Jesteś dorosłym człowiekiem. Wiesz czego chcesz, wiesz jak funkcjonować w społeczeństwie, wiesz jak zachowywać się w konkretnych sytuacjach. Lata praktyki ukształtowały Cię na dobrego kapitana swojego własnego życia. Jeszcze niedawno byłaś młodym szczeniaczkiem, dziś jesteś niczym kapitan potężnego Titanica i doskonale zdajesz sobie sprawę, do czego służą te wszystkie skomplikowane przyciski na kokpicie sterującym. I płyniesz. Bez problemu mijasz burze i pokonujesz wzburzone fale oceanu.
A potem w pewnym momencie dowiadujesz się, że dalej musisz płynąc szalupą. Zwykłą drewnianą szalupą. Nagle te wszystkie przyciski z kokpitu sterującego nie mają najmniejszego znaczenia – tu ich po prostu nie ma. Są za to wiosła i jakieś liche żagle, ale jakby tego było mało, nagle przychodzi sztorm. Teraz liczy się Twoja siła i umiejętność przetrwania. Czy utoniesz? Choć wszystko na to wskazuje, jak każdy bohater dobrej powieści, uchodzisz cało i z każdą burzą będziesz miał co raz to więcej doświadczenia w sterowaniu malutką szalupą na wielkiej wodzie. A przed Tobą wielkie ocen pełen niebezpieczeństw czyhających tuż pod taflą wody.
Właśnie tak opisałabym macierzyństwo.
Dopóki nie masz dzieci trzymasz swoje życie w rydzach i sterujesz nim bardzo świadomie. Potem dowiadujesz się o ciąży, więc czytasz cale mnóstwo poradników, śledzisz blogi matek, zapisujesz się do szkoły rodzenia, wijesz gniazdko. Jesteś przygotowana najlepiej jak potrafisz, a potem pojawia się dziecko i masz wrażenie, że dotąd kontrolowane życie, wymyka Ci się totalnie spod kontroli. Przesiadasz się z Titanica na szalupę – i wbrew pozorom na tej drewnianej szalupie mimo wielu przeciwności, będziesz też podziwiała najpiękniejsze zachody słońca.
Kiedy rodzi się dziecko…
… jesteś totalnym amatorem., przecież tak naprawdę nic nie wiesz o dzieciach. Jesteś jak mechanik, który przeczytał instrukcję naprawy auta nie zaglądając ani razu pod maskę prawdziwego samochodu. I to była przy moim pierwszym dziecku moja największa obawa – miałam wiedzę teoretyczną, ale kompletny brak praktyki. Mieszkaliśmy z mężem wtedy sami w bloku w Niemczech i ja zwyczajnie bałam się tego, że moje dziecko zacznie płakać, a ja kompletnie nie będę wiedziała czego ono chce. No bo niby skąd? A co jak będzie całą noc płakało i wszyscy sąsiedzi będą wkurzeni? To niestety blog i słychać tu każdą większą kłótnię sąsiadów. Bałam się tego, że będę bezradna.
Czy było aż tak źle?
Z dzisiejszego punktu widzenia wiem, że te obawy były całkiem zbędne, bo jak się okazało, tym czego takie maleństwo najczęściej potrzebuje jest po prostu obecność i bliskość mamy. Wystarczy to, że jesteś obok i przytulisz. Resztę pytań i problemów kierowałam zazwyczaj do pediatry lub zwyczajnie kierowałam się intuicją, tak jak robiły to matki dawniej. Prawda jest taka, że nikt nie da Ci instrukcji Twojego dziecka przy narodzinach, bo nikt go nie zna. Ty jako matka i tak znasz Twoje dziecko najlepiej i przebywając z nim od narodzin przez każdy moment, to Ty poznajesz je jako pierwsza najlepiej.
Kiedy pojawia się dziecko…
Kiedy pojawia się dziecko, uczysz się życia na nowo.Uczysz się reagować na potrzeby Twojego dziecka. Uczysz się rozpoznawać jego płacz. Uczysz się zaspokajać jego potrzeby. Uczysz się także wiele o sobie samej. Uczysz się cierpliwości. Uczysz się wyrozumiałości. Uczysz się bycia mamą. Uczysz się bycia lepszym człowiekiem. Właśnie dla tego małego człowieka.
I to nie jest tak, że przy 2 dziecku wiesz już wszystko.
Z każdym dzieckiem uczysz się życia na nowo. Każde dziecko to inny czlowiek. Inne potrzeby. Inne wymagania. Inny wygląd, zachowanie, charakter, oczekiwania, stopień samodzielności, zaradności. Mając dzieci ciągle uczymy się postrzegania ich i samych siebie w nowym świetle. Kiedyś to Twoje dziecko też stanie się kapitanem Titanica, ale i jemu kiedyś prawdopodobnie też będzie dane przesiąść się na szalupę i przeżyć własne doświadczenia, własne wzloty i upadki, a jednocześnie najpiękniejsze zachody słońca, o których do tej pory nie miało pojęcia.