W naszym życiu przychodzą takie momenty, kiedy przestajemy pędzić naprzód i zarzynamy patrzeć w głąb siebie. I to spojrzenie zmienia wszystko.
Zazwyczaj przed czterdziestym rokiem życia próbujemy zdobyć status społeczny, uznanie i poczucie bezpieczeństwa. Z zewnątrz wszystko wygląda idealnie. I właśnie w tym tkwi problem. Czasem żyjemy tak, jakbyśmy przy narodzinach dostali listę zadań do odhaczenia: dobrze płatna praca, dzieci, dom, pies, raz w roku wakacje, grono dobrych przyjaciół. Wszystko zgodnie z planem – dobrze zorganizowana codzienność. Życie jak z katalogu. Takie, jakie „się prowadzi”. Dokładnie takie, jak nauczyliśmy się, że życie powinno wyglądać.
Zakładamy maski i nazywamy to sukcesem.
Ale po czterdziestce te maski zaczynają opadać. Jako pokolenie dorastaliśmy słysząc od własnych rodziców (których autorytetu się nie podważało), że ciężka praca zapewni nam sukces i poczucie spełnienia. Dziś wielu z nas ma już to, o co zabiegaliśmy, a mimo to czujemy, że spełnienie nie przyszło razem z tymi osiągnięciami.
Znam to uczucie bardzo dobrze. Choć moje życie „wystarczało”. Wszystko było na swoim miejscu. Z zewnątrz — obraz idealny. A jednak moje serce często było puste, mimo, że życie miałam wypełnione po brzegi, a mój kalendarz pękał w szwach.
Wtedy zrozumiałam, że życie pełne, nie zawsze jest życiem spełnionym. Społeczeństwo przywykło do mówienia, że to kryzys wieku średniego.
To nie jest kryzys wieku średniego. To przebudzenie.
Przebudzenie z życia w biegu do głębokiego szukania jego sensu.
Przebudzenie z funkcjonowania do prawdziwego życia.
Przebudzenia z życia „jak trzeba” do życia w zgodzie ze sobą.
Bo nasze wewnętrzne „ja” nie krzyczy. Ono czeka.
Czeka, aż będziesz gotowa.
Czeka, aż je usłyszysz.
I właśnie po czterdziestym roku życia zaczynamy żyć bardziej świadomie.
Bo zaczyna odzywać się nasza dusza.
Życie spełnione nie jest życiem idealnym.
I nie jest też życiem łatwym. Życie spełnione to takie, w którym jest miejsce na to, co naprawdę sprawia, że czujesz się żywa — a nie tylko zajęta. Na chwile, które poruszają serce. Na ludzi, przy których możesz być w pełni sobą. Na rzeczy, które mają dla Ciebie sens.
Ale to wszystko potrzebuje przestrzeni, a tej brakuje, gdy tylko odhaczamy terminy i realizujemy kolejne zadania. Gdy dzień się kończy, a my nie potrafimy sobie przypomnieć, kiedy zrobiłyśmy coś tylko dlatego, że tego chciałyśmy.
Spełnione życie nie jest życiem idealnym.
Spełnione życie jest życiem z wzlotami i upadkami.
Z odwagą i całym mnóstwem wątpliwości.
Z miłością — i czasem także z pustką.
Ze śmiechem i łzami.
Spełnione życie nie jest bez skazy.
Ale należy tylko do Ciebie.
I dobra wiadomość jest taka: właśnie tutaj zaczyna się zmiana.
Bo jeśli na zewnątrz wszystko się zgadza, ale w środku Ciebie czegoś brakuje, to nie jest koniec, to jest dopiero początek.
________________________________
Zdjęcie: Photo by Eric Sanman by Pexels
piękne!
Dziękuję Monika!
Strzał w 10!
Dzięki!