Święta. Kupiłam w sklepie uszka. Naprawdę. Miałam je w ręce. Na pewno miałam je jeszcze przy kasie. Zapewne za nie i zapłaciłam. Wróciłam do domu, a po uszkach ani śladu. Wcięło. Kapustę z grzybami też będę robić. Tylko, że o suszonych grzybach zapomniałam. Na szczęście jest mama, która na pewno ma jakieś w zanadrzu. Udało mi się wczoraj upiec pierniki. Lepiej późno niż wcale.

W samą porę przed świętami zepsuła się zmywarka. Idealnie. Pierwsze bombki turlają się już po podłodze. Świętemu Józefowi ze stajenki urwała się głowa, a pastuszkowi zgubiła się dłoń. Dobrze, że Jezus nadal leży w żłobku. Lamety mamy więcej w łóżku niż na choince. Okna przyozdobione śnieżynkami, a także tłustymi śladami po dziecięcych rączkach.

Na  świeżo umytej podłodze  błyszczą krople po malinowym syropie. Na kanapie okruch po zjedzonej bułeczce. W kuchni kakao, które już dawno zdążyło wystygnąć. Mój syn zajada świąteczną czekoladkę, na co jego siostra: “Nie jedz tyle słodyczy. Będziesz widział jak ci się dupa zaklei!”

Święta? Tak. Właśnie tak będą wyglądały moje święta. Ale czy to nie cudownie?
Niech i Wasze święta będą właśnie takie. Pełne typowo rodzinnego życia. Nieperfekcyjne. Na luzie. Bez spiny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.