Niby świat brnie do przodu, a ludzie coraz bardziej inteligentni. Niby. Bo wciąż mam nieodparte wrażenie, że spory odłam ludzkości nie rozumie, że zajmowanie się cudzym życiem, nie zmieni ich własnego.
Wiele mówi się dziś o asertywności. Asertywność to nic innego jak umiejętność wyrażania swoich myśli, uczuć i poglądów z zachowaniem własnych granic. No i z tymi granicami mamy właśnie problem. Bo stawianie granic nie polega na próbie zmiany czyjegoś zachowania, tylko na zmianie swojego własnego. Na zmianie swoje własnego zachowania względem tego, jak zachowują się inni i co nam w ich zachowaniu nie odpowiada. Wciąż zapominamy, że każdy ma wpływ tylko na swoje własne życie… jakoś nie do końca chce się to przebić do przestarzałej podświadomości wielu Polaków…
Zewsząd, gdzie się nie obrócę spotykam się z pouczaniem i ocenianiem.
Wszyscy wiedzą wszystko lepiej. Każdy się na wszystkim zna, szczególnie na tym, jak ma wyglądać czyjeś życie. Ciągle próbujemy ludzi wsadzać w jakieś utarte schematy, a przecież nie od dziś wiadomo, że życie właśnie na tym polega – na wolności wyboru i to, co nam wydaje się słuszne, tylko nam się wydaje. Bo nie wiemy, co siedzi w drugim człowieku i oceniamy go niejednokrotnie powierzchownie. Nazbyt często staramy się doradzać, a powinniśmy jedynie wysłuchać i okazać zrozumienie.
Kto potrafi wczuć się dziś w emocje drugiego człowieka?
Kto potrafi tak zwyczajnie wysłuchać drugiego człowieka, bez konieczności oceniania, sugestii i próby narzucania swojej wizji? Kto potrafi tak bezinteresownie zastanowić się, dlaczego człowiek właśnie tak postąpił i spróbować zrozumieć jego postępowanie? Wciąż nam się wydaje, że my wiemy lepiej, co powinien drugi człowiek, zapominając o tym, że wszytko to, co widzimy, jest tylko powierzchowne, a to, co prawdziwe ma głębszy sens i nie jest widoczne dla każdego.
Zastanawiam się, jak wyglądałby świat , gdybyśmy odczepili się od innych i w końcu zaczęli żyć swoim własnym życiem…