Gdybym zadała Ci pytanie: “czy jesteś bogata?” jaka byłaby Twoja odpowiedź?  Myślę, że większość z Was stwierdziłaby, że jednak bogata, no bo w końcu masz za co kupić chleb, stać Cię na samochód, nie zalegasz z opłatami rachunków i jakoś szczególnie pasa zaciskać nie musisz. Biedny to raczej ktoś z marginesu społecznego, ktoś kogo nie stać na wyjście do knajpy, ktoś kto musi liczyć się z każdym wydanym groszem. No więc idąc tym tokiem myślenia, większość z Was zakwalifikuje się jako bogata! Ale nie milionerka! Mało kto pomyśli jednak, że nie o to bogactwo mi chodzi, ale pytam o  bogactwo wewnętrzne, bogactwo, którego nie da się zmierzyć żadną miarką.

 

Ja jestem bogata. Nie brakuje mi pieniędzy, nigdy nie brakowało, to fakt. Ale nie dlatego jestem bogata. Jestem bogata, bo mogę dzielić moją codzienność z dwoma  cudownymi istotami, moimi dziećmi. Jestem bogata, bo mam u boku wspierającego mnie męża, który zna moje wszystkie oblicza, a mimo tego nadal przy mnie jest. Jestem bogata, bo mogę robić to co lubię – tworzyć teksty na bloga, które spore grono osób lubi czytać. Jestem bogata, bo mogę w słoneczne popołudnie pójść na spacer i łaknąć każdy słoneczny promyk. Jestem bogata, bo mogę napić się kawy w doborowym towarzystwie moich dwóch najcudowniejszych sióstr, które mieszkają nieopodal mnie! Jestem bogata, bo mam przyjaciół, z którymi mogę dzielić moje troski i zmartwienia! A gdy patrzę w minioną przeszłość, to śmiem stwierdzić, że jestem naprawdę bogata, bo kufer z moimi doświadczaniami jest dosyć spory i to te różne, nie zawsze pozytywne doświadczenia mnie ukształtowały.

 

Dlaczego Wam o tym piszę?

Ostatnio razem z moimi dziećmi byliśmy zawieść jednemu biedniejszemu Panu z naszej okolicy ciepły obiad. O tych biedniejszych ludziach wielu z nas pamięta w okresie Świąt Bożego Narodzenia, gdy uruchamia się lawina akcji charytatywnych. Niestety jak szybko mijają święta, tak szybko mija również nasza dobroczynność względem tych ludzi, dlatego postanowiliśmy w naszym domu, że raz na kwartał będziemy komuś uboższemu zawozić ciepły obiad. Uważam, że dzieci dzisiejszego pokolenia dobrobytu powinny być konfrontowane z tego typu sytuacjami, by zdawały sobie sprawę, że nie każdy ma się tak dobrze jak my.

 

Ale wiecie, co stwierdziłam?

Że ten biedny człowiek wcale taki biedny nie jest. Jest bogatszy od wielu z nas. Nie ma komórki. Nie musi więc przeglądać Facebooka, ani Instagrama. Nie cyka sobie fotek. Nie ma komputera, więc nie widzi, jak żyją inni. Nie ma nowoczesnej meblościanki, ale starą komodę, która może być starsza od mojej prababci. Nie ma nowoczesnego wypoczynku, ale stary szeszlung (kanapa rozkładana). Nie ma paneli, pieca indukcyjnego, wykwintnej zastawy, ale przede wszystkim NIE MA POTRZEBY GONIENIA ZA TYMI RZECZAMI. Żyje – powiedzmy nie biednie, ale skromnie.

 

Jednak ma coś, czego wielu z nas nie ma.

Ma czas. Ma czas, by żyć w swoim niespiesznym tempie, ma czas by usiąść i nic nie robić. Coś czego wielu z nas nie ma, coś, za czym często tęsknimy. On nie ma presji bycia na czasie. Otaczamy się ładnymi rzeczami i lubimy się ładnie ubierać, nie ukrywam, że sama lubię kupić sobie coś nowego, coś co jest aktualnie modne, a to jakiś nowy ciuszek, a to jakaś dekoracja – no która z nas kobiet tego nie lubi? Mamy to gdzieś zaprogramowane w genach 🙂 Ale przeraża mnie to, jak funkcjonujemy (nieświadomie) pod presją kultury człowieka cywilizowanego. Twórcy reklam telewizyjnych, influencerzy, a także autorzy reklam i sloganów wirtualnych – wszystkim im razem zależy na jednym – żebyśmy uwierzyli, że kluczem do szczęścia jest lepszy samochód, większy dom, ładniejsza kanapa i najnowszy model jeansów.

 

Na tym bazuje marketing.

Kupuj więcej, rób więcej, posiadaj więcej. Mamy naprawdę sporo i większość z nas żyje na wysokim poziomie, mimo tego wszyscy wokół próbują Cię przekonać, że ciągle czegoś Ci brakuje i koniecznie musisz to mieć. A my dajemy się często na to nabrać. Masz samochód, ale przecież on ma już 10 lat, więc musisz kupić nowy, bo nowy ma wbudowany system parkowania, automatyczne rozpoznawanie osób w ciemnościach i w ogóle jest bardziej wydajny. Kupujesz spodnie latem, ale już  w kolejnym sezonie letnim te same spodnie będą totalnie oldschoolowe i reklamy będą nawoływały do zakupu podartych rurek. Masz multum torebek, ale musisz mieć tą najnowszą z kolekcji EKO, bo to najnowszy hit i w ogóle produkcja przyjazna środowisku.

 

I tak przez cały czas.

Większy samochód. Bardziej odjechane wakacje. Ładniejsza meblościanka. Lepiej wypielęgnowany ogród. Nowsza kolekcja ubrań. Tak właśnie funkcjonuje dzisiejszy świat. Napędza go ruch – ruch, który generuje kasę. Czyli jakby nie patrzeć i tu wielkiego odkrycia nie zrobiłam, ale wychodzi na to, że kasa rządzi światem. Poświęcamy życie na pogoń za złudnym szczęściem, a to dzieje się często nie tylko kosztem pieniądza, ale i kosztem czasu, który poświęcamy by je zdobyć. Niestety nawet mając największy dom w okolicy, najbardziej wypielęgnowany ogródek, najmodniejsze stylizacje, możesz być nieszczęśliwa. Z wielu powodów. Najbardziej mi znany, brak męża u boku.

 

Kryzys?

Kryzys, którego doświadcza dzisiejsze pokolenie zdigitalizowanego świata nie jest kryzysem z jakim zmagali się nasi rodzice. Dzisiejsze pokolenie nie musi zmagać się z kryzysem materialnym, ale z kryzysem duchownym. Mamy wszystko, a jednak wielu z nas nie jest szczęśliwych. Media mają na nas ogromny wpływ, a my im nieświadomie ulegamy. Mimo tego, że mamy bardzo dużo śmiem twierdzić, że dawniej ludzi byli bardziej szczęśliwi i mniej zabiegani, czy też odnosisz takie wrażenie?

 

Biedny bogaty.

To ten, który ma wszystkie dobra materialne, a jednak jest bardzo biedny, bo wciąż krąży nad nim presja posiadania czegoś lepszego i doskonalszego. W pogoni za dobrobytem i szczęściem zapominamy, że ono jest tuż obok nas, a my właśnie biegnąc w maratonie  konsumpcjonizmu przebiegamy obok niego, nawet go nie dostrzegając.

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *