Podobno Polacy mało zarabiają. Podobno. Patrząc jednak na to, jak funkcjonujemy w społeczeństwie mogłabym sądzić, że kasa w naszych domach wylewa się oknami i drzwiami. Rozpoczęła się edukacja w żłobkach, przedszkolach i szkołach, a wraz z nią dyskusyjny temat prezentów dla nauczycieli i wychowawców. Czy to z okazji Świąt Bożego Narodzenie, zakończenia edukacji szkolnej, czy też Dnia Edukacji Narodowej – prezenty dla nauczycieli. Dawać czy nie? No bo przecież wypada coś dać, co nie?

 

Jest dopiero początek roku szkolnego, ale temat prezentów właśnie ostatnio mnie dotknął, bo  moja córeczka zakończyła swoją edukację w żłobku i awansowała na przedszkolaka. Opiekunki zasugerowały, że w ostatni dzień można przynieść jakieś drobne prezenciki pożegnalne, ale nie jest to konieczne. W momencie, kiedy po raz ostatni odbierałam moje dziecko osłupiałam widząc jedną z opiekunek, która niosła reklamówkę, dosłownie pękająca w szwach. Były w niej paczuszki pożegnalne od wszystkich dzieci, które opuszczały mury żłobka.

 

Pożegnanie – ważny gest.

No wiecie, z jednej strony ja rozumiem, że to jest POŻEGNANIE.  Z drugiej strony byłam świadoma tego, że moja córeczka nie będzie jedynym dzieckiem, które opuści żłobek tego dnia i zastanawiałam się jaki jest sens tych paczek pożegnalnych. Absolutnie nie chodzi tu o kasę, choć zakładając ze potrzebujemy ok 20 paczek w cenie ok. 10 zł to suma się uzbiera, co nie? Ja zwyczajnie zastanawiałam się jaki jest sens tych paczek i prezentów, bo przecież dla dzieci w tym wieku to nie ma jeszcze żadnego znaczenia.

 

Co więc dałam na pożegnanie?

Po pierwsze nie miałam czasu na robienie takich paczek. Po drugie stwierdziłam, że dzieci i tak nie docenią mojego wkładu. Ostatecznie w ostatni dzień dałam mojemu dziecku tylko lizaki do rozdania. Lizaki, którymi miała obdarować inne dzieci. Dałam jej jeszcze małe własnoręcznie zrobione podziękowanie – kilka personalnych słów ode mnie z naklejonym zdjęciem mojej córki. Takie spersonalizowane dziękuję. To podziękowanie wiele razy pokazywałam też córce i tłumaczyłam, że to dla cioci Żanetki (w żłobku wszystkie Panie to ciocie), która była ostatnio jej ulubioną ciocią i zajmującą się nią najczęściej.

 

Skromny lizak to żenada.

Tak bym podsumowała ten pożegnalny prezent mojego dziecka w porównaniu do wypasionych paczek od innych dzieci. Ambicje innych matek były bardziej wygórowane. Podkreślam MATEK, bo ojcowie podchodzą do wszystkiego z większym luzem i bez zbędnej przesady. W paczuszkach były słodycze i napoje- i to jeszcze rozumiem. Czy to koniecznie? Nie wiem. Nie sądzę by dla 3 latki takie paczki pożegnalne miały jakiekolwiek znaczenie sentymentalne. W innych bardziej ambitnych paczkach były jeszcze mini-puzzle, mini-kolorowanki z kredkami, a w jednym nawet mała karteczka z napisem “dziękuję za wspólną zabawę” Po co? Naprawdę pytam się po co? No bo dla mojego 3 letniego dziecka ta kartka i te słowa nie mają kompletnie żadnego znaczenia, a dla mnie tym bardziej, bo ja nawet nie wiem jak to dziecko wygląda i kim są jego rodzice. Jedyne na co mi to wygląda, to że matka zagalopowała się w swoich ambicjach.

 

W pożegnaniu chodzi o symbolikę.

O to, by dzieci zrozumiały, że kończy się pewien etap. Nie chodzi o obdarowywanie. Książeczka nawiązująca do tematyki przedszkola z osobistą notką oraz własnoręcznie zrobiona laurka w kształcie serca, na której podpisały się ciocie ze żłobka w zupełności wystarcza. Moje dziecko zachwycało się tym całe popołudnie. Nie musi być tego przepychu. To tylko nam matkom wydaje się, że coś wypada.

 

Prezenty dla nauczycieli?

Szczerze to etap przedszkola mojego syna pamiętam pod tym względem jak przez mgłę, ale wiem że problem prezentowania pojawił się wraz z rozpoczęciem roku szkolnego. Już krótko po roku tematem do dyskusji był Dzień Edukacji Narodowej, czyli Dzień Nauczyciela. I standardowe pytanie: na co się zrzucamy i po ile? Nigdy nie popierałam kupowania grupowego prezentu, bo po pierwsze obciążeni kosztami zostają rodzice i to rodzice muszą poświęcić swój czas, żeby ten prezent zorganizować. Ale nawet nie o kasę, ani czas mi tu chodzi. Tylko o pytanie, które trzeba sobie zadać: czego chcecie nauczyć swoje dzieci kupując wypasione prezenty? A jeszcze to w ogóle najlepiej niech rodzice wręczą i wtedy dzieci już nic nie będą musiały robić.

 

To dziecko ma się nauczyć.

To dziecko ma się nauczyć szacunku do swojego nauczyciela. To ono ma poświęcić czas na przygotowanie laurki. To ono ma podejść i osobiście wręczyć Pani ten kwiatek. Symbolicznie podziękować. Nie chodzi o wartość tego kwiatka, bo to może być nawet kwiatek z własnego ogrodu. Chodzi o gest. Taki osobisty gest ze strony dziecka znaczy więcej niż jeden wypasiony prezent.

 

Bo wypada…

W pewnym sensie mamy gdzieś zakorzeniony zwyczaj dziękowania na zakończenie roku szkolnego i przy wielu innych okazjach. Jedni nauczyciele na prezenty zasługują bardziej, inni mniej, ale faktem jest, że w grupie rodziców często na pytanie “Czy dajemy?”, decyzja pada zazwyczaj na „Tak, dajemy, bo wypada”. Nie ukrywam, że jest to temat bardzo dyskusyjny, szczególnie dla matek, bo przecież one wiedzą najlepiej co wypada, a co nie. Ale niektóre z nich swoimi pomysłami przebijają jedna drugą. Ja wiem, ze nasza intuicja jest nieomylna, ale niektóre z nas naprawdę za bardzo ponosi.

 

Wypasiona premia

Bon podarunkowy na biżuterię o wartości 250 zł, jednodniowy pobyt w ekskluzywnym apartamencie, vouchery do SPA – tak to nie są prezenty od męża dla żony, ale od matek (ojcowie zazwyczaj umywają ręce) dla wychowawców. Prezenty o wartości kilku stówek to nie rzadkość. Tak się dzisiaj dziękuje nauczycielom. Z wielką pompą! Zawsze znajdą się jakieś matki, które wpadną na takie absurdalne pomysły, a jak zasugerujesz, że to lekka przesada, to zjedzą Cię żywcem! Bo przecież wypada. Taaaa… co u niektórych kasa wylewa się oknami i drzwiami… Rozmawiając „za kulisami” z pojedynczymi rodzicami, raczej dowiadujemy się, że większość jest niezbyt przychylnie nastawiona do takich wypasionych prezentów. Bo cóż mają powiedzieć mamy, które mają więcej dzieci w szkole?

 

Dobre intencje?

Ja wiem, że robicie to wszystko w dobrej intencji, ale z tym przepychem i drogimi prezentami zaspokajacie tylko swoje własne ambicje i nie wnosicie niczego istotnego w wychowanie i dobrą postawę Waszych dzieci. Niestety, co wielu matkom wydaje się być stosowne, stawia nauczycieli w niezręcznej  sytuacji, bo wielu z nich takich prezentów wolałaby nie dostawać.

Nadal jestem tego zdania, że lepiej wręczyć jeden mały kwiatek zamiast wielkiego prezentu, lepiej zorganizować pożegnalne ognisko zamiast dziękować bonem na biżuterię, lepiej zaprosić nauczyciela na lody i osobiście podziękować niż przekazywać nietrafione prezenty lub stworzyć pamiątkową kronikę klasową, do której wszyscy będą wracać z uśmiechem na twarzy.

 

Czasami te małe gesty i słowo dziękuję mają większe znaczenie niż wypasione prezenty.
Liczy się pomysł i to on jest często ważniejszy od ceny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.