Dyskusje z dzisiejszymi dziećmi bywają trudne i jak doskonale wiecie, niejednokrotnie rozwalają mnie na łopatki, bo argumenty z ich strony są zawsze nie do podważenia – o czym pisałam tutaj. Najczęściej rodzinne dyskusje prowadzimy w łazience, jak również przy niedzielnym obiedzie.

 

Tak też było i dzisiaj. Moje dzieci są bardzo wybredne, jeżeli chodzi o jedzenie jakichkolwiek warzyw. W zasadzie mogłabym nie wyliczać, których warzyw nie jedzą, tylko wymienić te, które jedzą 🙈 bo tu lista jest znacznie krótsza 😆 a są i takie dni, w które nie jedzą tych warzyw, które normalnie jedzą…😳 dziś na obiad, obok ziemniaków i mięska, zaserwowałam minimalistyczny groszek z marchewką i masełkiem.

 

No pychotka.

Ale moje dzieci stwierdziły, że nie będą tego jadły. Próba nałożenia mini-porcyjki „dla zdrowia” na talerz mojej córce, skończyła się symulacją wymiotowania 🤮 oraz stwierdzeniem, że ona tego absolutnie jeść nie będzie🫸❌

Po czym syn oznajmił, że on nie rozumie, dlaczego rodzice zawsze każą dzieciom jeść marchewkę z groszkiem, a to jest danie, którego WSZYSTKIE DZIECI nie cierpią 🙄🙈 bo jest obrzydliwe!

– i tu pytanie do Was? Serio? Muszę obalić teorię moich dzieci i muszę mieć niezbite dowody na to, że inne dzieci jednak jedzą 🤔😜

 

Czekam na Wasze komentarze w tej kwestii!

W dalszej części obiadu podjęliśmy dyskusję na temat nadchodzącego postu oraz związanych z tym postanowień. Na poczekaniu z rękawa zaczęliśmy wspólnie z mężem sypać postanowieniami, które nasz nastoletni syn mógłby sobie wpisać na listę i jak się domyślacie, większość z nich nawiązuje do ograniczonego korzystania z mediów 😆😁 Wysłuchał nas cierpliwie chichocząc coś pod nosem,  po czym dodał:

 

O nie nie!!! Liberum veto!

Mnie bardzo to rozbawiło, może nawet nie samo hasło, ale mina którą do niego zrobił, no i bynajmniej dało mi to pewność, że jednak coś z lekcji historii w szkole wynosi 😂Jego młodsza siostra natomiast patrzyła nieco zdębiała, nie wiedząc o co chodzi. Więc poprosiłam syna, żeby krótko jej wytłumaczył, co to w ogóle znaczy.

 

Liberum veto to było coś takiego, że dawniej w Polsce w sejmie obowiązywała taka zasada, że każdy poseł mógł jednym sprzeciwem zerwać obrady i unieważnić wszystkie podjęte decyzje – wytłumaczył.

W sejmie? – pyta jego siostra.

 

Proszę więc syna, żeby jej wytłumaczył podstawowe pojęcia, bo ona jest w takim wieku, że jeszcze nie wie, co to jest sejm. Na co mój syn:

– Sejm to jest taka grupa ludzi, którzy rządzą Polskę i kradną nasze  pieniądze.

 

Kurtyna.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *