeniu kremu, rolkuję się (jakkolwiek to brzmi :)) – najczęściej na łóżku budząc dzieciaki.
4. Suche stopy
Coś czego nie cierpię, a z czym niestety się borykam. Obok masażera przy łóżku mam teraz oliwkę kokosową i masło migdałowe, którym krótko przed spaniem smaruję stopy, na to bawełniane tudzież ocieplane skarpetki (bo ja zmarzluch jestem). Czasami zostawiam skarpetki na noc, często jednak po krótkim czasie, kiedy masło się wchłonie, zwyczajnie ściągam.
5. Woda
Zdecydowanie piję jej za mało, co niestety niekorzystnie wpływa na moją cerę. Moim sposobem jest wypicie szklanki wody z rana – zanim wypiję kawę (kawa na pusty żołądek nie jest wskazana) i zaparzenie wieczorem wielkiego kubka herbaty. Bo jak już zaparzę tę herbatę to i ją wypiję. Najczęściej piję wieczorem herbatę z czystka, która ma działania oczyszczające.
6. Ruch
Jeżeli chodzi o ćwiczenia to mobilizacja ostatnio u mnie spadła do zera. Więc kiedy nie ćwiczę w domu, ani nie biegam (bo jestem zmarzluszek i biegać lubię tylko, kiedy jest ciepło) staram się być przykładem dl swoich dzieci i jak najczęściej wychodzić z nimi na spacer, czy rower. Najlepiej po odebraniu dzieciaków przy dobrej pogodzie w ogóle się nie zastanawiać, czy się chce, czy nie, tylko zostać od razu na świeżym powietrzu, bo ruch odpręża i dodaje siły, choć wbrew pozorom mamy czasami ochotę tylko na leżenie na kanapie. Każda aktywność fizyczna na świeżym powietrzu jest dobra. Nawet ta najmniejsza. No a teraz już coraz dłużej jaśniej, więc korzystamy z tego w pełni.
7. Żylaki
Tak, kobiety w tym wieku borykają się także z takimi problemami – zapewne nie wszystkie, bo jest to uwarunkowane genetycznie, ale ja należę do tych wybrańców, którzy te niewłaściwe geny odziedziczyli 🙂 Przy żylakach wskazane jest stosowanie kremu kasztanowego, ja nawet mam naturalny krem z Glistnika na żylaki, no ale cóż…. kiedy wieczorem po kąpieli po prostu mi się nie chciało. No i masz babo. Postanowiłam, że te kremy położę w szufladzie ze skarpetkami i wiecie, że rano jakoś tak bardziej mi się chce?
8. Zbilansowana dieta i regularne posiłki.
Ha! To zawsze tak pięknie brzmi. U mnie jedzenie zawsze było w pośpiechu – jak u typowej matki, choć ostatnio poczyniłam kilka zmian i w pewnym sensie zawdzięczam to suplementacji. Faktem jest, że sporo w okresie zimowym podjadałam i stwierdziłam, że fajnie byłoby móc swobodnie oddychać w ulubionej spódnicy, która strasznie zaczęła uwierać w pasie 🙂 natknęłam się gdzieś w necie na suplementy MyBest Pharm i postanowiłam wypróbować.
Na chwilę obecną – po miesiącu regularnego stosowania, mogę stwierdzić, że prawie wcale nie podjadam między posiłkami i nie miewam wilczych napadów głodu. Sama suplementacja zmusza mnie też do regularnych posiłków, ponieważ polega na braniu 2 tabletek przed śniadaniem i posiłkiem głównym. Myślę, że w tej kwestii wypowiem się po dłuższym okresie suplementacji, ale już widzę efekty. Ja obecnie mam ten pakiet: tutaj, ale sporo osób poleca ten zestaw, który jest jeszcze skuteczniejszy w redukcji masy ciała: tutaj.
Czy wiecie, że…
… żeby coś weszło nam w nawyk, potrzebujemy 21 dni wykonywania danej czynności codziennie? Wbrew pozorom to sporo, ale jeżeli jesteś mamą, sama wiesz jak umyka czas i nim się zorientujesz… PYK i znowu będzie maj! Jeżeli zaczniesz dziś, pierwsze efekty zobaczysz już za niespełna miesiąc i będziesz miała satysfakcję, że Ci się udało!
To co z tymi nawykami?
Ja szukałam sposobu, w jaki mogę zmusić mój mózg do wykonywania czegoś bez myślenia, bo wiecie – matkom od ciągłego myślenia i ogarniania czacha dymi… I powiem Wam, że te małe kroki u mnie się naprawdę sprawdzają. I mam satysfakcję, że robię coś dla siebie. Oczywiście, że chciałabym dużo więcej, ale na chwilę obecną żyję w jakimś niedoczasie i liczę na to, że po świętach wraz z nadejściem wiosny to się zmieni.
Pamiętaj! Liczą się małe kroki i systematyczność! Wprowadź choć jeden malutki rytuał – nie dla mnie, ale dla siebie! Za jakiś czas podziękujesz sama sobie.