No i stało się. Po raz drugi wylądowaliśmy na izolacji domowej. Ale to chyba nie jest jakieś super zaskoczenie, biorąc pod uwagę aktualną sytuację epidemiologiczną. Dlaczego chcę Wam o tym napisać? Bo warto znać pewne objawy, a jak wiadomo u każdego są one inne.  W zasadzie śmiało mogę stwierdzić, że choć oficjalnie wirusa mamy po raz drugi, to z całą pewnością jest to nasze trzecie starcie z Covid-19. Dlaczego?

 

Zacznę może od tego, że dopadła mnie migrena, która tak naprawdę migreną nie była. A refluks naszego syna, wcale też refluksem nie był. Dopiero teraz, kiedy spojrzałam na te jednostkowe wydarzenia z perspektywy czasu, wszystkie puzzle ułożyły się w całość.

Jakiś czas temu naszego syna dopadł mocny ból brzucha.

W zasadzie w takich wypadkach wychodzimy z założenia, że to jelitówka, bo symptomy na to ewidentnie wskazują – nudności, brak apetytu, osłabienie. Jednak, gdy po kilku dniach jego stan się nie polepszał, udaliśmy się do lekarza rodzinnego. Ogólnie nie można było nic stwierdzić, więc zaczęły się podejrzenia o refluks, bo problemy żołądkowe pojawiały się – jak w przypadku refluksu – tuż po zjedzonym posiłku. Za każdym razem moje dziecko leżało na kanapie i skręcało się z bólu. Dostaliśmy odpowiednie leki zapobiegawcze z zaleceniem zmiany diety i wykluczeniem pewnych produktów, które mogły refluks wzmagać. Po kilku dniach dolegliwości ustąpiły.

Za jakiś czas…

… pojawiło się ogólne osłabienie i mocne zawroty głowy u mnie – pisałam też o objawach w tym wpisie – i  stwierdzono obecność Covid-19. Wtedy domownicy nie podlegali obowiązkowym testom i tak po wyjściu z kwarantanny żyliśmy dalej. Co do diety dziecka poprawiliśmy kilka czynników, ale stare nawyki w pewnym stopniu wracały, jak choćby słodycze, tu i tam słodki napój. I znów z dnia na dzień u mojego dziecka pojawiły się te straszne bóle brzucha. Pieprzony refluks – byłam zła sama na siebie, że popuściłam synowi, bo znów byliśmy wyrwani ze szkolnej rzeczywistości. Tym razem objawy były nieco gorsze i wylądowaliśmy na oddziale SOR. Badania krwi niczego nie wykazywały, więc podtrzymywano teorię lekarza rodzinnego o podejrzenie refluksu.

I tak żyliśmy dalej…

Po kilku dniach od wyjścia z oddziału znów wszystko wróciło do normy. Problemów żołądkowych zero. Za to mnie dopadła migrena. Trochę dziwnie, bo zazwyczaj związana jest u mnie ze zmianami hormonalnymi i pojawieniem się okresu, ale okresu nie miałam. Zapewne stres. Na szczęście był to weekend, więc przeleżałam 2 dni w łóżku i w poniedziałek poszłam do pracy. Byłam mocno osłabiona, jak po każdej migrenie.

Po długim czasie znów nadszedł ten poranek.

Poranek, gdy moje dziecko blade niczym ściana, z sińcami pod oczami oznajmiło mi, że boli go brzuch. Zastanawiało mnie, jak to możliwe skoro odżywiamy się w jakiś usystematyzowany sposób i jest ok, a potem z dnia na dzień nagle znów refluks. Następnego dnia złapała mnie migrena i co dziwne, znów nietypowo, bo okresu nie miałam. Chciało mi się spać, co jest objawem normalnym podczas migreny, byłam przytłumiona i tak razem z synem oboje spędziliśmy obok siebie 2 dni w łóżku. Trzeciego dnia u syna pojawił się stan podgorączkowy. Wtedy moje podejrzenia i sugestie wujka Google się potwierdziły i byłam pewna, że te wszystkie dziwne nasze wpadki chorobowe łączy jedno -wirus Covid-19. Test tylko potwierdził moje przypuszczenia.

Jakie skutki uboczne po Covid-19?

Syn po 4 dniach totalnego osłabienie, mocnego bólu brzucha i głowy wrócił do życia. Ja po 3 dniach nudności i bólu głowy także. Mąż przeszedł bezobjawowo, natomiast córka miała 2 dni gorączki i jeden raz zwymiotowała. Osłabienie organizmu nie było tak doraźne jak po pierwszym przechorowaniu, ale nadal odczuwalne i na pewno wszyscy szybciej odczuwamy zmęczenie podczas jakiegokolwiek wysiłku fizycznego.

Pojawił się jeszcze jeden puzzel, który pasuje do całej układanki – jest nim moja fryzjerka (pozdrawiam Anię z salonu fryzjerskiego Claudia), która podczas ostatniej wizyty stwierdziła, że ilość wypadających włosów znacznie przekracza dopuszczalną normę. Pamiętam, jak po pierwszym przechorowaniu Covida i moim wpisie, jedna z czytelniczek (dzięki Karina!) zapytała mnie, czy bardzo mocno wypadają mi włosy? Zdziwiłam się najpierw, czy ona ma jakieś właściwości jasnowidza, bo nigdzie o tym nikomu nie wspominałam, a włosy wypadały mi wtedy naprawdę ekstremalnie. Jej sugestia okazała się bardzo trafna i dzięki niej znalazłam wtedy winowajcę – wirusa Covid, którego skutkiem ubocznym jest wypadanie włosów. Podsumowując sobie wszystkie powyższe sytuacje, z całą pewnością wiem, że to nasze 3 starcie z wirusem.

Jak przeżyliśmy ten czas tym razem?

W porównaniu do poprzedniej kwarantanny – zmieniło się nasze podejście do jedzenia. Ostatnio jedliśmy zbyt dużo, teraz postanowiliśmy się ograniczać. Nawet poczyniliśmy kilka kroków w kierunku zdrowszego odżywiania, ale o tym wkrótce na blogu.

I muszę Wam powiedzieć jedno. Odcięci od świata byliśmy inni. My byliśmy inni. Dzieci były inne. Nie było żadnej gonitwy. Nie było żadnych terminów, spotkań. Był czas na naukę z przyrody i wspólne wałkowanie materiału. Był czas na zrobienie pożywnego obiadu. Był czas na czytanie książki. Był czas na beztroskie zabawy z dziećmi. Ogólnie byliśmy osłabieni, ale nieźle dopisywało nam w tym tygodniu poczucie humoru i dawno jako rodzina nie mieliśmy tak luźnych relacji, pełnych śmiechu i żartów.

Z każdą izolacją domową patrzę na życie nieco inaczej. Widzę, że dzieciom przebywanie z nami służy, że może potrzeba im więcej luzu i beztroski na co dzień, więcej śmiechu i prawdziwego życia, niż przebywania w digitalnych światach.  Tak samo tyczy się to dzieci, jak i nas samych.

Ale nie obyło się też bez strachu.

Bo wiecie – strach jest zawsze. Nie wiemy jak zareaguje organizm na wirusa. Jedni są bardziej podatni, inni wcale. Objawy u każdego odmienne. Nie wiemy jakie powikłania w przyszłości z tego wynikną. Ale w momencie, kiedy twoje kilkuletnie dziecko w domu na izolacji dostaje gorączki 38,6, to zaczyna to w tobie budzić strach. Strach przed nieznanym. Nie wiesz jak wirus potraktuje Twoje dziecko – może tylko liźnie i poleży tak jak Ty 3 dni w łóżku, a może dostanie zapalenia płuc i będzie toczyć za chwilkę walkę o życie. Ty tego nie wiesz i to napędza w nas strach.

Szczepiłaś się?

Kiedy ktoś mnie pyta, czy się szczepiłam, to zastanawiam się jakie to ma znaczenie. Jestem ozdrowieńcem. Znam osoby zaszczepione i te również przechodzą Covida. Często bardzo krytycznie. Wciąż uważam, że lepsza jest naturalna odporność, tym bardziej, że skuteczność szczepionek na Covida jest mocno dyskusyjna. Ale nie krytykuję ani tych, co się zaszczepili, ani tych, którzy szczepić się nie chcą. Rozumiem jednych i drugich. Boją się. Jedni boją się konsekwencji wirusa. Inni konsekwencji szczepionki. Oba lęki są w pełni uzasadnione. Bądzmy w tej kwestii dla siebie zatem bardziej wyrozumiali.

Trzymajcie się zdrowo!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.