Nie mam czasu – brzmi znajomo? Zapewne tak, bo często posługujemy się tym zwrotem. Doba ma 24-h i każdy z nas ma tyle samo czasu do dyspozycji. Bardzo często jednak odnosimy wrażenie, że inni, którym coś się udaje, mają go zwyczajnie więcej. Dlaczego im się więc udaje? Ponieważ stwierdzenie “nie mam czasu” oznacza w praktyce bardzo często brak priorytetów. Jak zatem znajduję czas na prowadzenie bloga mając dwójkę dzieci, całe mnóstwo domowych obowiązków i pracę na etacie? Po pierwsze planuję, a efektem ubocznym tego, że planuję jest ustalanie istotnych dla mnie priorytetów.
Dom i dzieci – nie da się ukryć, że to cała masa obowiązków. Obiady. Gotowanie. Prasowanie. Pranie. Sprzątanie. Dodatkowe zajęcia. Terminy. Wywiadówki. Płatności. Zakupy. To codzienność każdej z nas. Teraz musisz sobie wyobrazić, że u mnie dochodzi jeszcze kilka dodatkowych rzeczy jak fotki na bloga, które trzeba zrobić i obrobić w programie graficznym, planowanie i pisanie tekstów, redagowanie tekstów, notowanie pomysłów i zarządzanie mediami społecznościowymi, za pośrednictwem których dowiadujecie się o nowych wpisach. Ogarnianie tego wszystkiego wcale nie ułatwia praca na etacie.
Kiedy więc to wszystko ogarniam?
No właśnie – nie ogarniam, tylko zapisuję i rozkładam na priorytety. Ale zacznijmy od początku. Lubię mieć wszystko, co urodzi się w mojej głowie odhaczone, a rodzi się wiele pomysłów, więc gdybym liczyła tylko na moją pamięć, no cóż… nie da się ukryć, że połowa poszłaby w zapomnienie. Jednak głównym problemem nie jest moja ulotna pamięć, ale właśnie to, że coś się urodzi w mojej głowie. Bo gdy baba sobie już coś wymyśli w tej swojej łepetynie, no to chce to mieć zrobione. Wiedzą coś o tym nasi mężczyźni – jeżeli postanowisz, że na gołej dotychczas ścianie mają zawisnąć obrazki, to dla świętego spokoju twój partner je tam w końcu zawiesi. Potrafimy być upierdliwe, co nie? Jeżeli postanowisz natomiast sama dla siebie, że wyprasujesz tego wieczoru stertę ubrań sięgającą sufitu – to jeżeli Ci się to nie uda, będziesz raczej sfrustrowana, bo nie osiągnęłaś wyznaczonego sobie celu i wiesz, że będziesz to musiała zrobić jutro, gdzie Twój dzień i tak jest wypełniony po brzegi. No właśnie i tak jest ze wszystkim – czujesz często wewnętrzną frustrację, bo tyle zaplanowałaś w swojej głowie, a nie dałaś rady tego zrobić. Często zwyczajnie dlatego, że chcemy zbyt dużo zrobić na już, a także, że robimy w tym samym czasie rzeczy ważne i te całkiem błahe. A czasu na to wszystko mamy zbyt mało. Jak to wygląda w moim życiu? Od dawna stosuję pewien podział:
- Podział obowiązków w rodzinie – oddelegowywanie zadań
- Podział obowiązków na dni tygodnia – czyli planowanie i ustalanie priorytetów
Podział obowiązków w rodzinie
Nie mieszkam w moim domu sama, więc dlaczego sama mam robić zakupy, sama gotować i sama sprzątać? Uważam, że reszta domowników także powinna się angażować w życie domowe – im więcej robią sami, tym bardziej samodzielni i zaradni będą. Dzieci też potrafią kroić, mieszać, opróżniać zmywarkę, wycierać kurze, odkurzać – siedząc przy kompie nie nauczą się funkcjonowania w życiu, co najwyżej w wirtualnym świecie. Oczywiście, że większość rzeczy spoczywa i tak na nas kobietach, ale taka pomoc innych domowników bywa naprawdę wielkim plusem. I oczywiście, że nie zawsze to funkcjonuje i nie zawsze wszyscy angażują się z uśmiechem na twarzy. Ale ucząc Twojej rodziny samodzielności podziękujesz kiedyś sama sobie.
Podział obowiązków na dni tygodnia
Żeby odciążyć i oszukać nieco moją głowę, że muszę coś zrobić na już – wszystko zapisuję. Jeżeli chodzi o planowanie wpisów to robię to w zwykłym kalendarzu książkowym raz na kwartał, zaś pomysły na tematy spisuję w notatniku, który zawsze leży na widocznym miejscu. Natomiast konkretne działania związane z tygodniowym publikowaniem postów na blogu, moimi obowiązkami w domu oraz przyjemnościami (tak, je też czasami planuję) zapisuję w tygodniowym plenerze. Dawniej sama kreśliłam na kartce A4 tabelkę z podziałem na dni tygodnia, dziś natomiast korzystam z gotowych plenerów tygodniowych Pani Swojego Czasu. Do wyboru macie wersję papierową z której korzystam: tutaj, ale obecnie istnieje także możliwość zakupu wersji PDF do samodzielnego wydruku: Plener tygodniowy
Dlaczego planer Pani Swojego Czasu?
Bo już jakiś czas obserwuję właścicielkę firmy Olę Budzyńską i mimo tego, że jest naprawdę szalona i zakręcona i może to nie każdemu przypaść do gustu, to ja ją uwielbiam. Za co? Za to, że twardo stąpa po ziemi i co najważniejsze – pokazuje prawdziwe życie! Za to, że ma czasami włosy w nieładzie, niewydepilowane brwi, albo dzień zombie – jak każda z nas. Po prostu nie upiększa, tylko pokazuje rzeczywistość. Ola jest po prostu babką z jajami. Szczera i prawdziwa. Wraz ze swoim zespołem dzieli się na blogu wiedzą na temat planowania – w szeroko pojętym tego zakresie. Prowadzi również sklep online, w którym znajdziecie całe mnóstwo gadżetów ułatwiających planowanie, poczynając od kolorowych markerów do kreślenia swoich planów, kończąc na kursach online w kwestii planowania, czy asertywności. Mnóstwu pięknych rzeczy można u nich kupić: m.in. tygodniowy planer, które serdecznie Wam polecam. Oczywiście, że możecie znaleźć w necie darmowe szablony do pobrania, ale te od Oli są naprawdę fajne i praktyczne, ich zaletą jest fakt, że możesz przenieś zaplanowane zadanie na boczny panel NOTATKI i uwzględnić je podczas planowania w kolejnym tygodniu.
Jak to wygląda w praktyce?
Siadam – najczęściej w niedzielę – i planuję mój tydzień odpowiadając sobie na pytania w następującej kolejności:
- Co muszę koniecznie zrobić?
- Co powinnam zrobić?
- Co chciałabym zrobić?
Co muszę koniecznie zrobić? Tu rozpisuję na konkretne dni najbardziej istotne terminy, jak wywiadówki, terminy u lekarza, terminy u fryzjera, płatności. itp. Jeżeli wiem, że w czwartek mamy termin u alergologa, to nie planuję nic innego na ten dzień, bo wiem jak wygląda to w praktyce – jedziemy bezpośrednio po pracy i wracamy o 18:30 + zadanie + kolacja i to już koniec dnia.
Co powinnam zrobić? Czyli rzeczy na których mi najbardziej zależy. Jeżeli wiem, że chcę opublikować w niedzielę wpis, to wiem, że w ten sam dzień nie dam rady zrobić fotek, obrobić ich, napisać tekstu i jeszcze go zredagować. Nie da się. Więc przykładowo rozpisuję zrobienie fotek na weekend wcześniej, przygotowanie tekstu na piątek i wtedy wiem, że mam jeszcze czas w sobotę na dopracowanie wszystkiego i obróbkę zdjęć. To przekłada się jednak także na inne obowiązki, przyjemności, czy też postanowienia – typu powinnam iść pobiegać. Mając to na liście, mam swoje priorytety zawsze przed oczami.
Co chciałabym zrobić. Czyli rzeczy, które mogę, ale nie muszę, np. rozejrzeć się za miejscówką na urlop, zrobić generalne porządki w szafie, zmienić dekoracje w domu, wywołać fotki. Coś na co może mi nie starczyć czasu i co ewentualnie mogę bez wyrzutów sumienia przesunąć na kolejny tydzień.
Rozplanowuję wszystko, co chcę zrobić w danym tygodniu na konkretne dni. Odpowiadając sobie na powyższe pytania ustalam jednocześnie priorytety i zapisuję je w odpowiedniej kolejności – planowanie to ustalanie priorytetów.
Co jest ważne?
Nie zapisuję tu rzeczy typu obiad. Staram się gotować na 2 dni, ale albo ja gotuję coraz lepiej albo moja rodzina je coraz więcej, bo coraz częściej starcza takiego 2-dniowego obiadu tylko na jeden dzień. Więc w tym wypadku bywam elastyczne lub stawiam w razie braku czasu na jakieś gotowe obiady. Fajna jest też ta opcja do planowania posiłków: tutaj.
Nie zapisuję tu czasu wolnego, jak spacer, czy zabawy z dziećmi, tego nie MUSZĘ ale MOGĘ. Plener ma Ci służyć jako mapa Twoich celów, a nie planowania życia co do minuty. Jedyne co zapisuję, to imprezy urodzinowe, bo wiem, że muszę zaplanować wcześniej zakup jakiegoś prezentu, czy wypad do kina, bo chcę zarezerwować bilety wcześniej.
Najważniejsze. Zostawiam zawsze 1 dzień wolny BEZ ŻADNYCH ZADAŃ. Tak dla psychicznego komfortu, że nic nie muszę, ale mogę. Poniedziałek i wtorek po weekendzie jestem wypoczęta, więc zazwyczaj staram się w te dni mieć w moim plenerze najbardziej istotne zadania, tak, by w środę mieć wolny wieczór. Czwartek i piątek nie zbyt dużo, bo bywam już zmęczona tygodniem. Zaległości nadkładam czasami w sobotę lub niedzielę.
Planowanie, a życie – jak to się ma do siebie?
No właśnie – wszystkiego nie da się zaplanować. Jelitówka raczej się nie zapowiada, podobnie jak grypa, czy inne zimowe dolegliwości. I co wtedy? Wtedy wykreślam zaplanowane rzeczy i realizuję je w następnym tygodniu, zapisując je chwilowo w notatkach. Bywa i tak, że zadania mniej priorytetowe są przesuwane co tydzień i tak mija miesiąc za miesiącem… tak jak w przypadku naszych domowych fotek, które wywołuję już od ponad roku czasu, aż nagle przychodzi korona-wirus i w końcu chyba uda mi się zrealizować i to 😉
Czasami trzeba sobie też odpuścić.
Życie czasami naprawdę się komplikuje. Mamy tygodnie pełne luzu, a potem przychodzą tygodnie, że nie wiesz za co się złapać. Mimo planowania i priorytetów tracisz kontrolę. W takich przypadkach warto sobie odpuścić – przesuwam swoje priorytety na inne tygodnie i czuję ten komfort, że w tym tygodniu nie muszę tego zrobić. Jak nie ugotuję obiadu i zjemy bułki – świat się nie zwali. Jak nie umyję podłogi, rodzina się nie wyprowadzi, bo to ich dom – brudny, ale ich własny. Jak na moim blogu nie pojawi się wpis – to się nie pojawi, wpadniesz tu za tydzień. Nic na siłę. Jak każda z nas też mam swoje kiepskie dni i też czasami mam kompletnie wszystkiego dosyć. Kiedy nie mam ochoty olewam to całe planowanie. Zalegam kilka wieczorów na kanapie, bawię się z dzieciakami, piję kawę gapiąc się w okno – taki psychiczny reset i świadomość, że nic nie muszę, a kiedy odpocznę znów mam ochotę działać i planować. To jeden z moich dobrych nawyków, który sobie wypracowałam.
To tylko mój sposób na ogarnianie mojej rzeczywistości.
Dzięki spisywaniu rzeczy na kartkę pozbywam się chaosu w mojej głowie, wiem co czeka mnie w najbliższym tygodniu i nie zapominam o ważnych terminach. U mnie najbardziej sprawdza się plener tygodniowy. Dzięki temu, że spisuję wszystko na papierze mam moje cele, a więc i moje priorytety na wizji. Temat planowania jest bardzo szeroki, a prawda jest taka, że każdy musi wypracować sobie swoje własne sposoby. Jeżeli chcecie się zagłębić w ten temat, polecam Wam serdecznie dwa profile:
Pani Swojego Czasu – Ola Budzyńska
Jeżeli chodzi o listę na zakupy, to także korzystam z gotowych szablonów Pani Swojego Czasu: tutaj. Lista leży w szufladzie, więc gdy coś się skończy zapisuję to od razu.
Worqshop – kreatywny blog lifestylowy Kasi Mistacoglu
Kasia pokazuje jak małymi kroczkami można zdziałać naprawdę wiele, mając przy tym małe dziecko.
Co chciałabym Wam powiedzieć na sam koniec?
Że jeżeli lubi się to, co się robi, to poświęca się temu czas, a to w moim wypadku oznacza też często, że zamiast oglądać wieczorem serial i leżeć na kanapie klepię tekst lub spisuję moje pomysły albo że zamiast poleniuchować rano w sobotę wstaję skoro świt, nim zbudzi się moja rodzina, by móc popracować w ciszy nad kolejnym wpisem. Co nie znaczy, że wcale nie odpoczywam, wręcz przeciwnie, mój balans polega na tym, że żyję i pracuję w dwóch trybach – ale o tym napiszę Wam w kolejnym poście.
Chciałabym Wam powiedzieć tylko, żebyście częściej robiły to, co sprawia Wam przyjemność, a dzięki planowaniu Waszej rodzinnej codzienności możecie zyskać większą świadomość na co marnujecie czas, jakie są Wasze priorytety i na co chciałybyście znaleźć więcej czasu.
Trzymajcie się zdrowo!