Kto jest rodzicem ten wie, że prędzej, czy później ze strony dzieci padnie pytanie o zwierzątko domowe. Zapewne dlatego, że większość dzieci ma wielkie serducho i mało pojęcia o obowiązkach związanych z posiadaniem zwierzaka. To proste – dzieci nie postrzegają zwierząt domowych przez pryzmat obowiązków, one chcą je karmić, bawić się z nimi i przytulać. Obowiązki jak się domyślacie spoczywają zazwyczaj na nas rodzicach. A mimo tego, że mamy tę świadomość decydujemy się na zwierzątko domowe, bo wiemy, że dzieci uczą się w ten sposób empatii i poczucia obowiązku. Jakie zwierzątko wybrać zatem dla dziecka?

 

KOT

Pierwszym pomysłem na zwierzątko domowe był w naszym przypadku pies, ale ze względu na brak kompletnego ogrodzenia stwierdziliśmy, że nie będzie to optymalna opcja. Więc przygarnęliśmy kota – dosłownie przygarnęliśmy, bo zgłosiła się koleżanka ze znalezionym kotem, dla którego szukała domu. Powiem Wam, że człowiek szybko przywyka do zwierząt, a dzieci jeszcze szybciej. I tak kot o imieniu Skarpetka stał się naszym domownikiem. Z kotem tak naprawdę jest niewiele roboty. Wiadomo – trzeba kupić karmę, kuwetę, żwirek, ewentualnie jakieś domki jeżeli trzymamy kota w domu. Nasz kot z początku gdy był mały, był rzeczywiście trzymany w domu – o tym, że wspinał się po firankach i drapał kanapę chyba nie muszę mówić – ale gdy dwa razy z rzędu w jednym tygodniu przegryzł kabel internetowy, to wystarczyło by dojść do wniosku – Ty od dziś tu już nie mieszkasz. Ale dla kota to oczywiście żadna kara tylko wolność – móc spacerować gdzie chce i kiedy chce. I tak nasz kot domowy stał się naszym kotem podwórkowym. Niby zwykły kot, a jednak gdy nie plątał się pod nogami na podwórko strasznie go brakowało. Taka zwierzęca dusza towarzyska.

 

Kot łatwiejszy w utrzymaniu od psa, ale…

Dzieci przywiązują się bardzo szybko. I bardzo mocno. Z kotem leżało się na hamaku. Z kotem bawiło się w ogródku. Kota wieczorem zamykało w szopce, a rano się go karmiło, po powrocie z przedszkola witało się najpierw kota…  Przyszło lato i pojechaliśmy na urlop i wyobraźcie sobie, że cały urlop mój syn wspominał tylko swojego kota – że chciałby już wracać i móc go przytulić… on naprawdę tęsknił… Tym bardziej zabolał fakt, gdy na miejscu w domu okazało się, że Skarpetki nie ma i już nigdy nie będzie. Potrącił ją samochód. To jest jedyny minus kota w porównaniu do psa, te częściej lądują pod kołami samochodów ze względu na swój wędrowny tryb życia. W późniejszym okresie zdecydowaliśmy się na kota ponownie, ale finał był niestety taki sam, a rozczarowanie dziecka i ból po stracie zwierzaka ogromny.

 

Kolejnym zwierzątkiem był CHOMIK MINIATURKA

Miniaturowe chomiki nie żyją długo, bo zaledwie trzy lata, nie wymagają też jakiegoś specyficznego wyposażenia. Są małe, więc i klatka jest mała. Mało też jedzą – wystarczy karma, poidełko i … kołowrotek, który jest klątwa chomika, a także osób, które żyją z nim pod jednym dachem. Dlaczego? Chomik jest aktywny w nocy i właśnie najczęściej w nocy zasuwa na swoim kołowrotku jak szalony, a to jest…. irytujące, kiedy chcesz spać. Oczywiście, można temu zapobiec wyciągając kółko z klatki, ale on musi się gdzieś wybiegać, taka jego natura.  Trzymanie chomika w małym mieszkaniu może więc być bardzo uciążliwe. Ale poza tym nie wymaga większego nakładu ze strony rodziców, a że jest malutki to brudzi w klatce adekwatnie do swoich rozmiarów.

 

Trzy lata szybko minęły i znowu gdybaliśmy nad zwierzakiem.

Wielkimi krokami nadciągały urodziny syna, a on koniecznie chciał mieć zwierzątko, stwierdziliśmy więc, że w prezencie dostanie królika miniaturkę. Radość z tego prezentu była ogromna – zapakowaliśmy plastikowego mini króliczka- zabawkę, a syn miał chwilę czasu, by pogłówkować, co ten prezent w ogóle oznacza. Udało się zgadnąć – i tak wybraliśmy się w Dniu Urodzin do sklepu zoologicznego. Jednak gdy tam dotarliśmy jego serce od razu skradło inne zwierzątko – SZYNSZYLA. Puchowa, milusia, wielka mysz. Próbowałam go przekonać do królika, bo to taka miniaturka do przytulania i głaskania, moje dziecko jednak nie chciało o króliku słyszeć i w końcu odpuściłam, bo to jego prezent i jego wybór. Miałam tylko pewne obawy, bo sami mieliśmy kiedyś szynszylę w domu i wiedziałam, że w przypadku tego zwierzątka nie można mieć zahamowań jeżeli chodzi o obchodzenie się z nim. Ale z dzisiejszego punktu widzenia powiem Wam, że:

Szynszyla to jedno z naprawdę najmniej problemowych zwierzątek!

Dlaczego? Bo moja mama ma króliki miniaturki i one naprawdę śmierdzą. Jedzą siano, które też rozkopują, piją dużo wody i przy okazji wychlapują ją na siano, no i bez owijania w bawełnę – szczają, naprawdę dużo szczają. Wiec trzeba im często czyścic klatkę i wymieniać ściółkę. Jakie plusy w porównaniu z nimi ma szynszyla? Szynszyla prawie wcale nie szcza. Serio. Do picia potrzebuje tylko poidełka, jakiegoś wapna na ścieranie zębów, no i suchą karmę. Oczywiście od czasu do czasu odrobina świeżego jabłka, owoce dzikiej róży, czy jakaś gałązka z drzewa. Dzieci uwielbiają go obserwować, szczególnie gdy podjada sobie jakieś smakołyki i starannie trzyma je w łapkach:

Jedyne co trzeba wsiąść pod uwagę to fakt, że szynszyl potrzebuje nieco większej klatki, żeby mógł swobodnie skakać, ale ta jest i tak mniejsza niż klatka królików.

Szynszyla jest bardzo mięciutka.

Jest naprawdę puchowa, a o takie futerko należy odpowiednio dbać  – szynszyla musi się kąpać, ale nie w wodzie! Jej wystarczy nasypać odrobinę drobnoziarnistego piasku (który kupimy w sklepie zoologicznym) do małego pojemniczka i to wszystko. Bez roboty, bez chlapania, bez wycierania. Nie ma wody, nie ma za przeproszeniem gnoju, więc nie śmierdzi i jak na zwierzątko pije też mało wody, więc prawie nie szcza, a co za tym idzie czyszczenie klatki nie jest konieczne co tydzień. Czyścimy mu bardzo rzadko – raz na miesiąc lub półtora.

 

ALE – trzeba umieć go łapać.

Choć – czym byłam zaskoczona – moje dziecko wbrew moim obawom nie miało żadnych zahamowań. Bo szynszyli nie łapie się tak standardowo za brzuch, ale ze względu na jej delikatne futerko albo za uszy, albo za ogon ot tak:

Wszystko po to, bo szynszyla jest bardzo delikatna i szybko można jej te mięciutkie futerko przy łapaniu niechcący wyrwać. Oczywiście, że można ją głaskać, ale na pewno nie tak długo i swobodnie jak królika miniaturkę, bo kiedy szynszylę puścisz wolno… to trochę trudno ją złapać, jest to niezwykle zwinne zwierzątko i mimo, że “puchowe”, potrafi się wcisnąć w niejeden zakamarek. My wypuszczamy ją bardzo rzadko, aczkolwiek do czasu do czasu dajemy jej pobiegać, ale najmilsze kiedy głaszcze się ją na rękach, są jej długie łaskoczące wąsy.

 

 

Jak dla mnie to jedno z najmniej problemowych zwierzątek. Proste w utrzymaniu, nie śmierdzi, nie wymaga zbyt dużej ingerencji ze strony rodzica, nie trzeba go wyprowadzać na spacery, ale nie jest to zwierzątko dla całkiem małych dzieci, które nie potrafią się obchodzić z takim żywym pluszakiem i lubią niezapowiedzianie otwierać klatki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *