Czy jako matka uważasz, że łatwo jest znaleźć balans w życiu rodzinnym? Balans pomiędzy pracą i szkolnym życiem dzieci. Balans pomiędzy własnym zdrowiem, a czasem dla dzieci na wspólne zabawy i trudne rozmowy. Balans pomiędzy wystarczającą ilością ruchu, a robieniem zakupów i sprzątaniem. Balans pomiędzy czasem dla samej siebie, a przygotowywaniem posiłków. Balans pomiędzy dbaniem o własne zdrowie, a nieplanowanymi chorobami i dodatkowymi zajęciami dzieci. Aaa… jest jeszcze pranie, prasowanie, mąż i… tysiąc innych spraw. Odpowiedź jest chyba oczywista.

 

Nie mamy zbyt wiele czasu dla siebie samych. Każda z nas stara się choć odrobinę takiego czasu dla samej siebie wygospodarować, ale to nie jest łatwe. Natomiast dzięki mediom i wielu poradnikom opartych na doświadczeniach z przeszłości doskonale wiemy jak to nasze życie rodzicielskie ma wyglądać. Jak mamy się zachowywać względem dzieci, jak do nich mówić, żeby słuchały i jak nie mówić, by złych zachowań nie naśladowały. Na dzieci nie wolno krzyczeć, powinno się uważać, co się przy nich mówi, trzeba być też wyrozumiałam – w końcu to dzieci i wszystkiego muszą się nauczyć. To oczywiste i wszyscy o tym doskonale wiemy.

 

A jak wygląda ta teoria w prawdziwym życiu?

W prawdziwym życiu wygląda to tak, że większość z nas matek porusza się na krawędzi swojej psychicznej wytrzymałości. Codziennie. Bo żyjesz z dziećmi 7 dni w tygodniu i zazwyczaj po jakimś czasie i braku odpoczynku masz zwyczajnie dość. Kiedy codziennie zmagasz się z problemami dziecka, które dla Ciebie są pozornie błahe, ale u dziecka powodują ekstremalny płacz i życiowy lament, zaczynasz tracić cierpliwość. Czy Wy serio wierzycie, że każda matka zawsze zwraca się do dzieci spokojnym i opanowanym tonem? Owszem tak też bywa, ale tylko wtedy, gdy matka jest wypoczęta, a nie okłamujmy się, zazwyczaj nie jest. Każdy z nas ma swoją granicę i każdy traci cierpliwość, bo dzieci potrafią też być – nazwijmy to po imieniu: wredne.

 

Dzieci są bardzo różne!

Jeżeli oceniasz drugą matkę wyłącznie tylko przez pryzmat Twojego pierwszego dziecka, to wiedz, że jesteś w błędzie. Każde dziecko jest inne i rzeczy, które sprawdzają się u Twoich dzieci, mogą w ogóle nie sprawdzić się u kogoś innego. Mogę powiedzieć z doświadczenia, że kiedy masz jedno dziecko, masz wystarczająco dużo czasu na większość rzeczy. Osobiście uważam też, że dopóki dziecko jest w przedszkolu, nie ma to jeszcze tak ogromnego wpływu na Twój prywatny i rodzinny czas, niestety szkoła to już nieco inna liga. I nie – nie odrabiam zadania za moje dziecko i moje dziecko świetnie sobie radzi, a mimo tego trzeba mu poświęcić czas – coś wytłumaczyć, w czymś pomóc i coś nadrobić, gdy jest chore i pochłania to sporą część czasu dnia. Więc łączenie pracy, szkoły i domu po części bardzo blokuje czas wolny na regenerację sił.

 

Wiecie jak wygląda poranek większości matek?

Ja Wam powiem jak wygląda mój. Zazwyczaj budzę się niewsypana i niezregenerowana. Na szczęście jakiś mistrz wymyślił korektor-rozświetlacz i worki pod oczami znikają w expresowym tempie 😉 Czasami wstaję w świetnym humorze, pełna energii do działania. Niestety większość z Was pewnie może to potwierdzić, że taki dobry humor zazwyczaj trwa do momentu, w którym budzą się dzieci. Potem zaczyna się poranne marudzenie. Oczywiście jest ono wynikiem zbyt późnego kładzenia się do łóżka i uwierzcie mi – to nie jest wina matki. Dobry dzień bardzo szybko się kończy. Mimo, że wstajesz wystarczająco wcześnie  i tak się spóźnicie. Od ponaglania Twoich dzieci boli Cię już gęba, a ich poranne ruchy przypominają wyścigi ślimaków po zażyciu środków uspokajających….

 

Wszyscy chcemy wierzyć, że macierzyństwo jest fajne…

Bo jest, ale ma też niefajne strony. Te bardziej mroczne, o których rzadko kiedy mówimy, bo zaraz drugiej matce zostanie przyklejona łatka “źle zajmuje się dziećmi” i padnie tysiąc powodów, co powinna zrobić inaczej. Nic. Kiedy matka jest zmęczona i od rana do wieczora jest konfrontowana z nadmiarem obowiązków, jak również negatywnymi wybrykami swoich dzieci, czy to kłótniami, wyrastającym ząbkiem, gorączką lub notorycznym  marudzeniem i co 10-minutowym płaczem, awanturą o zwykłe nic – to ona też zaczyna być zmęczona. I wiecie co, kiedyś przyszło mi być ukrytym świadkiem trochę dziwnej sytuacji – dziwnej, ale jednocześnie dla mnie zupełnie zrozumiałej.

 

Byłam na zakupach w supermarkecie.

Z wózkiem zakupowym mijałam jedną mamę z małym 1,5-rocznym dzieckiem i cieszyłam się, że ja robię te zakupy bez moich dzieci. Sami rozumiecie dlaczego, prawda? Naprawdę było mi jej żal, bo wiem, że nie zawsze mamy z kim zostawić dzieci, ale zakupy i marudzące dziecko, które w danym wieku nie jest w stanie pewnym rzeczy zrozumieć, jest mega meczące. I ta matka robiła te zakupu brnąc alejka za alejką, z dzieckiem na rękach, zerkając na listę, szukając towaru w ogromie wyboru, w międzyczasie uspokajając malucha. Zdawała sobie sprawę, że wszyscy jej się trochę nieświadomie przyglądają, bo marudzące dziecko zawsze przykuwa uwagę. Mówiła do dziecka spokojnie i z opanowaniem, próbując je uciszyć. Potem skręciła w kolejną alejkę. Po drugiej stronie regału stałam ja wybierając jakieś kuchenne graty. Oczywiście, że nie mogla mnie dostrzec, bo regał był po brzegi skrzętnie wypełniony towarem. Dziecko ponownie zaczęło popłakiwać. Na co ona zdenerwowanym  i agresywnym tonem:

“Weź się już zamknij!!!
Zaraz pójdziemy do domu!!!”

 

Czy postąpiła słusznie?

Nie wiem. Wiem za to jedno, była już na granicy swojej wytrzymałości – zakupy, koszyk i do tego marudzące dziecko noszone na rękach. Czy była zmęczona? Na pewno. Czy zachowała się poprawnie? Nie mi to oceniać, po prostu dała upust swoim emocjom i ja jako matka doskonale ją rozumiem. Mamy być opanowane i spokojne, ale prawda jest taka, że w środku miotają nami rożne skrajne emocje, często dzieci wystawiają nas na liczne próby wytrzymałości i doprowadzają na skraj rozpaczy. Na chwilę obecną mam w domu bardzo podobnie – moje dzieci toczą między sobą kłótnie na poziomie hard-core-extreme i wiem, że jest im to potrzebne, by nauczyć się granic i poszanowania drugiego człowieka, wiem także, że to tylko faza, która kiedyś minie, ale dla nas rodziców słuchanie tego od rana do wieczora, CODZIENNIE jest to po prostu mega męczące i przytłaczające.

 

Macierzyństwo to pełna gama emocji.

Nie tylko tych pięknych, ale także tych mniej kolorowych. Tak chciałam to tylko tu napisać, bo myślę, że to taki temat tabu, a niejednej mamie taki post może się akurat teraz przydać. A jeśli w Waszym domu panuje harmonia, to wiedzcie, że to też tylko faza, która zawsze może się skończyć. To, że czasami tracisz cierpliwość  i wrzaśniesz na dziecko nie oznacza, że jesteś złą mamą.

 

Oznacza tylko, że bardzo potrzebny Ci odpoczynek, by znowu złapać balans w natłoku rodzinnego życia.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *