Czy gdybyś miała możliwość cofnięcia się w czasie, usunęłabyś wszystkie trudne doświadczenia ze swojego życiorysu? Zapewne nie, bo zarówno te pozytywne, jak i negatywne doświadczenia miały ogromny wpływ ma to, kim dziś jesteś i jak postrzegasz świat. Twoi rodzice sporo do Ciebie mówili, ale czy Ty zawsze ich słuchałaś? No właśnie, czyż nie było tak, że najbardziej przemawiały do Ciebie Twoje własne doświadczenia? Nam rodzicom bardzo trudno w to uwierzyć, że nasze dziecko sobie bez nas poradzi, bo przecież nie ma jeszcze tyle życiowego doświadczenia, ale ono musi je zdobyć i wbrew naszym obawom, ono da sobie radę.
Wakacje to długi czas, gdzie wielu rodzicom naprawdę trudno łączyć pracę z opieką nad dzieckiem, czy kilkoma dziećmi. To był też powód, dlaczego w tamtym roku zapisałam moje dziecko na półkolonie. Wiecie ile było marudzenia? Oczywiście postarałam się, by na te same półkolonie zapisał się jego kolega, ale to nie uchroniło mnie przed serią pytań: dlaczego muszą tam jechać? Co oni tam będą cały dzień robić? A co jak będą się tam nudzić? A co jak nie będzie się im podobać? Szukanie dziury w całym. Mimo tego, że spora część zaplanowanych zajęć ze względu na obostrzenia się nie odbyła, to ostatniego dnia gdy ich odbierałam usłyszałam “ale było, super! szkoda tylko, że tak krótko”.
W tym roku postanowiłam pójść krok dalej.
Wysłać syna na kolonie – skok na głęboką wodę, ale wiedziałam na co się piszę. Z jednej strony chciałam żeby pojechał, by trochę go “utemperować”, by przekonał się sam, jak to jest bez rodziców i doszedł do wniosku, że może na co dzień zbytnio tego nie docenia, z drugiej strony chciałam, by milo spędził czas i tworzył swoje własne wspomnienia. Razem z siostrą kiedyś też byłyśmy na koloniach i do dziś wspominamy, jak po nocnych eskapadach i setkach prób uciszenia naszej grupy, opiekun za karę obudził nas wczesnym rankiem i dał taki wycisk z biegania po górach, włącznie ze skakaniem przez ploty i przysiadami, że kolejnej nocy leżeliśmy cicho jak trusie. Takie chwile wspomina się potem całe życie. Zostają w naszej pamięci na zawsze.
Wiedziałam, że nie będzie łatwo.
Moje dziecko już krótko przed wyjazdem zaczęło zadawać znowuż te niezręczne pytania: kto podsunął mi w ogóle ten pomysł (pozdrawiam Alicję)? Dlaczego ja mu to robię? Tyle nocy bez rodziców, czy nie może jednak zostać? Dlaczego musi jechać… no cóż, nie ma innej opcji i tego się trzymałam. Z wrażenia przed nieznanym bolał go brzuch, a żegnał się z nami ze szklistymi oczami i sporą niepewnością, ale… wsiadł do autobusu i odjechał. Przed oczami miałam już wizję, jak dzwoni zalany łzami, by go odebrać i zabrać do domu. Bynajmniej psychicznie się na to nastawiałam. Nie muszę Wam mówić, że kiedy odjechał autobus, większość rodziców na parkingu podskoczyła z radości, nareszcie odrobina ulgi i przerwa od “mamusiu”.
Nigdy nie wiesz czego się spodziewać…
Jako maka znam moje dziecko i wiedziałam, że pożegnanie nie będzie łatwe, tym bardziej ucieszył mnie fakt, gdy zadzwonił pierwszego dnia z zadowoleniem i informacją, że jest super. Dzieci, które wyjeżdżały ze szklistymi oczami były teraz uśmiechnięte, te zaś, które wyjeżdżały z uśmiechem, przeżywały kryzys i chciały wracać do domu. Nigdy nie wiesz czego się spodziewać. Na pewno serce matki jest spokojniejsze, kiedy dziecko jest zadowolone, ale to, że dzieci tęsknią i jest im smutno JEST NORMALNE. One się dopiero uczą życia i to też jest doświadczenie, jak każde inne.
Moja radość nie trwała długo.
Nastąpił diametralny zwrot sytuacji i 3-ciego dnia i moje dziecko dopadł kryzys. Właściwie wiem dlaczego – musiał się zmierzyć z sytuacją, która jest dla niego mało przyjemna – z nauką pływania. To jest normalne, że dziecko w takich sytuacjach tęskni bardziej, bo nie ma rodzica, który jest dla niego podporą i wsparciem. Dla matki to też nie jest łatwe doświadczenie, gdy szlochające dziecko pełne zwątpienia uskarża się na swój los, a ona może go tylko pocieszyć słowami. Dla dziecka to nowa sytuacja w której musi się odnaleźć i choć trudno w to uwierzyć – ono sobie poradzi.
Wiesz dlaczego?
Bo wbrew pozorom ma w sobie mnóstwo siły i mimo tego, że nie radzi sobie jeszcze tak dobrze z emocjami jak ty, też się tego musi nauczyć. My matki chcemy być dla dziecka wsparciem i zawsze przy nim trwać, szczególnie w tych krytycznych sytuacjach. Wysyłając dziecko na kolonie puszczamy tę niewidoczną smycz, by dziecko zdobyło swoje własne doświadczenia i zrobiło wielki krok ku samodzielności. Tak, to był pierwszy taki wyjazd, kiedy moje dziecko tak długo nas nie widziało. I dało rady. Jak wszystkie dzieci na pierwszych koloniach.
Nie ma się co rozczulać.
Czasami zbyt bardzo chcemy nasze dzieci niańczyć, chcemy mieć nad wszystkim kontrolę, a to nie jest dla nich dobre. Dla niektórych może zbyt rygorystyczne, ale ja uważam, że jedną z najlepszych opcji tych kolonii był fakt, że dzieci miały komórki do dyspozycji tylko przez 1 godzinę, bo im więcej miałyby styczności z telefonem, tym częściej dzwoniłyby do domu i tym bardziej by tęskniły, a tak miały chwilę na rozmowę i tęsknotę, a potem czas na zabawę i atrakcje. Cały przebieg kolonii fotograficznie raportowali nam opiekunowie grupy i mimo, że moje dziecko na każde moje pytanie: “czy jednak jest fajnie?” odpowiadało stanowczo, że NIE BARDZO, to na zdjęciach i filmikach widziałam, że świetnie się bawi.
A matka?
Już drugiego dnia po wyjeździe byłam prawie ze wszystkim wyrobiona. Zdążyłam nawet usiąść an balkonie z zimnym piwem, co w ostatnich tygodniach zdarzało się tak często, jak wcale – raczej padałam z wycieńczenia na pysk. Miałam nawet czas na spokojne wypicie kawy na plaży. Niby tylko jedno dziecko, a robi ogromną różnicę w czasie. I niech ktoś, kto nie ma dzieci lub ma jedno dziecko, nie mówi mi, że nie ma czasu.
Moje dziecko przywiozło mnóstwo wspomnień i pamiątki dla nas…
…a także bułkę – tę którą zapakowałam mu na podróż 😉
Nam się wydaje!
Nam się wydaje, że dziecko bez naszego wsparcia sobie nie poradzi, nie da rady, ale nam się tak tylko wydaje. Ono sobie poradzi. Zahartuje się. Nabierze odwagi. Zdobędzie cenne doświadczenia. Doceni to co ma. Stworzy swoje własne wspomnienia. I tak, ja też strasznie tęskniłam, ale wiem, że było warto puścić niewidzialną smycz…
Naprawdę polecam kolonie Szkoły Pływania Barabasz, które mają miejsce co roku w Głuchołazach w Ośrodku Banderoza. Mnóstwo atrakcji i bardzo ciekawy program: tutaj