My kobiety mamy tendencję do odhaczania niekończącej się listy domowych obowiązków. A doba – no cóż – z gumy nie jest i ma tylko 24h. Czy dlatego coraz więcej kobiet odczuwa presję okiełznania multitaskingu? Multitasking to inaczej wielozadaniowość, czyli wykonywanie wielu zadań jednocześnie. My matki próbujemy pracować niczym nowoczesne komputery. A przecież jesteśmy kobietami.
Pewnego dnia latem…
Pokonuję multum schodów próbując wspiąć się na nasze poddasze. Na ramieniu torba z zakupami. Na ręce słodkie, kilkumiesięczne dzieciątko. Z przodu starsze, siedmioletnie diablątko. Naciskam klamkę i cóż widzę? Robota! I nie mam tu na myśli żadnego zmechanizowanego robota sprzątającego, ale MOJA ROBOTA!
Obiad sam się nie ugotuje. Za niedługo kurczak na rosół, czekający od dwóch dni w lodówce, chyba wypełźnie z niej z poślizgiem. Śmieci zalegające od trzech dni, powoli zaczęły wydzielać aromatyczną woń, która niczym zwiewna mgiełka unosi się w całym mieszkaniu. Czyste skarpetki? Taaa… żeby się wyprało, trzeba jeszcze nacisnąć ten magiczny guziczek na pralce. Prasowanie też już czyha na mnie od kilku dni! No i jeszcze.… KONIEC – stwierdzam. Zanim zacznę dorzucać sobie jeszcze cokolwiek do listy, najpierw ogarnę TO!
KUCHNIA
Pędzę do kuchni, żeby nie tracić czasu. Zanim to wszystko ogarnę, nastawię na zupę, niech sobie już bulgocze na piecyku. Ale widząc śmieci wypływające z kosza postanawiam go opróżnić. Pędząc wynoszę śmieci na balkon!
BALKON
Moje ukochane i pięknie rumieniące się pelargonie krzykliwie zerkają w moją stronę, prosząc się chociaż o kropelkę wody! Zajmie mi to tylko momencik. Zrobię szybciutko. Pędzę więc z konewką do łazienki po wodę.
ŁAZIENKA
A tu sterta ubrań czekających w kolejce do pralki. Tylko włączę pralkę i zanim ogarnę to wszystko pranie będzie już wyprane. Pędzę do pokoju dziecięcego po walające się ciuchy. O licho! Koszula wisząca na wieszaku zerka pytająco „kiedy mnie wyprasujesz?” Jutro zakończenie roku, czyli „na galowo” obowiązkowo. Pędzę do sypialni po deskę do prasowania, postawię ją tylko na widocznym miejscu, żeby nie zapomnieć.
SYPIALNIA
Niech to szlag! Na komodzie leży wniosek do szkółki piłkarskiej! Jutro ostateczny termin składania! Pędzę po długopis do korytarza!
KORYTARZ
W drodze po długopis zbieram porozrzucane maskotki z podłogi, szybciutko wrzucę je do kosza z zabawkami w kuchni.
KUCHNIA
Aaaaaa…..zupa…..
Jestem w punkcie wyjściowym. Też tak czasami macie? Ogarniam kilka rzeczy na raz i żadnej do końca. No niby multitasking, ale jaki nieefektywny! I często dopiero kiedy jestem w punkcie wyjściowym, zastanawiam się gdzie i po co tak pędzę.
Kto pamięta Strusia Pędziwiatra?
To rzeczywistość jak z kreskówki Wiluś E. Kojot i Struś Pędziwiatr. Pamiętacie? My matki niczym struś pędziwiatr poruszamy się po mieszkaniu w expresowym tempie, a efekt realizacji zadań kończy się podobnie jak próby kojota w złapaniu strusia.
Zrób najpierw jedno, a potem drugie, czy zdążysz dziś ze wszystkim? A kto ci każe? Zwolnij tempo i gdy następnym razem wpadniesz w szał Strusia Pędziwiatra, przypomnij sobie ten dźwięk:
Ooo tak. Jak ja to doskonale znam, człowiek chciałby wszystko naraz ogarnąć, ale przecież ciągle jest tylko człowiekiem… Ale presja otoczenia sprawia, że człowiek nie może pozwolić sobie na potknięcie, dlatego zawsze musi być czysto, pięknie i pachnąco. Bo a nuż wizyta niespodziewanego gościa sprawi, że cały świat się dowie jakie to nieogarnięte z nas matki. Więc taki człowiek będzie nadal próbował ogarnąć milion rzeczy naraz zapominając całkowicie o sobie i swoich potrzebach/hobby/odpoczynku/… bo przecież trzeba jeszcze zrobić to, tamto i siamto. Szkoda, że pstrykanie palcem nie działa. Ot taki los człowieka 🙂 pozdrawiam
Dlatego czasami warto na moment się zatrzymać i zadać sobie to pytanie, czy JA to wszystko naprawdę muszę??? Można albo oddelegować mężowi, teściowej albo zwyczajnie z czymś się spóźnić i tylko o tym spóźnieniu poinformować i przeprosić, albo np. nie gotować obiadu 😉 tę opcję lubię ostatnio coraz bardziej 😉